Mysz masz, czyli festyn na bis

OBORNIKI. W dniu Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny ulica Piłsudskiego wraz z przyległościami została zamieniona w deptak, na którym odbywał się „Festyn na bis”. Organizatorzy z Obornickiego Ośrodka Kultury wrzucili do jednego worka: święto religijne, zmagania sportowe, występy muzyczne, sprzedaż kosmetyków, uliczne grillowanie i portretowanie, quiz na temat rocznicy Cudu Nad Wisłą i święta Wojska Polskiego, prelekcję szkoły rodzenia, koncert religijnego reggae, śpiewy patriotyczne, masaże indyjskie, zabawy dla dzieci oraz parę innych wydarzeń a potem to dokładnie wymieszali. 

Co z tego wyszło, mogli sprawdzić uczestnicy imprezy. Z pozornie niestrawnej mieszaniny wyszła całkiem zjadliwa potrawa z cyklu – dla każdego coś miłego. 

Na początku ulicy młodzi ludzie w mundurach ważyli przyszłych rekrutów do wojska każąc im odpowiadać na zadane pytania. W uliczce Nadbrzeżnej pan Michał grillował kiełbaski „pobłogosławione” przez samego księdza proboszcza. Obok niego ks. Dawid Kawała z parafii pw. św. Józefa Oblubieńca malował portrety za to, co kto mu za to dał. Pani Magdalena Gramza opowiadała o szkole rodzenia a nieco poniżej ulicy na terenie kościoła farnego rozgrywano przeróżne zawody sportowe. 

Prowadzącym i zarazem spikerem był Tadeusz Ratajczak, więc wszystko szło zgodnie z planem i bez najmniejszych potknięć. Nie tylko sportem żyła tego dnia Fara, bo obok wyczynowców panny: Emilia wraz z jej bardziej doświadczoną koleżanką grały na djembe, a inne utalentowane panie malowały dzieciom buzie. Ksiądz dziekan Józef Kamzol śledził z uśmiechem na twarzy mecz tenisa stołowego a pan Tadeusz zbierał drużynę do przeciągania liny w ramach zmagań Fara vs Reszta Świata. 

Po drugiej stronie ulicy harcerka imieniem Julka dawała pokaz produkcji mydlanych baniek i co by nie rzec, szło jej całkiem dobrze. Niemal za jej plecami w piwnicy u Weichmanna grupa osób o szczególnie patriotyczno wokalnym zacięciu śpiewała pieśni legionowe przeplatane mową wiązaną w wykonaniu Marii Kromolickiej. 

O ile każdy z tych pokazów lub występów miał swoją widownię, to prawdziwy tłumek znalazł sobie miejsce przy scenie, na której prezentowali się uczestnicy Drużyny Libera a przysłuchiwał się ich sam Marcin Piotrowski, znany lepiej jako Liber. Młodzi ludzie śpiewali wspaniale i aż żal było myśleć ile wydaje się na przeróżne gwiazdy mając niemal pod ręką tak bardzo utalentowaną młodzież. Skoro o muzyce mowa, to nie można pominąć milczeniem wspaniałego koncertu w wykonaniu Darii Krzysztoń i Roberta Płócienniczaka oraz występu „Hebelków św. Józefa”.

Te właśnie występy muzyczne obok przewybornej kostki Mocca z cukierni panów Maćkowiaków oraz nie mniej wybornych lodów z cukierni państwa Nawrockich były przebojem tego wieczoru. Przed obydwoma lokalami stały stoły dla gości i często były wszystkie zajęte. Finałem festynu był występ katolicko reggaeowego zespołu Propaganda Dei, który gra o tym, co jest tak naprawdę ważne w naszym życiu i o tym co przeżywamy na co dzień. Zespół był niezły, choć nie aż tak dobry, by się spóźnić pół godziny z koncertem. Zebrał za to niewielką widownię, ale trudno się było mu przecież mierzyć z ekipą Libera. 

Całość imprezy zorganizowały panie Elżbieta Brodzińska, Maria Kromolicka i Hanna Garstecka, którym podziękował publicznie dyrektor OOK Adam Krasicki. My dodajemy z reporterskiego obowiązku jeszcze pana Marcina Samolczyka, który nie tylko ofiarował na imprezę rodzinny mundur majora to jeszcze zaprezentował obornickim chórom mało znaną zwrotkę znanej piosenki legionowej. 

Na koniec trzeba i to zauważyć, że choć impreza mogła się podobać, to nie zadbano o toalety i ci, którzy musieli, korzystali z zarośli przy zbiegu Piłsudskiego z Lipową. O ile sama główna ulica miasta lśniła tego dnia imprezowo, to wspomniane podwórze będące gruntem gminnym przypominało jeden wielki śmietnik. Tu jednak zawiodły służby odpowiedzialne za porządek w mieście a nie organizatorzy, bo ci zdali egzamin. 

Fragmenty „Festynu na bis” można oglądać w okienku telewizyjnym na stronie www.oborniki.com.pl, gdzie odsyłamy tych wszystkich, którzy nie byli gośćmi imprezy.

Podobne artykuły