Krajobraz po trąbie – wiele milionów strat, zniszczone budynki, zamknięte lasy

POWIAT OBORNICKI. W poprzednim numerze pisaliśmy o spustoszeniach, którego dokonała trąba powietrzna w gminach Oborniki i Rogoźno. Dopiero w minionym tygodniu zostały policzone wszystkie straty.

Przez kilka dni sztab kryzysowy z gminy Oborniki i ze starostwa z Adamem Olejnikiem na czele, jeździł po wsiach zbierając informacje na temat zniszczeń. To samo robili pracownicy nadleśnictwa Łopuchowo, do którego należy większość zniszczonych lasów. 

– Huragan narobił nam bałaganu w trzech leśnictwach: Biedrusko, leśnictwo Starczanowo a największe straty są w Buczynie – poinformował nas zastępca nadleśniczego Tomasz Sobalak. On sam, jako wieloletni leśnik, jest zszokowany ilością strat. – Wyniosą one w okolicach 40 tys. zł. Nadal są naliczane, nie jesteśmy wstanie dojechać wszędzie. Przeżyłem takie rzeczy pod koniec lat siedemdziesiątych, ale ale od tamtego czasu tak wielkich zniszczeń nie widziałem.

Leśnicy już zabrali się za naprawianie szkód. Ich prace widać między Łukowem a Żernikami, gdzie można już przejechać leśnymi drogami. – W leśnictwach wstrzymaliśmy pozyskanie drewna, wszyscy pracownicy, którzy nad tym pracowali, zostali skierowani do tych trzech leśnictw. Należy odblokować wszystkie drogi – dodał Sobalak. Przewrócone drzewa zostaną sprzedane. – W drugiej kolejności musimy zabezpieczyć drewno, na które majmy podpisane umowy z odbiorcami. Drewno jest pełnowartościowe, ale trzeba szybko je pozyskać, bo jest zły okres na tego typu pozyskanie. Leśnicy obliczają, że przywrócenie lasów do porządku będzie trwało nawet 50 lat. Samo zebranie drewna zakończy się dopiero w roku 2013. – Dwie minuty matka natura zadziałała, a my będziemy po niej sprzątać następne pół roku. Koniec prac nastąpi miejmy nadzieję do końca roku, ale pełna odbudowa zajmie dekady – zapowiada leśnik. 

Największe straty poniósł rezerwat Buczyna pod Słomowem. Szacuję się, że zostało zniszczone 70% drzew na tym obszarze.  

Z powodu upadających drzew nadleśnictwo zdecydowało się zamknąć dostęp do lasów. Nie tylko nie wolno do nich wjeżdżając samochodami, ale również wchodzić pieszo. 

Te zakazy już są łamane. W czwartek starsze małżeństwo wybrało się na grzyby do Buczyny, gdzie nadłamane konary stanowiły zagrożenie dla ich życia. Zostali pouczeni przez leśników i wyproszeni z lasu. Jednak następni łamiący zakaz będą surowo karani mandatami, zapowiada Sobalak. – Zostaną wyciągnięte wobec wchodząc do lasu, mimo zakazu, surowe konsekwencje.

Powiatowy sztab kryzysowy, ze starostą na czele, również zlicza straty. Mogą one wynieść nawet kilka milionów złotych. W samym Pacholewie wymiana dachów wyceniana jest na kilkaset tysięcy złotych. 

Do najbardziej poszkodowanych należy rodzina Słomińskich ze Szczytna, którym trąba powietrzna zabrała stodołę. Zbudowany w latach siedemdziesiątych własnymi rękoma przez Stefana Słomińskiego, budynek przez 40 lat eksploatacji stał dumnie na terenie rodzinnej posiadłości. Został zniszczony w kilka sekund. – Poczułem podmuch wiatru, usłyszałem huk i zobaczyłem gruzy – opowiedział nam Adam Słomiński. 

Przy walącej się stodole był przywiązany pies. Cudem spadające kawałki budynku ominęły zwierzaka, nie zostawiając na jego futrze ani śladu. 

Feralnego wieczoru cała rodzina, zachowując zimną krew, starała się uratować resztki ziarna znajdującego się pod gruzowiskiem. W stodole składowano 6 ton ziarna. – Nagle na podwórku znalazło się 50 osób. Sąsiedzi z Parkowa, Słomowa, Rożnowa. Wszyscy, by pomóc. Jeden przyprowadził traktor. Oprócz nich pojawili się przypadkowi przejezdni, którzy zatrzymywali się i pytali, jak mogą pomóc. Byli ludzie z Chludowa, Siernik. Wszyscy starali się. by uratować co się da z gruzowiska. Robili to do tego w sposób zorganizowany. Serce się cieszy na widok tylu ludzi dobrej woli, za ich pomoc jesteśmy wdzięczni. Straż pożarna zabezpieczyła dachówki z trującym azbestem. 

Udało uratować się 4 tony ziarna, jednak dwie tony nadal znajdują się pod gruzowiskiem. Firma ubezpieczeniowa nie dotarła jeszcze do wielu poszkodowanych, w tym rodziny Słomińskich. Pomoc jednak nadeszła z gminy. – Burmistrz Janus stara się pomóc, daje pieniądze poszkodowanym, by mogli dokonać najpotrzebniejszych napraw – opowiadają Słomińscy. 

W Słomowie krzyż na stawem przy kościele został nienaruszony, chociaż wokół niego padły wszystkie drzewa. Konary otoczyły krzyż, ale żaden z nich go nie dotknął. – To cud – opowiadali nam mieszkańcy. 

O ile w Rogoźnie władze gminy zadziałały błyskawicznie, od pierwszych chwil udzielając pomocy poszkodowanym i będąc w wielu miejscach, o tyle władze Obornik obudziły się po wielu godzinach. Dopiero we wtorek wiceburmistrz Woszczyk zorganizował spotkanie z sołtysami, gdzie wskazał osoby i wydziały, z którymi należy się kontaktować w sprawie uzyskania pomocy. 

Nikt, kogo pytaliśmy, nie widział burmistrzów w miejscach zniszczeń a oświadczono oficjalnie, że to sołtysi mają uczestniczyć w szacowaniu szkód, będąc bezpośrednim łącznikiem mieszkańców z gminą. – To jakaś komedia – powiedział nam rozgoryczony jeden z sołtysów. – Mamy wykonywać prace za burmistrzów i urzędników? To niech nam oddadzą swoje pensje.  No cóż, każda gmina ma taką władzę, jaką wybrała a władza sprawdza się właśnie w trudnych chwilach.

Podobne artykuły