Właściciel obornickiego pubu za kratkami: handlował na Czarnkowskiej nielegalnym alkoholem

OBORNIKI.  Trzeba przyznać, że widok był niecodzienny, jak z filmu sensacyjnego. W miniony piątek kilkunastu policjantów z różnych wydziałów obornickiej komendy  otoczyło kamienicę przy ul. Czarnkowskiej, w której mieści się obornicki pub. Trzy wyjścia z baru zostały obstawione przez funkcjonariuszy a przed wejściem do budynku stały dwa radiowozy policji. 

Dwóch policjantów z wydziału przestępstw gospodarczych wraz z policjantami wydziału kryminalnego weszli do środka lokalu. Po chwili wyszli. Dwóch funkcjonariuszy prowadziło pod ręce z zakutym w kajdanki właścicielem lokalu a pozostali wynosili trzy skrzynki nielegalnego alkoholu. 
Pub przy Czarnkowskiej ma długą i niechlubną historię. Jego nazwa zmieniała się równie często, jak często zmieniając się pory roku, co jednak nie zmieniało wśród większości oborniczan złej opini o tym miejscu. Liczba bojek i aresztowań każdego roku biła rekordy w policyjnych statystykach. 
Jest to miejsce schadzek dla części obornickiej młodzieży, a toaleta w knajpie znana była z nazwy wylęgarnia. Nie tyle ze względu na brak higieny, co z powodu licznych par, które w tym miejscu jesienią i zimą, kiedy trudno chodzić do lasu, zaspokajały swoje seksualne potrzeby pomiędzy sedesem a umywalką. Trudno było jednak nazywać to przestępstwem, a do tego lokal miał też swój niezaprzeczalny udział w zwiększeniu przyrostu naturalnego w Obornikach ostatnimi laty.
Chociaż bar otwarty był najczęściej od poniedziałku do niedzieli, zazwyczaj przynosił straty. Stąd kolejni właściciele lokalu przymykali oczy na wulgarne a czasem niemoralne zachowanie klientów. Powodem były pieniądze. 
Wszytko zmieniło się w lipcu, gdy nowym właścicielem został 51-letni Andrzej K. Mężczyzna nie tylko przywrócił jako taki ład i porządek, ale z ciągle roześmianej twarzy można było wyczytać, że idzie mu nie najgorzej. Sukces biznesmena był tak wielką zagadką, że skłonił do myślenia nawet urzędników, którzy nie mogli znaleźć odpowiedzi na pytanie, jakim cudem zawsze niedochodowy pub zaczął przynosić zyski.  Gdy zbyt intensywne myślenie wywołało ból w głowach urzędników, postanowili zapewne, że to wynik cudu gospodarczy rodem z telewizyjnej propagandy rządu Donalda Tuska. 
Od urzędników bardziej domyślni okazali się oborniccy policjanci. Komenda rozpoczęła skryte śledztwo w sprawie Andrzeja K. Jak się okazało, mężczyzna miał już wiele na sumieniu. Po pierwsze śledztwo wykazało, że był ścigany listem gończym przez komendę policji w Suwałkach za przestępstwa gospodarcze. Dodatkowo mężczyzna zakładając działalność gospodarczą w Obornikach podał w urzędzie fałszywe dane osobowe, w tym nieprawdziwy Pesel i NIP. Na domiar tego prowadził pub bez koncesji na sprzedaż alkoholu. 
To właśnie brak koncesji stał się oficjalnym powodem dla obornickiej policji  do wszczęcia jawnego postępowania. Dzięki sprawnie i profesjonalnie przeprowadzonemu śledztwu wydziału do przestępstw gospodarczych obornickiej komendy policji wszystkie nielegalne poczynania mężczyzny wyszły na światło dzienne. 
Wartość skonfiskowanego w pubie, nielegalnego alkoholu sięga kilku tysięcy złotych. Właściciel lokalu znalazł się za kratkami, skąd czeka go podróż na spotkanie z obornickim a także suwalskim sądem. 
Nie zdołaliśmy ustalić, czy pub przy Czarnkowskiej zostanie ponownie otwarty. Zgodnie z prawem po zdobyciu koncesji, właściciel nawet zza krat aresztu ma prawo prowadzić swoją działalność. Do tego czasu korzystająca z tamtejszej toalety młodzież będzie musiała częściej chodzić do lasu.
 

Podobne artykuły