Ponownie w dzień targowy zablokowali ulice, Oborniki sparaliżowane

OBORNIKI. Ponownie pracownicy PWiK spowodowali zamieszanie, gdy w dzień targowy zablokowali skrzyżowanie Piłsudskiego i ks. Szymańskiego. Wprawdzie ruch był kierowany przez pracownika z lizakiem, jednak duża liczba samochodów jadących w kierunku targowiska i trwające prace na szosie krajowej, spowodowały gigantyczne korki. 

Kulminacja nastąpiła około południa, czyli pod koniec targu, gdy kupujący rozjeżdżali się do domów. Ruch na wspomnianym skrzyżowaniu został zatrzymany na 20 minut. Na dużym moście w Obornikach, z powodu rozpoczętej właśnie wycinki drzew, wprowadzono ruch wahadłowy. Dodatkowo w tym samym czasie zepsuty samochód ciężarowy blokował ruch na skrzyżowaniu Młyńskiej i 11 Listopada. 
Na około godzinę miasto zostało sparaliżowane. Przejechanie od ul. Staszica do mostu trwało prawie pół godziny a przejazd przez centrum graniczył z cudem.  
Mieszkańcy Piłsudskiego bronią jednak pracowników PWiK tłumacząc, że koniec ich pracy jest widoczny gołym okiem a nowy asfalt, choć jeszcze wyboisty, upiększył krajobraz ul. Piłsudskiego.  
Innego zdania byli kierowcy stojący w korkach, którzy "gotowali się" z powodu upalnej pogody i wydłużającego się czekania. Leciały dosłownie "gromy". Do niemiłych incydentów doszło, gdy starający ominąć korki pracownicy PGKiM na ul. Ogrodowej przeklinali głośno każdego kierowcę stojącego im na drodze, budząc strach wśród dzieci i oburzenie wśród matek. 
Niektórzy dzwonili na policję po pomoc. Dyżurny komendy cierpliwie odpowiadał, że w czasie robót drogowych ruchem powinni kierować wykonawcy, a policja nie będzie się w to mieszać. Inni zdecydowali się na interwencję w magistracie, gdzie również twierdzono, że  to sprawa firm prowadzących remonty, a urzędnicy są bezsilni. 
Tak więc za drogę krajową nie odpowiada premier "nic nie mogę" Tusk, a za drogi w mieście burmistrz "to nie ja" Szrama. Obaj też nie mogą się dogadać w sprawie remontów prowadzonych jednocześnie, bo to pewnie nic ich nie obchodzi.  
Cierpią oborniczanie, ale rządząca partia, służby i firmy drogowe mają to najwyraźniej w głębokim poważaniu. Firmom prowadzącym roboty się nie dziwimy, bo one mają terminy i pieniądze do zarobienia, a skoro władze ich nie nadzorują, to robią jak chcą i kiedy chcą. Burmistrzowi i premierowi też się nie dziwimy, bo skoro ich oborniczanie wybierają, to niech mają, jak chcieli.

Podobne artykuły