Rolnicy kontra spółdzielnia i kto czyni destrukcję?

GMINA OBORNIKI.. Niesnaski pomiędzy rolnikami a władzami spółdzielni kółek rolniczych maja już swoją historię i nic nie wskazuje na to, aby miały się skończyć. 

Nie wszyscy może wiedzą, czym jest spółdzielnia rolnicza, a bez tej wiedzy trudno będzie pojąć sedno konfliktu. Majątek spółdzielni powstał w czasie PRL-u ze składek poszczególnych rolników. Wtedy powstawały kółka rolnicze i bazy kółkowe. Rolników przymuszono do korzystania z nich i wstępowania do nich. Za pieniądze rolników kupowany był sprzęt. Części rolników zabrano grunty, na których tworzono bazy kółkowe. 
Z tych działań wynika, że udziałowcami kółek są dziś nieomal wszyscy rolnicy. Formalnie część rolników jest związana bezpośrednio z kółkami, część ma w nich udziały a część nie ma z tego nic, choć to ich rodzice i dziadowie łożyli na kapitał spółek. W tak zwanym „minionym okresie” majątek spółek trafił do spółdzielni i ta zaczęła majątkiem zarządzać.
Spółdzielnia przejęła bazy i sprzęt z poszczególnych kółek z zakładów usługowych. Majątek zasobnej bazy z Chrustowa oraz baz z Popówka, Dąbrówki Leśnej, Bogdanowa, Bąblina i Rożnowa został sprzedany. Została sprzedana także część gospodarstwa we wsi Bąbliniec. Według szacunków dokonanych przez rolników, którzy zgłosili się do naszej redakcji: – Łączną wartość sprzedanego majątku można liczyć w milionach złotych. Z tych pieniędzy zarząd spółdzielni zakupił sprzętu za jedyne 700 tysięcy, a i tak połowę pieniędzy na ten cel dostali od Agencji Rynku Rolnego w ramach dopłaty. 
– Gdzie reszta pieniędzy, nie wiadomo – twierdzili rolnicy i znowu liczyli. – Spółdzielnia ma w Uścikowie stratę ok. 250 tys. złotych. Poza akcją żniwną i garstką usług, nie zajmuje się niczym, przejadając budowany przez dziesięciolecia majątek. Ich zdaniem – dawne zarządzanie jest jedynie dziś już tylko administrowaniem i to bardzo marnym. Od ośmiu miesięcy spółdzielnia nie ma prezesa, bo ten jest na L-4, więc spółdzielnią rządzi księgowa. Prezes i główna księgowa są już od siedmiu lat na emeryturze. Zatrudnienie wynosi 7-8 osób a pracy w spółdzielni nie ma nawet dla dwóch. 
Według wiedzy rolników – nawet osoby zatrudniane na ½ etatu zarabiają po ponad dwa tysiące. Zarząd i administracja żyje z ponad 200 tysięcznej dotacji, którą dostają dzięki dzierżawie gminnych gruntów. Nie mają motywacji do działania prorozwojowego. Rolników dziwi, jak to się stało, że burmistrz podjął taką decyzję, by im te grunty oddać. 
Dziwi ich to tym bardziej, że w ubiegłym roku grupa rolników złożyła w imieniu innych pozew do sądu o łamanie przez zarząd i radę spółdzielni prawa spółdzielczego oraz statutu spółdzielni. Sąd w obu instancjach potwierdził zarzuty w całej rozciągłości. Wyroki w tej sprawie są prawomocne. 
– Wobec tego faktu i braku zmian w postępowaniu zarządu przedostatnie walne zgromadzenie z roku 2012 było nieformalne i nieważne, bo brały w nim udział osoby nieuprawnione. Wszystkie uchwały trzeba było uchwalać raz jeszcze – informowali rolnicy, dodając: 25 czerwca bieżącego roku odbyło się kolejne walne zebranie, ale jego ważność ogłaszał przewodniczący a nie komisja skrutacyjna, więc znów zabrakło dopełnienia formalności.
Rolników bulwersuje też to, że w sprawozdaniu z działalności zarządu i rady wielokrotnie zarzucano jednemu z członków rady nadzorczej spółdzielni działanie na jej szkodę i prowadzenie działań destrukcyjnych. Zarzucano tej osobie dezorganizowanie pracy rady nadzorczej i całego zarządu. Nie wymienili w rozmowie z redakcją jego imienia i nazwiska, ale nie trzeba było być szczególnie dociekliwym, aby je ustalić.  Chodziło tu o Tadeusza Witka, delegata do Wielkopolskiej Izby Rolniczej i działacza na rzecz Porozumienia Rolników nieraz krytykującego niewłaściwe działanie zarządu spółdzielni. 
Poproszony przez nas o komentarz w sprawie postawionych mu zarzutów Witek powiedział: są przecież wyroki sądowe w sprawie łamania statutu przez rządzących spółdzielnią i to jest właśnie działanie destrukcyjne. Wobec moich działań nigdy nie było żadnych zastrzeżeń. Doprowadziłem do tego, że podczas posiedzeń jest obecny radca prawny a całe obrady są nagrywane, by wszystko było transparentne i jawne. Pytałem stawiających mi zarzut rzekomej „destrukcji” o to, na czym ona miałaby polegać, ale odpowiedzi jakoś nie usłyszałem. Zapytany przez nas wprost o przebieg walnego zebrania w części dotyczącej jego osoby Tadeusz Witek oświadczył – to są pomówienia i oszczerstwa, więc zastanawiam się nad wstąpieniem w tej kwestii na drogę sądową. Na razie złożyłem rezygnację z członka rady nadzorczej kółka w Rożnowie, by swoją osoba nie legitymizować działań takich, jakie obecnie maja miejsce.
Nie udało nam się porozmawiać z nikim z zarządu spółdzielni, a szkoda, bo konflikt pomiędzy rolnikami a zarządem nabrzmiewa i nic nie wskazuje na jego rychły koniec. 

Podobne artykuły