Przyjaciele obornickiego sądu

OBORNIKI. Jeszcze niedawno obornicki sąd miał za przyjaciół jedynie walczący o niego na ulicach PSL z SiGiem, dziś przyjaciół ma tak wielu, że powstało nawet formalne stowarzyszenie „Amicus curie” (przyjaciel sądu), walczące o to, by wykreślone lekką ręką przez ministra Gowina (PO) sądy wróciły w swe poprzednie ramy.

W miniony wtorek dołączył do tych już wymienionych starosta Adam Olejnik (PO), informując po długim okresie ciszy, że skorzystał z zaproszenia posła Burego (PSL), by razem z samorządowcami z powiatów, które utraciły swe sądy, wysłuchać protestu przeciw takiej decyzji ministra Gowina. – Nasza droga do Szamotuł była długa, bo sąd obornicki wędrował sobie tak wkoło Wielkopolski, aż wreszcie wylądował w Szamotułach. Tak się stało i nie wiadomo co o tym zadecydowało – zrymował na koniec starosta i dodał jako prawnik: są dwa wnioski do Trybunału Konstytucyjnego. Zdaniem skarżących ta sprawa powinna być uregulowana ustawowo a nie rozporządzeniem. Zdania prawników są jednak podzielone – ostrzegł radnych. 
Zupełnie innym językiem, choć o tej samej sprawie mówił chwilę później wicestarosta Andrzej Okpisz (PiS). – Miło było się spotkać z ludźmi, którzy mają takie samo zdanie. Niby oszczędności. A jakie oszczędności? Chodzi o to, aby coś pokombinować z powiatami. Jest nadzieja, że rozporządzenie Gowina będzie można cofnąć. Przy okazji upadły takie mity, jak ten, że będzie taniej. Nie jest taniej a może będzie drożej, bo wydłużyła się droga korespondencyjna. Wniosek był taki, aby samorządy nie przestawały walczyć i mają naciskać swoich posłów by ten stan wycofali. Ostatecznie nie ma co składać broni, trzeba naciskać posłów i wpływać na społeczny sprzeciw. Teraz sądy, potem prokuratury i dalsze instytucje. Na koniec powiaty. 
Jeszcze bardziej zaskakiwał zebranych dzień później burmistrz Tomasz Szrama (PO). Dość nieoczekiwanie oświadczył, iż właśnie przygotował list protestacyjny do Rzecznika Praw Obywatelskich. Ma zamiar go wysłać na ręce Ireny Lipowicz w imieniu całej społeczności Ziemi Obornickiej. Burmistrz wyraził głębokie oburzenie i odwołał się do praw konstytucyjnych oborniczan. Skrytykował rząd, odwołując się do opozycyjnych w tej sprawie publikacji. Namawiał radnych na zaskarżenie decyzji ministra Gowina, choć zapewne nie przyszło mu łatwo podjąć takiej decyzji, bo jak przyznał – sam należę do konserwatywnego skrzydła Platformy Obywatelskiej i minister Gowin jest mi jak najbardziej po drodze. Na koniec nalegał na oddanie sprawy obornickiego sądu do Trybunału Konstytucyjnego a panią rzecznik zaprosił o spotkanie z oborniczanami. 
Tak postawa włodarza Obornik nie mogła nie zyskać szerszego poparcia. Szafowa klubu radnych koalicji rządzącej zaproponowała, aby cała rada miejska uchwaliła protest przeciwko likwidacji sądu. 
Zaangażowanie burmistrza Szramy w sprawę ratowania obornickiego sądu musiało wywołać u radnych z opozycji lekką podejrzliwość. Andrzej Ilski powiedział wprost: to dosyć spóźniona inicjatywa. Gdy my zbieraliśmy podpisy i walczyliśmy o sąd, to nikt z decydentów nas nie poparł i listy nie podpisał. Cieszę się, że choć teraz chcecie nam pomóc. Burmistrz nie krył oburzenia słowami radnego i zapewnił go, że nigdy nie był bierny wobec sprawy a żadnej listy nigdy nie widział. Stwierdził na koniec, że jeszcze nigdy nie został tak obrażony nieprawdziwym podejrzeniem. 
My z reporterskiego obowiązku przypominamy, że radnemu chodziło o krótką sesję rady miejskiej na godzinę lub dwie przed ubiegłoroczną sesją nadzwyczajną, podczas której opozycja puściła kwerendą listę z protestem, na której pojawiły się jedynie podpisy opozycjonistów, a ekipa rządząca tę listę zignorowała. Był to jednak incydent, o którym burmistrz miał prawo zapomnieć, bo tak naprawdę liczy się jego obecna postawa. Damian Bukowski myślał zapewnie podobnie i oświadczył: mam nadzieję, że nie jesteśmy jako radni wciągnięci w grę wewnątrz PO, by utrzeć nosa Gowinowi. Jeśli jednak cel jest prawdziwy, to popieram i jestem „za” dziękując panu za to. 
Protest został ostatecznie zapisany i wszyscy radni przyjęli go jednogłośnie. 
Była burmistrz Anna Rydzewska w rozmowie z naszą redakcją nie kryła swego zadowolenia. – Jeszcze niedawno niewielką grupką staliśmy z listem protestacyjnym na ulicy przed sądem. Jeszcze niedawno jako nieliczni chodziliśmy po ludziach prosząc ich o podpisy poparcia. Dziś dołączyło do nas tak wielu, że choćby dla tego wiem, że było warto tę akcję zaczynać. Tym razem, nie było podziałów politycznych ani osób niechętnych. Sprawa sądu obornickiego zyskała tak liczne i silne poparcie, że tylko skrajny pesymista nie dostrzeże światełka w tunelu. 

Podobne artykuły