Niech żyje i poprosi burmistrza, czyli makabreska drogowa

ŁUKOWO. Gdy Marian Andrzejewski dzielił swego czasu i sprzedawał działki w Łukowie nie zadbał o sprzedaż wraz z nimi dróg dojazdowych. Teraz jest ich właścicielem i ma z nimi kłopot. 

– Sam podatek gruntowy wynosi ok. 400 złotych rocznie a do tego drogi trzeba utrzymywać w stanie przejezdnym, co też kosztuje – skarżyła się jego synowa radnym z komisji terenowej rady miejskiej Obornik. – Dla teścia to wielkie obciążenie, bo żyje on z 800 złotowej renty i ma problemy ze zdrowiem. Synowa chciałaby, aby gmina przejęła trzy drogi na własność. 
Tu trzeba wyjaśnić, że to dla gminy rzecz jest bardzo niewygodna i bardzo kosztowna. Gmina musiałaby drogi utwardzić nie mając argumentów przeciw, a do tego przekazujący mógłby nawet po latach zażądać słonego odszkodowania za ich przekazanie, czego przykładem może być sprawa Marka Kulmińskiego, który w podobnej sytuacji uzyskał po długim czasie prawie 200 tysięcy za przekazane gminie podobnych dróg.
Radni przypomnieli synowej pana Andrzejewskiego, że gmina nie ma obowiązku przejąć dróg i raczej ich nie przejmie, bo by to otworzyło lawinę podobnych roszczeń. 
Radny Marek Lemański zaproponował rodzinie pana Andrzejewskiego interesujące, choć dość makabryczne rozwiązanie problemu, jakim byłoby śmiertelne zejście właściciela dróg i wobec odmowy przejęcia spadku po nim przez rodzinę, objęcie problemowych dróg przez skarb państwa. – Niech się potem państwo martwi tymi drogami – zaproponował radny. 
Ten pomysł nie spodobał się jednak synowej pana Andrzejewskiego, którą oburzyła propozycja rychłej śmieci teścia dla dobra gminy. – To kiedy teść miałby umrzeć w tym tygodniu czy w przyszłym – nawiązała do niezbyt zręcznej wypowiedzi Lemańskiego. Ponadto, wskazując na słaby punkt jego planu, dodała: przedmiotem spadku jest całe gospodarstwo i nie można ze spadkobrania wyłączyć samych dróg. 
Andrzej Ilski zaproponował inne rozwiązanie. – Znacznie lepszym rozwiązaniem niż plan kolegi radnego będzie dalsze pozostawanie przez pana Mariana wśród żywych i ewentualna zgoda burmistrza na umorzenie mu dotkliwego podatku.
Pomysł Ilskiego poparł przewodniczący Haraj a po nim uzyskał poparcie wszystkich radnych.
Jeżeli burmistrz umorzy panu Marianowi owe 400 złotych, to będzie mógł on sobie żyć dalej jako właściciel trzech dróg i nadal frasować się co z nimi począć. 

Podobne artykuły