Część gminy bez prądu, bo władze zawiodły

GMINA OBORNIKI. Wyłączenia prądu we wsiach Wargowo, Kowalewko i części Świerkówek od dawna były wielką uciążliwością dla ich mieszkańców. Jednak ostatnie tygodnie stały się prawdziwym horrorem. 

Kilkunastogodzinne wyłączenia energii powodowały ogromne straty w okolicznych warsztatach, firmach, gospodarstwach rolniczych i domostwach. Milkły maszyny, „siadała” elektronika, psuły się zapasy w lodówkach i zamrażalkach, a pogrążeni w ciemnościach ludzie klęli dostawcę energii i bezradne władze gminy w żywy kamień. 

Gdy mieszkańcy Wargowa zorganizowali długo oczekiwany piknik, energetyka wyłączyła im prąd. Sołtys Irena Madziarek zadzwoniła do burmistrza z prośbą o interwencję. Tomasz Szrama obiecał wysłać ekipę naprawczą. Jak się łatwo domyśleć nikt nie przyjechał i piknik nie udał się tak jak go planowano. Nieudana impreza była jednak niczym wobec zboża stojącego na przyczepach, którego bez prądu nie można było rozładować ani zabezpieczyć w silosach. 

Rzemieślnicy nie mogli wykonywać zleconych im prac, a handlowcy stali bezradnie wobec braku energii niezbędnej do wszelkich urządzeń. Irena Madziarek nie bez trudu dotarła znów do burmistrza Szramy, a ten znowu obiecał interweniować w sprawie przerw w dostawach prądu u samego dyrektora ENEI. Skutek był jednak żaden. Prąd wyłączono kilkakrotnie i to na kilkanaście godzin. 

Wreszcie sołtys Wargowa wraz z kolegami sołtysami Kowalewka i Świerkówek postanowili wziąć sprawę we własne ręce i ruszyli do Szamotuł. Tam poprosili o rozmowę z dyrektorem firmy ENEA zaopatrującej w prąd całą gminę. Szybko się okazało, że dyrektor nic nie wie o kłopotach kilku wsi. – Owszem były silne wiatry i burze, ale w czasie spokoju też często brakowało prądu – tłumaczyli sołtysi. Postraszyli zbiorowym buntem przy płaceniu rachunków. Wizyta nie odniosła skutku od razu, ale przynajmniej wreszcie energetycy zaczęli się interesować problemem mieszkańców Wargowa, Kowalewka i części Świerkówek od szosy do torów. 

Okazało się, że wśród winnych, oprócz samej ENEI, jest też spółdzielnia rolnicza z Ocieszyna. Podbierając żwir w Kowalewku naruszono słup energetyczny. Ponadto pod niekonserwowaną przez dziesiątki lat linią dostarczającą energię do wspomnianych wsi wyrosły spore drzewa, przy każdym ruchu wiatru niszczące linię lub zwierające przewody. Te były tak luźne, że gdy usiadł na drutach raz gołąb, zwarł je doprowadzając do zadziałania bezpiecznika, co znów pozbawiło wsie prądu. 

Po każdym takim zdarzeniu telefon Ireny Madziarek i Wojciecha Partyki urywał się, a dzwoniący chcieli wiedzieć, kiedy znów będzie prąd. – Dzwoniąc po taką informację do ENEI nieraz rozładowałam komórkę, bo trwało to ponad godzinę, a czasem i dwie zanim się połączyłam. Mimo połączenia i tak najczęściej niczego nie osiągałam, bo pani po drugiej stronie telefonu niewiele wiedziała – opowiadała nam Irena Madziarek. 

Wreszcie ustalono, że aby poprawić przesył prądu trzeba usunąć 16 drzew. Te należą do Lasów Państwowych, co wydłuży procedury związane z konieczną wycinką. Bez niej jednak awarie prądu będą się powtarzać.

Gdy rozmawialiśmy o tym w miniony wtorek z Ireną Madziarek we wspomnianych wsiach nie było prądu już 16-stą godzinę. Wielu mieszkańców podjęło już decyzje, iż będą dochodzić rekompensaty od ENEI poniesionych strat spowodowanych brakiem energii. Wielu się jeszcze zastanawia, wielu ma zamiar zmienić dostawce energii wybierając go spośród kilkunastu istniejących obecnie na rynku firm. Niemal wszyscy uważają, że władze Obornik zawiodły pozostawiając ich samych z problemem, który naraził ich na kłopoty, strasy i dyskomfort życia bez prądu.

Podobne artykuły