Za dwadzieścia parę lat, jak dobrze pójdzie

OBORNIKI. Oborniki potrzebują obwodnicy i wie o tym każdy, kto tu mieszka lub przez Oborniki przejeżdżą. Dwa lata temu burmistrz ogłosił, że ma pewne informacje, iż są szanse na jej budowę już w najbliższej przyszłości. 

Jednak ostatnie dwa lata,  w tym rok przygotowań do Euro, tak pozmieniały wszelkie plany, że obwodnica odpłynęła niczym piękny sen po terkocie budzika. 
Marek Napierała, dyrektor wielkopolskiego oddziału GDDKiA oświadczył właśnie w jednym z wywiadów, że: problemem jest ominięcie Obornik, bo tu mamy 17 tysięcy pojazdów na dobę. Szczególnie latem ruch się nasila. Obecnie nie ma jednak planów i pieniędzy na to, by połączyć wokół Obornik północny i południowy odcinek dwupasmówki S-11. Może to nastąpić nawet w roku 2030. 
Poproszony o komentarz do tego terminu Tomasz Szrama powiedział: ubolewam nad tym faktem, że brakuje pieniędzy na budowę tzw. „dużej” obwodnicy Obornik. Mimo takich niepokojących prognoz nadal walczymy o znalezienie środków na tę inwestycję. Liczymy na pomoc chociażby naszych parlamentarzystów, którzy bez względu na przynależność do różnych opcji politycznych chcą wspierać działania samorządowców obornickich. 
Więcej szans na powstanie ma mała obwodnica po torach wronieckich, bo znalazły się już pieniądze na opracowania przedprojektowe. Jednak o samej budowie nawet trudno mówić a do tego nawet, gdyby powstał już projekt to nie znaczy, że zostanie on zrealizowany. Kierowcy jeżdżący po Wielkopolsce mogą zaobserwować kolejne obwodnice rozpoczęte i zatrzymane z powodu braku pieniędzy. 
Pozostaje zatem uzbroić się w cierpliwości i nadal marnować życie w korkach.

Podobne artykuły