Nocą w rogozińskim muzem

ROGOŹNO. Noc Muzeów to ogromna impreza kulturalna, w której udział biorą kraje Unii Europejskiej.  Pierwsza miała miejsce u naszych zachodnich sąsiadów, w Berlinie, ponad dziesięć lat temu. Od tego czasu impreza urosła do skali międzynarodowej. Od kilku lat bierze w niej udział  muzeum w Rogoźnie. 

W tym roku organizatorzy postawili na twórczość regionalnych artystów, przede wszystkim uczestników Warsztatów Terapii Zajęciowej z Wiardunek, ale również z Wągrowca i Wapnia. Na ścianach muzeum można było zobaczyć obrazy, rysunki i własnoręcznie wykonane zegary, domki dla ptaków lub np. poduszki.  Przedstawiały rzeki, drzewa, kwiaty czy zwierzęta. Natchnieniem była przyroda Ziemi Obornickiej. 
Zwiedzanie rozpoczęto krótko po godz. 18. Otwarcie wystawy zapowiedziała główna organizatora, Angelika Pilarska. Zanim jednak wpuszczono gości, odczytano wyniki konkursu Przemysł II. Najwięcej o życiu króla, ale również o historii regionu wiedział uczeń rogozińskiego LO Mikołaj Strzępka. 
Oprócz wystawy WTZ zwiedzający mogli obejrzeć wszystkie ekspozycje muzeum. W każdej a sal czekały na nich dodatkowe atrakcję. Dzieci mogły stworzyć arcydzieło używając wosku – metodą enkaustyczną, czyli laniem gorącego wosku na płótno i tworzenia z niego obrazów. 
Mateusz Strykowski malował na żywo obrazy, instruując i pokazując widzom różne techniki. Joanna Bedyńska wykonywała na żywo przedmioty ze słomy. Od artystki można było zakupić właśnie zrobione dzieła. Po godzinie 20 swoje umiejętności prezentowali uczniowie. Rozpoczęła szkoła z Budziszewka, której przedstawiciele rozpoczęli od gry na instrumentach dętych. Przez kolejne półtorej godziny następne szkoły próbowały przebić ich występ. 
Gwiazdą wieczoru byli Grzegorz Tomaszewski i Krzysztof Stochmiałek, profesjonalni muzycy występujący na europejskich scenach. Wykonali koncert na cytrę i altówkę co zostało ciepło przyjęte długimi i głośnymi oklaskami widzów. 
Europejską noc w Rogoźnie można uznać za udaną. Muzeum było czynne do północy i przyjęło duża liczbę gości. Przed wejściem czekały panie z symbolicznymi biletami. Oo wystawach oprowadzali muzealni historycy. Wszytko zapięte było na ostatni guzik a dużą frekwencja potwierdziła, ze kultura przez duże "K" w Rogoźnie jeszcze nie wyginęła.
 

Podobne artykuły