Szpital zadłużony a dyrektor się boi

OBORNIKI. Zobowiązania obornickiego SP ZOZ wyniosły w połowie roku 1. 374 072 złotych. Na ich pokrycie szpital miał w kasie i banku zaledwie 213 tysięcy złotych. Wedle wszelkich wyliczeń księgowych należałoby go już nazwać bankrutem. Dyrektor Małgorzata Ludzkowska winą obarcza za ten stan finansów nazbyt niski kontrakt, a za ów niski kontrakt wini swoich poprzedników. 

To jednak już prehistoria, która niczego nie zmienia i mało kogo obchodzi. Licząc nawet na dodatkowe wpływy, zadłużenie szpitala osiągnęło w pierwszym półroczu kwotę 830 tysięcy i według szacunków przewodniczącego rady powiatu Piotra Gruszczyńskiego – może sięgnąć na koniec roku kwoty ponad 1,6 miliona. Odejmując od tego amortyzację i tak pozastawia to szpital zadłużonym. W tej sytuacji wyjścia są dwa. Albo organ założycielski, czyli powiat obornicki spłaci owo zadłużenie, co jest ze względu na stan kasy powiatu niemożliwe do zrealizowania, albo szpital zostanie przekształcony w spółkę. Skoro nie da się tego uniknąć to lepiej uczynić to samemu na swoich warunkach niż czekać aż to zrobią za nas inni na warunkach im wygodnych. Tu trzeba dodać, że Piotr Gruszczyński od dziesiątek lat z powodzeniem zarządza spółką gminną, a więc jest osobą, która z pewnością wie co mówi. 

Podczas obrad komisji budżetu powiatu obornickiego Piotr Gruszczyński zadawał Małgorzacie Ludzkowskiej konkretne pytania, dzięki którym chciał poznać nie tylko obecny stan finansów szpitala, ale i plany jego poprawy. W odpowiedzi usłyszał od dyrektor szpitala – budzi pan we mnie lęk zadając mi swoje pytania. Ja się pana panicznie boję. 

Mimo tego lęku musiała jednak odpowiadać wyjaśniając na przykład skąd wyższe niż rok temu płace zaplanowane na ten rok na 8,4 mln i to w czasie, gdy szpitala na to najwyraźniej nie stać. – Lekarze mi uciekają, bo zarabiają mniej od kolegów innych szpitalach powiatowych – tłumaczyła Ludzkowska. Takim przykładem jest faktycznie szpital w Szamotułach stanowiący dla obornickiego sporą konkurencję, bo nie tylko lekarze tam uciekają, ale ostatnio także i pacjenci. Problemem dyrektor obornickiego SP ZOZ są też drożejące wciąż leki, które kosztowały do lipca 834 tys. złotych a bez których szpital obejść się przecież nie może oraz tak zwane „nadwykonania”. Jest już dziś wiadomym, że NFZ nie zapłacił lecznicy za przekroczenia kontraktów na łączną kwotę 658 tysięcy złotych i czy zapłaci tego nie wiadomo. 

Według głównej księgowej SP ZOZ Ewy Łokaj, najwięcej szpital kosztował w pierwszym półroczu oddział chirurgiczny, bo 2,211 mln złotych. Oddział wewnętrzny – 1,801 mln, ortopedyczny 1,306 mln, ginekologiczno położniczy 9365 tys. oraz 327 dziecięcy. Skoro już o kosztach zdrowia piszemy dodać trzeba, że na „programy zdrowotne” cokolwiek to znaczy, szpital zaplanował wydatek w kwocie 28 złotych, co raczej nie jest kwotą imponującą. 

Piotra Gruszczyńskiego najbardziej zastanawiają wydatki na wydział wewnętrzny i to od dnia, gdy okazało się, że z przebywających na nim osób, 75% w ogóle nie powinno tam leżeć. Są to osoby kwalifikujące się do opieki paliatywnej. – Jest w Obornikach kilkułóżkowe prywatne hospicjum i wystarczyłoby je gdzieś zlokalizować i się nim zająć a problem się sam skończy i wszyscy na tym zyskają – stwierdził przewodniczący rady powiatu a i ten problem poznał niestety na własnym przykładzie szukając miejsca dla bliskiej osoby.

– Myślę, że różnych rozwiązań jest wiele i niejeden z radnych chętnie się nimi podzieli. Nie trzeba się bać, bo są to przyjaciele szpitala i jego dyrektorki – skwitował rzecz całą radny Paweł Bździak.

Podobne artykuły