63-letnia oborniczanka zginęła na przejściu dla pieszych przy budynku Liceum w Obornikach. Sprawcą był 84-letni mieszkaniec miasta.

OBORNIKI. Do pierwszego śmiertelnego wypadku tego lata na Ziemi Obornickiej doszło w miniony czwartek. Niestety, stało się to tydzień po tym, gdy napisaliśmy, że jak na razie to najbardziej bezpieczne wakacje na lokalnych drogach od lat.

Pani Bożena tego dnia wyszła z domu, pomimo upału, kierując się na cmentarz parafialny w Obornikach, by złożyć kwiaty na grobach bliskich. Przechodziła właśnie pasami przez ul. Adama Mickiewicza, między liceum a biblioteką pedagogiczną, gdy nagle zza zakrętu wyjechał samochód. 
Pojazd wjechał w 63-letnią oborniczankę. Siła uderzenia wyrzuciła ją na maskę samochodu. Już nieprzytomna uderzyła o asfalt.
Kierowcą był 83-letni mieszkaniec Obornik. Natychmiast zadzwonił po karetkę. Postronni świadkowie wypadku zawiadomili również policję. 
Mężczyzna w panice starał się ocucić kobietę, a gdy to nie dało oczekiwanego rezultatu, próbował przenieś ją z szosy na chodnik. Powstrzymał go jednak pracownik ekipy budowlanej remontującej w pobliżu szkołę. Kobieta krwawiła,  obrażenia na głowie wyglądały na poważne. Przenoszenie było niebezpieczne. 83-latek w szoku zaczął krążyć wokół rannej, czekając na karetkę pogotowia. 
Na drodze wojewódzkiej tymczasem korek wydłużał się z każdą minutą. Sznur samochodów po kilku minutach sięgał do skrzyżowania Lipowej i Mostowej.  
Już wielokrotnie, cytując zdania obornickich służb porządkowych i władz gminy, krytykowaliśmy decyzję wojewody o ograniczeniu liczby karetek w powiecie obornickim. Jak się okazało, była to bezduszna decyzja, a w tym przypadku prawdopodobnie przyczyniła się do śmierci oborniczanki.
Oddziału ratownictwa medycznego, wraz z karetką, w chwili gdy doszło do wypadku, nie czekał na wezwanie w budynku straży pożarnej przy ul. 11 Listopada. Karetka pojechała wcześniej kilkanaście kilometrów od miasta, do chorego w jednej z wsi na obrzeżach gminy. Dojechania stamtąd do miejsca wypadku zabrało kierowcy karetki kilkanaście minut. A szpital, do którego trzeba było zawieźć ranną kobietę, znajduje się jedynie około kilometra od miejsca wypadku. 
Po przyjeździe na miejsce zdarzenia karetki, dowiezienie poszkodowanej do lekarza zabrało jedynie dwie minuty. Jednak ze względu na ograniczoną przez wojewodę liczbę karetek w gminie, dojazd ratowników na miejsce zdarzenia został wydłużony o czas, który mógł uratować życie kobiecie.
Kobieta jeszcze żyła gdy znalazła się w szpitalu. Pomimo wysiłków lekarzy, zmarła na skutek obrażeń głowy. 
Sprawa śmierci 63-letniej oborniczanki zostanie zbadana przez obornicką prokuraturę, która rozpoczęła śledztwo w tej sprawie. 
Policja przesłuchała kierowcę. Mężczyzna tłumaczył, że nie widział kobiety przechodzącej po pasach, ponieważ oślepiło go światło słoneczne. Do wypadku doszło około południa, słońce stało wysoko na niebie. Ale przecież ulica jest otoczona ze wszystkich stron drzewami, które chronią przed rażącymi promieniami słońca. 
Tego dnia temperatura powietrza sięgała około 30 stopni Celsjusza. Najprawdopodobniej to dokuczliwy upał i sędziwy wiek kierującego, zdaniem śledczych z którymi rozmawialiśmy, przyczyniły się do dekoncentracji kierowcy i tragicznego w skutkach wypadku. 
Pani Bożena mieszkała przy ul. Obrzyckiej w Obornikach. Jej nagła śmierć nie tylko wywołała szok wśród członków rodziny, ale również sąsiadów i lokalnej społeczności. Była znana z pogodnego charakteru i pomocy osobom potrzebującym. Często szyła lub łatała odzież sąsiadom i różnym osobom w potrzebie, robiąc to za symboliczny uśmiech. W minioną niedzielę w kościele Miłosierdzia Bożego na Osiedlu Leśnym, podczas Mszy Świętych, parafianie i księża modlili się z jej duszę. Pogrzeb odbędzie się w tym tygodniu.

Podobne artykuły