Dramatyczne sceny na dworcu Oborniki Miasto

OBORNIKI. 6 października w godzinach wieczornych omal nie doszło do tragedii na stacji kolejowej Oborniki Miasto. Pociąg relacji Poznań – Piła ruszył zanim wsiadł doń niepełnosprawny mężczyzna poruszający się na wózku. Uratowało go dwóch dzielnych oborniczan a całą historię opowiedziała nam, towarzysząca niepełnosprawnemu Pawłowi, Anna z Rogoźna, która złożyła w tej sprawie także oficjalną skargę do dyrekcji Przewozów Regionalnych. 

Pan Paweł raz już uczestniczył w wypadku, czego skutkiem jest jego niepełnosprawność. Porusza się na wózku inwalidzkim korzystając z pomocy swej sympatii Anny. Feralnego dnia oboje czekali na stacji Oborniki  Miasto na pociąg do Rogoźna. Gdy ten nadjechał, wysiadło z niego ok. 30 osób. 

Trzej mężczyźni pomagali wsiąść Pawłowi unosząc jego wózek. W momencie, gdy niepełnosprawny mężczyzna znajdował się pomiędzy peronem a wagonem kierowniczka pociągu dała sygnał odjazdu i skład ruszył. Mężczyzna, który trzymał przednią część wózka inwalidzkiego zaczął biec po peronie równo z jadącym już pociągiem, pozostałą cześć wózka wraz z niepełnosprawnym Pawłem trzymali dwaj mężczyźni stojący w pociągu próbując wciągnąć niepełnosprawnego do środka. Nie było to łatwe, bo częściowe zamknięcie drzwi pociągu utrudniało wciągnięcie wózka do wewnątrz wagonu. 

Skutek był taki, że niepełnosprawny wyleciał z niego, na szczęśćcie uchwycił go biegnący po peronie mężczyzna. Dwóch pozostałych z ledwością zdołało utrzymać Pawła i wciągnąć go z trudem do środka. 

Gdyby nie szybka reakcja i siły kilku osób, Paweł wypadłby pomiędzy pociąg a peron i łatwo wyobrazić sobie tego skutki. Pod koła omal nie wpadł też pomagający niepełnosprawnemu oborniczanin. 

W czasie, gdy ratowano Pawła, Anna usiłowała zatrzymać pociąg. Niestety, system otwierania awaryjnego drzwi nie zadziałał a hamulec bezpieczeństwa okazał się zepsuty.

Ludzie, obserwujący całą tą sytuacje z peronu zaczęli krzyczeć, aby zatrzymano pociąg. Reakcja nastąpiła dopiero po kilkudziesięciu metrach. Pociąg stanął, drzwi otworzyły się na sekundę, zaraz zamknęły i pociąg ruszył dalej. Nikt z obsługi składu nie zainteresował się powyżej opisaną sytuacją. 

Pani Anna odszukała kierowniczkę pociągu, pytając jak mogła dać sygnał, gdy nie wszyscy jeszcze wsiedli? Kobieta w dość grubych okularach i kolejarskim mundurze roześmiała się tylko tłumacząc:  trudno, ale ja wykuknęłam i nie widziałam, żeby ktoś jeszcze wsiadał do pociągu. 

– Jak można było nie zauważyć metrowego wózka inwalidzkiego, dwóch potężnych mężczyzn wchodzących po schodach pociągu z wózkiem trzymanym za rączki i kolejnego mężczyzny stojącego na jasno oświetlonym peronie – zastanawiała się w rozmowie z nami pani Anna. Nie kryła też swych wątpliwości, co do stanu trzeźwości i jakości wzroku kierowniczki pociągu. 

Gdy po incydencie podeszła do nich konduktorka powiedziała: mogę tylko przeprosić w imieniu koleżanki. Gdy usłyszeliście dźwięk gwizdka należało szybko wejść do pociągu. 

Bardzo to było bezduszne w odniesieniu do inwalidy na wózku, który szybko nie wskoczy a ma, tak jak każdy  inny, prawo do jazdy pociągiem. 

Komentując opisane zdarzenie, mamy pełną świadomość problemów sprzętowych kolei i mizerii finansowej w inwestycjach, wynikających z niefrasobliwej i chorej polityki rządu wobec transportu. Jednak odrobina życzliwości i zdrowy rozsądek przecież nie kosztują. Czyżby i one przerastały możliwości polskich kolei?

Podobne artykuły