Nie będzie bankructwa szpitala – twierdzą starostwo i dyrekcja

OBORNIKI. W miniony piątek miało miejsce spotkanie dyrekcji i wyższego personelem obornickiego szpitala z grupą wybranych osób z kręgów władzy. Celem spotkania było omówienie sytuacji lecznicy w kontekście jej rozbudowy. 

Starosta Adam Olejnik, sekretarz Piotr Sitek, skarbnik Joanna Konieczna oraz burmistrz Tomasz Szrama wraz z wójtem Ryczywołu Jerzym Gackiem wysłuchali słów dyrektor Małgorzaty Ludzkowskiej w sprawie obecnej sytuacji szpitala jak i informacji autorstwa władz powiatu na temat planów poprawy sytuacji obornickiej lecznicy.
Adam Olejnik zapewniał, że – dzięki finansowemu wsparciu i współpracy z samorządami dwóch gmin uda się utrzymać i rozbudować szpital. Gmina Oborniki przekazała 4,5 mln złotych natomiast Ryczywół 500 tys. złotych. Liczę, że trzecia gmina, czyli Rogoźno również dołączy, co pozwoli korzystać mieszkańcom z jeszcze lepszej oferty. 
Zaraz potem odbył się sąd kapturowy nad burmistrzem Bogusławem Janusem, który wzorem Obornik i Ryczywołu nie uiścił wyznaczonej Rogoźnu kwoty. Na szczęście zaapelowano, aby pomimo tego wszystkiego pacjentów z Rogoźna także obsłużyć. Jest to dla nich bez wątpienia wspaniała wiadomość i należy mieć nadzieję, że potrafią się odwdzięczyć za okazaną im przez powiat dobroć. Gdy rogoźnianie wejdą już do szpitala zobaczą, że trwają tam prace związane z rozpoczęciem inwestycji polegające na dobudowie skrzydła prawie tak wielkiego jak dotychczasowa bryła szpitala.
Nowy budynek ma być większy od powstałych do tej pory części. Powierzchnia użytkowa zajmie 2.700 metrów kwadratowych – na dwóch kondygnacjach będą oddziały a dodatkowo 300 metrów kondygnacji przyziemia i piwnic. W nowej części znajdą się trzy oddziały z łóżkami. Parter zajmie chirurgia z 45 łóżkami i trzyosobowymi pokojami z węzłem sanitarnym pomiędzy salami. Na pierwszej kondygnacji znajdą się dwa oddziały: wewnętrzny, gdzie umieszczonych zostanie 35 łóżek oraz oddział pediatryczny z 16 łóżkami i miejscami dla matek. W budynku głównym szpitala ma znaleźć się, przeniesione z piwnic laboratorium. Będzie też dodatkowa sala operacyjna ze znajdującą się obok… kaplicą. 
W miejscu obecnego oddziału wewnętrznego planuje się miejsce dla długotrwałej opieki medycznej, hospicjum lub zakładu opieki leczniczej. W tym ostatnim przypadku warto pamiętać o tym, że podobna jednostka powstanie niebawem w Kowanówku i może się stać potężnym konkurentem dla obornickiej lecznicy. Wspominamy o tym, dlatego że podobnie było przy tworzeniu oddziału ortopedii, gdzie błędna ocena realiów kosztowała podatników setki tysięcy złotych strat. 
Władze powiatu wspólnie z dyrektor szpitala uspokajali jednak pojawiające się pogłoski na temat rzekomego bankructwa placówki oraz zwolnień w szpitalu. Jak podkreślała Małgorzata Ludzkowska: sytuacja jest zadowalająca i nie ma powodów do paniki. Jednocześnie pani dyrektor zaapelowała do personelu o oszczędzanie. Trudno powiedzieć, na czym szpital mógłby jeszcze zaoszczędzić, bo na pewno nie na i tak już marnym jedzeniu oraz nierzadko wątpliwej czystości. – Można ewentualnie kłaść pacjentów do łóżek dwójkami aby oszczędzić na pościeli lub leczyć ich tańszymi od leków ziołami – komentował spotkanie jeden z jego uczestników, jednak mówiąc całkiem serio, wielkiego pola do oszczędzania już nie ma.  
Małgorzata Ludzkowska nie kryła swych obaw z powodu silnej konkurencji ze strony firm Moskalewicz czy Obst Ambulans, które mogą przejąć niedługo opiekę wieczorową i świąteczną. Szpital straciłby wówczas kolejne znaczące dochody, a pamiętając o zmniejszonym kontrakcie, jest to strata znacząca.
Warto o tym rozmawiać, bo starostwo przeznaczając na inwestycję związaną z rozbudową szpitala kwotę 8 mln 360 tys. złotych nie będzie już raczej stać na dostosowanie „starego” budynku, bez czego rozbudowa traci sens. W szpitalu trzeba będzie wyremontować ok. 800 m powierzchni. Wedle wyliczeń starostwa, koszt metra remontowanej powierzchni nie powinien przekroczyć 1000 złotych. 
Jakkolwiek optymistycznie to brzmi, kwota kolejnych 800 tysięcy jest dla powiatu poważnym wyzwaniem. Co prawda pani dyrektor liczy na kredyty z programu norweskiego, ale już uprzedziła oficjalnie zarząd i radę powiatu, że będzie potrzebowała na ten cel 400 tysięcy własnego wkładu, którego sama nie posiada. Jeżeli do mniejszego o ponad 600 tysięcy kontraktu dodać owe 400 tysięcy na wkład, to okrągły milion może być sporym kłopotem. 
Piszemy o tym wszystkim z troską, pomimo niechęci wielu urzędników, którzy woleliby, abyśmy wzorem z PRL nie martwili społeczeństwa pisząc, że wszystko jest cacy a będzie jeszcze lepiej. Obawiamy się, że „lepiej” już było i warto poważnie rozmawiać o problemach zamiast je chować pod dywan przynajmniej do czasu wyborów.

Podobne artykuły