Mieszkaniec Lipy zginął przechodząc przez drogę we własnej wsi

LIPA. Na początku lat dziewięćdziesiątych XX wieku przyjechał Mercedesem do Lipy. Kiedy mieszkańcy wsi kupowali swoje pierwsze maluchy, nie przejmował się kwestiami finansowymi. Czarne cacko śmigało po wiejskich drogach. 

Budził szacunek zarówno wśród sąsiadów i znajomych, ale również wśród reszty mieszkańców Lipy. Jego sukces finansowy zapoczątkowały umiejętności handlu, kupował i sprzedawał wszytko co wpadło w jego ręce, zarabiając na tym niemałe sumy. 
Niestety, jego historia nie należy do tych z szczęśliwym zakończeniem. Po latach prowadzenia biznesu coraz większe podatki nakładane przez poszczególne partie rządzące i dodatkowe restrykcje prawne spowodowały, że zaczęło wieść mu się coraz gorzej. Z roku na rok tracił coraz więcej pieniędzy. Żyjąc w ciągłym stresie coraz częściej zaglądał do butelki.  Zrezygnował z handlu i zaczął pracować, jak każdy, pięć dni w tygodniu po osiem godzin dziennie. W czwartek zginął w swojej rodzinnej Lipie.
Około godz. 19 samochód marki Opel Astra jechał w stronę Ludom trasą z Obornik. Na wysokości Lipy kierujący Oplem 32-letni mieszkaniec pobliskiej wsi uderzył w przechodzącego przez drogę 62-letniego byłego handlowca. 
Mężczyzna na skutek uderzenia zmarł na miejscu.  Pojawiły się karetka, policja i straż pożarna. Przyjechał również obornicki prokurator. 
Kierowca Opla tłumaczył, że nie widział przechodnia aż do momentu zderzenia. Ofiara prawdopodobnie wtargnęła na jezdnię. 
Gdy straż pożarna dbała o ruch drogowy, policja zbierała informacje od świadków zdarzenia. Ratownicy medyczni nie byli w stanie pomóc potrąconemu. Mężczyzna zginął kilka lat przed przejściem na emeryturę. 

Podobne artykuły