Czas na rewizję znaków drogowych

GMINA OBORNIKI. Od pewnego czasu coraz głośniej jest o planach likwidacji znaków drogowych. Zdaniem fachowców, jest ich zbyt wiele, są bezsensowne, za dużo kosztują i nie pomagają a wręcz nierzadko dezinformują. 

Cel jest jeden: kierowcy i piesi mają dostawać prosty i czytelny komunikat co wolno, a czego nie.
GDDKiA sprawdzi nie tylko tablice informujące o kierunkach jazdy. Skontroluje także znaki ostrzegawcze, zakazu i nakazu. Audyt obejmie autostrady, ekspresówki i drogi krajowe. Efektem audytu mają być też zmiany w prawie – tak, by wykluczone było stawianie co kilkaset metrów tych samych tablic lub powtarzanie się znaków o tym samym znaczeniu. Audyt ominie natomiast miasta, bo tam zarządcami dróg są samorządy.
Niestety zbędnych oznakowań w miastach jest wiele i nie bardzo kto ma się nimi zajmować. Przykładem może być Osiedle Leśne, które coraz bardziej przypomina poligon nauki jazdy, upstrzony znakami drogowymi tam gdzie są zbędne. Gdy jedne informują, inne dezinformują. W strefie zamieszkania jest dozwolona szybkość 20 km/h, bo tak mówią przepisy. Jednak oborniccy „twórcy” stawiają czasem 30 km/h, bo taka ich naszła właśnie fantazja.
Andrzej Maciejewski z GDDKiA potwierdza – nie ma powodu, by np. nad tablicą "teren zabudowany" stawiać jeszcze ograniczenie prędkości. Na osiedlu i w różnych częściach gminy pomimo znaku określającego „teren zamieszkania” stoi masa znaków, zupełnie zbędnych, bo ten pierwszy wystarczy, by było wiadomo jak szybko jechać i gdzie parkować oraz to, kto ma gdzie pierwszeństwo.
Nadmiar znaków nie tylko dezinformuje, ale i kosztuje. Każdy ze znaków kosztował podatników ponad 300 złotych a są ich setki, a może nawet tysiące, z czego wiele trzeba co raz ustawiać na nowo po „zabawach młodzieży”.
Komu więc zależy na nadmiarze znaków? Z pewnością nie radnym w osobach Bogdan Bukowski i Renata Wąsowicz, który jako fachowcy i nauczyciele nauki jazdy krytykują za ten stan rzeczy włodarzy gminy. 

Podobne artykuły