Jastrzębie się rozleciały

OBORNIKI. Trzech motocyklistów oraz kilku sympatyków pieszych, to wszystko, co pozostało po prawie 80-osobowym klubie motocykli ciężkich „Jastrzębie Dróg”. Niegdyś liczna, sprawna i koleżeńska grupa, dziś mieści się na jednym motorze z przyczepką, a wszystko to przez zły zarząd i wszechobecną politykę. 

Rozpad klubu zaczął się od zwolnienia jednego z jego członków – założycieli, który ośmielił się krytykować włodarza gminy. Wódz Jastrzębi licząc zapewne na wdzięczność włodarza i związane z nią zlecenia prac remontowych pozbył się w haniebny sposób krytykującego motocyklisty nie przewidując, że razem z nim na znak solidarności odejdzie też wielu innych motocyklistów. Czas mijał i dochodzili kolejni a atmosfera w klubie gęstniała. Jastrzębie przestały być liczne, sprawne i z całą pewnością koleżeńskie. Finał jest taki, że klub istnieje już tylko na papierze, główny jastrząb dostał zlecenia, ale prace spartaczył i musiał sprzedać swój motor a zwolniony jak jeździł tak nadal jeździ na swoim Maximie. 
 

Podobne artykuły