Zapomniana obornicka uliczka

OBORNIKI. Przy końcu ul. Sądowej, tuż przed wjazdem do LOK, rozpoczyna się mała, bezimienna i zapomniana uliczka. Łączy ona Sądową z Powstańców Wielopolskich. Wjazd od tej pierwszej poprzedza małe wzniesienie. 

Ta uliczka w centrum miasta dla tych, którzy nie lubią Obornik, to przysłowiowy obraz nędzy i rozpoczy. Po jednej stronie ściana przyległego budynku pokryta jest graffiti o tematyce religijnej, politycznej i młodzieżowej a znaleźć tu można wiele wulgaryzmów. Po drugiej stronie mamy betonowy mur, przypominający więzienny. Kilka kroków dalej można zobaczyć siatkę, zza której prześwituje budynek w stanie surowym. 

W nocy uliczka jest nieoświetlona, nie sięga tu również monitoring. To idealne warunki dla kryminalistów. Wielokrotnie pisaliśmy o tym, że to jedno z najniebezpieczniejszych miejsc w mieście. Ostatni napad miał miejsce w roku 2011. Starszy oborniczanin został okradziony oraz poważnie pobity przez dwóch młodocianych bandziorów. 

Na uliczce chętnie przebywają osoby bezdomne. Ryszard, ksywa „Nochal”, zazwyczaj mieszkający w ośrodku Monar/Markot, ale w okresie letnim podróżujący z butelką w ręce po Obornikach i okolicy, opowiada nam sącząc taniego, rosyjskiego szampana prosto z butelki: to idealne miejsce na „mitingi”. Nikt ci nie przeszkadza. Ulica długa, widzisz, czy ktoś idzie. Tylko czasem z okien krzyczą a ja mam wrażliwą głowę. 

Po Nochalu i jego znajomych pozostały na uliczce butelki, których jakoś nikt nie sprząta. Takie miejsce w centrum miasta, przy samym rynku, to zła wizytówkę Obornik, zwłaszcza na tle zaniedbanych ruin pobliskiego klasztorku, który rzuca cień na zapomnianą uliczkę.

Podobne artykuły