Pomór bocianów – trwa spór o to, czy zostały porażone prądem, utonęły, czy też ktoś je truje

GMINA OBORNIKI.. W ubiegłym tygodniu pisaliśmy o zdarzeniu związanym z gniazdem bocianów we wsi Popówko. Dramat ptaków śledziło wielu mieszkańców wsi a skontaktował się z nami w ich imieniu sołtys Zygmunt Klupczyński. Według jego relacji, do śmierci bocianów przyczyniły się obfite i długotrwałe opady. Tylko jednego dnia spadło na każdy metr kwadratowy około 100 mililitrów deszczu, podczas gdy średnia lipca wynosi 80 mililitrów. Gniazda bocianie są uszczelniane przez ptaki gliną i błotem, co czyni jeszcze całkiem szczelnymi. Małe boćki tkwiły przez trzy dni w zimnej wodzie i to doprowadziło do ich wyziębienia, wycieńczenia i śmierci. 

Śledczy przyznają, iż początkowo uznali że śmierć bocianów nastąpiła wskutek porażenia prądem, ale teraz nie jest to już tak oczywiste. Część mieszkańców wsi uważa, że doszło do celowego uśmiercenia zwierząt. – Otruli je. To jest niemożliwe, żeby zginęły od prądu. Ich gniazdo znajdowało się powyżej linii. Mówię panu, ktoś je otruł – przekonywał nas telefonicznie zbulwersowany mieszkaniec Popówka. 
Jak dowiedzieliśmy się od służb pracujących na miejscu zdarzenia, gniazdo rzeczywiście znajdowało się ponad kablami. Weterynarz w Obornikach wyznaczony do badania zwierząt nie podjął się sekcji, gdyż że ptaki nie podlegają szczegółowym badaniom. Te wszystkie fakty bulwersują niektóre osoby w Popówku, które wierzą w teorię spiskową i bocianich zabójców wspinających się kilka metrów w górę po słupie elektrycznym, by otruć zwierzęta. 
Kolejna bociania afera wybuchła w Uścikowie. Zaniepokojeni mieszkańcy wezwali wóz strażacki, by uratować bociany, których gniazdo spaść pod drzewo. Z drogi strażnicy miejscy ani strażacy nie zauważyli gniazda ani bocianów. Po namowach mieszkańców udali się do drzewa, by zbadać tą sprawę. Nie znaleziono jednak ptaków. Na miejscu które wskazywali mieszkańcy było jednak kretowisko, co stworzyło nowe teorie spiskowe o bociano-kretach grasujących po Ziemi Obornickiej.
Gniazdo w Popówku nie było jedynym, w którym padły bociany. W pasie od skraju Obornik do granic Międzychodu oraz na południu Wielkopolski padło prawie 80% populacji młodych bocianów. 
Fakt ten zaniepokoił nie tylko mieszkańców gminy Oborniki, ale i ornitologów oraz weterynarzy. – Próbki tkanek martwych bocianków z naszej wsi, ściągniętych przez strażaków z gniazda, trafiły do badań do Państwowego Instytutu Weterynarii w Puławach – poinformował nas sołtys. Pan Zygmunt tak jak i inni mieszkańcy Popówka liczą na to, że w przyszłym roku bociany znów pojawią się w gnieździe. To na razie stoi puste, jakby czekało na nowych lokatorów.
 

Podobne artykuły