Siłacze i wesołe miasteczko

OBORNIKI. Ostatnią masową imprezą tego lata był ubiegłosobotni „Mocny finał lata”, skierowany do całych rodzin. Zamysł był dobry, a wyszło jak wyszło. 

Zanim na placu targowym zebrali się siłacze, rodziny z dziećmi mogły korzystać z wesołego miasteczka. Korzystali nieliczni, bo obowiązywała zasada „drogo i niewiele”. Za bardziej wyrafinowane przyjemności, jak jazda samochodzikiem o napędzie elektrycznym, pobierano 10 złotych. Za trzy minuty kręcenia się na dziecięcej karuzeli trzeba było zapłacić sześć złotych, tyle samo za trzy minutki jazdy dziecięcą kolejką i parę innych tego typu atrakcji. 

Sześć złotych było przebojem minionej soboty, bo tyle kosztował gofr z cukrem pudrem, hot dog z kapustka czy wata cukrowa. – To dwa razy drożej niż na sopockim molo czy na Krupówkach – usłyszeliśmy od jednej z matek. Ale gdzie tam jakimś Sopotom czy Zakopanym do obornickiego targowiska. Było więc drogo i raczej pusto, bo rodzice najwyraźniej proponowanych im cen nie akceptowali. 

Oprócz niezbyt wesołego miasteczka były też inne atrakcje. Można było włożyć na siebie specjalny kombinezon i powalczyć na plastikowym „tawara” jak prawdziwy „sumoka”, do czego gorąco namawiał dyrektor OOK Adam Krasicki, współorganizujący „Mocny finał lata”. Ośrodek Kultury zaproponował też pokaz szermierki, pokaz wakacyjnych fotografii, a także quizy i zabawy logiczne w ramach propozycji „mocarze intelektu”.

Przedstawiciele „Stowarzyszenia 7 Ryb”, które fundowało imprezę, też do czegoś tam namawiali, choć nie powiedzieli do czego. Bardziej czytelna była oferta sponsorów – firmy „Certap” i przedstawiciela „Cyfry Plus”, który to nie do końca był zadowolony z ubitego interesu i skarżył się – przywiozłem i opłaciłem im fantastyczne hostessy, a za ustawienie w kącie placu samochodu z logo firmy zażądano ode mnie 700 złotych. Na przyszłość mogą do mnie już nie przychodzić. Możecie mnie zacytować. 

„Mocny Finał Lata” była to jednak przede wszystkim impreza skierowana do miłośników pokazów siłaczy, a tych nie brakowało. Na płycie targowiska zorganizowano Mistrzostwa Polski Strong Man i nie zabrakło w nich oborniczan. Gminę reprezentowali prawdziwi mocarze: 24 letni Krzysztof Gruchot oraz Maciej Przybył, człowiek, który nigdy się nie poddaje, czego dowiódł przeciągając ponad 10 tonowego tira siłami własnych mięśni. 

Siłacze nie tylko przeciągali tira, w którego roli wystąpił nowoczesny szambowóz z PWiK, ale także dźwigali najwymyślniejsze ciężary popisując się swą krzepą i wytrzymałością. Tej potrzebowali zwłaszcza uczestnicy „spaceru farmera”, spaceru ze 140 kilogramowym ciężarem w dłoniach. Oborniccy strong mani nie musieli się wstydzić, oklaskiwani przez zebraną publiczność. 

Tłumów może i nie było, ale zainteresowanych pokazami nie brakowało i imprezę trzeba ocenić jako udaną. Prowadzący ją Krzysztof Sroka dwoił się i troił, aby wszystko zagrało jak należy. Na samym końcu zagrał zaproszony na scenę DJ, a na asfaltowym parkiecie nie brakowało chętnych do tańca.

Podobne artykuły