Zdaniem radnych skarga słuszna

OBORNIKI. O sprawie skrzywdzonej uczennicy Szkoły Podstawowej nr 2 i związanej z tym skardze na dyrektor szkoły pisaliśmy już nie raz. Jej zasadność miała określić rada miejska, a że dyrektor jest kojarzona od ostatnich wyborów z grupa trzymająca władzę Tomasza Szramy, łatwo było przewidzieć wynik głosowania. 

Również Anna Rydzewska nie miała co do tego złudzeń. – Źle się stało, że podczas sesji kombinowano zamiast sprawę wyjaśnić – stwierdziła radna i miała rację, bo skarga pod głosowanie nie trafiła i szkoda, bo byłoby dawno po sprawie. Rządzący postanowili ją zamieść pod dywan wynajdując w tym celu przedziwne kruczki prawne. 
Według przewodniczącego Krzysztofa Hetmańskiego, którego wspierał Paweł Drewicz, skarga nie leżała w kompetencjach rady. Kurator wojewódzki miał jednak inne w tym względzie zdanie i powtórnie ponaglił samorządowców dopominając się werdyktu. Prawnik gminy Ewa Gąsiorek też uważała, że właściwa do rozpatrzenia tej skargi jest właśnie rada miejska, więc trudno było dalej tę sprawę odwlekać. 
Krzywda uczennicy Kasi, z najwyższą średnią i najlepiej zdanym egzaminem w szkole zeszła na plan dalszy. Fakt, iż nie dostała nagrody za wyniki, zignorowana przez swych pedagogów, przestała się liczyć. Na pierwszy plan wystąpiła polityka. 
Drewicz zaprosił matką Kasi, jej wychowawczynię Aleksandrę Pawlicką i dyrektor Aldonę Święciechowską, by je osobno przesłuchać w asyście komisji oświaty. Radni usłyszeli, iż matka Kasi najpierw zwróciła się w sprawie córki do burmistrza Szramy. Dopiero po tym, jak ten ją zignorował, napisała do kuratora. Sporo do powiedzenia miała wychowawczyni, obarczając całą winą dyrektor. Twierdziła między innymi, że poinformowała o potrzebie przygotowania nagrody dla uczennicy, ale jej szefowa o tym po prostu zapomniała. 
Wreszcie problemem skargi zajęła się rada miejska, chociaż nie cała. Radni opozycji zrozumieli, że są to rozgrywki polityczne rządzących, niewiele mające wspólnego z sednem problemu i nie chcieli w tym brać udziału. 
Andrzej Ilski oświadczył w imieniu radnych PSL i SiG: postanowiliśmy nie głosować uważając, iż sprawa ta powinna była zostać załatwiona już dawno a najlepiej w szkole. Do tego głosu przyłączył się radny Lemański dodając – wystarczyło zwykłe przepraszam po zdarzeniu, nieco później, albo teraz, a sprawy by nie było. Tego słowa jednak zabrakło. 
Przeciwko uznaniu skargi za zasadną głosował jedynie Krzysztof Hetmański, którego żona jest podwładną pani dyrektor. Zaś za uznaniem skargi za słuszną głosowała Anna Dziarmaga i Jarosław Nosal. Reszta radnych koalicji nie poparła Hetmańskiego i w ten sposób skarga została uznana za zasadną. Według Edwarda Mączyńskiego: teraz sprawą zajmie się burmistrz, który będzie musiał panią dyrektor ukarać. Ona sama zabrawszy głos oświadczyła: – To co usłyszałam na tej sali nie napawa mnie optymizmem. Jak można wypełniać tak mandat radnego. Ryszard Ciszak zaoponował stwierdzając: pani dyrektor chyba nie zrozumiała tego, o czym była mowa.
Obserwując tę sprawę nie sposób oprzeć się wrażeniu, że prócz niewątpliwie skrzywdzonej Kasi, krzywdy doznało jeszcze kilka osób. Nauczycielka straciła znaczną cześć godzin nauczania i co się z tym wiąże, pieniądze. Aldona Święciechowska, skrzywdzona niedźwiedzią przysługą polityków, niepotrzebnie straciła dobre imię. Paweł Drewicz stracił maskę tego nieomylnego a radni rady miejskiej stracili czas i cześć zaufania do tego ostatniego. Ucierpiała też przyzwoitość ale ona i tak nie miała żadnych szans przy polityce. Tymczasem – wystarczyło zwykłe przepraszam – jak powiedział Marek Lemański i powtórzyła po nim Irena Magdziarek. 

Podobne artykuły