Samochód uderzył w dom na Czarnkowskiej – cudem uniknęli śmierci

OBORNIKI. Państwo Nowaccy przeżyli chwilę w grozy w nocy z sobotę na niedzielę, gdy Volkswagen Golf uderzył w ich dom i zatrzymał się na podwórku. 

– Wracaliśmy wtedy z zabawy w Bogdanowie. Weszliśmy do domu, po chwili usłyszeliśmy huk. Wyszliśmy na zewnątrz a w ogródku leży samochód – opowiedział nam Mieczysław Nowacki. 

Pojazd zniszczył wysepkę na skrzyżowaniu Obrzyckiej i Czarnkowskiej, przeleciał przez płot, uderzył w dom, koziołkował i wylądował w ogródku. 

Samochód prowadził młody oborniczanin, syn właściciela obornickiej hurtowni budowlanej. – Kierowca miał zakrwawioną twarz. Sączyła mu się z ucha. Był jednak przytomny – relacjonował pan Mieczysław. 

Młody oborniczanin został zabrany do szpitala, gdzie przeprowadzono badania mające stwierdzić, czy był pod wpływem alkoholu. Nie znamy jeszcze ich wyniku. 

Świadkowie zdarzenia opowiadali, że słyszeli dwa głosy wydobywające się z rozbitego pojazdu – kierowcy i pasażera. Jedna z tych osób miała uciec przed przybyciem policji Czarnkowską w kierunku rynku. 

Nie jest to pierwszy tego typu wypadek na posiadłości państwa Nowackich. W niedzielę 2 września inny samochód wjechał na teren ich posesji, raniąc Barbarę Nowacką, która wraz z mężem Mieczysławem wracała z kościoła. 

– Wracaliśmy z nabożeństwa. Podeszłam do furtki, gdy z tyłu usłyszałam ryk silnika. Udało mi się odskoczyć. Samochód uderzył w mur. Do teraz mam rany na rękach – opowiedziała nam pani Barbara. – Otworzyłem furtkę i wszedłem do środka. Jeżeli byłaby zamknięta, wylądowałbym pod kołami – dopowiedział jej małżonek. 

Skrzyżowanie Czarnkowskiej i  Obrzyckiej jest jednym z najbardziej ruchliwych w Obornikach. Władze zadbały kilka lat temu, by było ono odpowiednio ukształtowane na tak duży ruch – zbudowano wysepki, poszerzono szosę. Zapomniano jednak o pobliskich domach i kościółku, które stają się tarczą dla jadących zbyt szybko, często pijanych kierowców.

Podobne artykuły