Trąba powietrzna przeszła przez Ziemię Obornicką – kilkadziesiąt zniszczonych budynków, nieprzejezdne drogi, powalone linie przesyłowe, kilka osób omal nie zginęło, tornado zabiło bociana

POWIAT OBORNICKI. W sobotę wieczorem Ziemią Obornicką wstrząsnęła wichura, która zniszczyła kilkadziesiąt budynków, powaliła setki drzew i niemal uśmierciła kilka osób. 

Po najcieplejszym dniu tego lata, gdy temperatura w cieniu przekraczała momentami 35 stopni, na skutek różnic temperatur w warstwach atmosfery, silnych wiatrów i zmian ciśnień pojawiła się anomalia pogodowa, która pierwszy raz była widziana w powiecie obornickim – trąba powietrzna. 

Trąba uformowała się gdzieś na północnych obrzeżach powiatu poznańskiego. Zahaczyła o Gołaszyn i Maniewo, przekroczyła Wartę, spustoszyła drogę Oborniki – Murowana Goślina i zaatakowała Łukowo, Żerniki i Uchorowo. Stamtąd wzdłuż drogi i lasami skierowała się ku Rożnowu, Marszewcowi i Pacholewu. Kilka minut później nadleciała nad Słomowo i Nienawiszcz a potem kluczyła na wschód od Rogoźna, gdzie zahaczyła o Jezioro Rogozińskie. Przy Rogoźnie była już osłabiona i lecąc dalej ku północy zaczęła wygasać.

Korytarz przejścia tornada był stosunkowo wąski. W najszerszym miejscu mierzył około kilometra, by niekiedy ograniczać się w lesie do około kilkudziesięciu metrów. Trąba niekiedy krążyła po okolicy przez minutę, by nagle ruszyć prosto na północ.  W niektórych okolicach jej przejście trwało około 5 sekund, w innych pozostawała około minuty.

Tam, gdzie przeszła trąba zapanował chaos. Fruwały dachy, drzewa. Wszystko co dało się unieść znalazło się w powietrzu. – Zjeżdżałem kombajnem z pola. Nagle z całą ciężką maszyną znalazłem się na chwilę w powietrzu – opowiadał przed kamerami jeden z rolników z Marszewca. Nagle nie było prądu, nie działały telefony czy komórki. Zszokowani mieszkańcy byli przez pierwsze kwadranse odcięci od świata. 

Mieliśmy okazję obserwować nawałnicę na żywo w Boguniewie oraz okolicach. Nawet tamtejsi najstarsi mieszkańcy nie pamiętają takiego zjawiska. W ciągu kwadransa zrobiło się ciemno. Chmury napłynęły dość nagle, zgęstniały a niebo zrobiło się najpierw granatowe a zaraz potem niemal czarne. Od południowego zachodu wiatr uderzył z takim impetem, że poruszył nawet leżące na drodze kamienie. Wraz z nim nadleciały liście z drzew i gałęzie. Lunął rzęsisty deszcz. Jego krople siekły poziomo wszystko, na co natrafiły. 

Przerażeni mieszkańcy obserwowali, jak drzewa gubią konary i same padają niewyobrażalnie skręcone pod nawałą leja tornada. Potężny stary kasztan, jeden z niewielu jeszcze zdrowych, legł przewracając krzyż stojący przy rozstaju dróg do Słomowa i Nienawiszcza. W samym Słomowie wichura zdarła dach oraz wyrwała fragmenty ścian budynku stodoły państwa Wolniewiczów. Stodołę stracili też państwo Sumińscy. Przewrócony wiatrem orzech uszkodził dach budynku mieszkalnego państwa Wieczorków. W pobliżu kościoła zwalone drzewa i słupy utworzyły barykadę niemożliwą do przebycia. 

Gdy wichura ustała, a niedługo po niej przestał padać deszcz, była sołtys tej wsi zaczęła organizować pomoc. Jadwiga Kaczmarek skontaktowała się z burmistrzem i strażakami. Na pomoc ruszył Józef Bromberek, ofiarnie oczyszczający drogi. 

Tu potrzebny jest ukłon w stronę większości mieszkańców poszkodowanych wsi, którzy zaraz po nawałnicy wyszli z domów lub wyjechali ciągnikami, by udrożnić drogi. Nie niewiele się to jednak zdało, bo leżało na nich tak wiele drzew, że nie byli w stanie ich usunąć. 

Z Nienawiszcza zaczęli wyjeżdżać posiadacze domków letniskowych. Jednak tak Nienawiszcz, jak i Boguniewo, zostały na półtorej godziny odcięte od świata. Zwalone na drogi drzewa tamowały wyjazd nawet motocyklistom. Jednym z niewielu, którzy sobie poradzili, był świetny kierowca pan Obst, powiadający wysoki i silny samochód, bez trudu radzący sobie nawet na mokrej łące. 

Wreszcie strażacy usunęli drzewa na drodze ze Słomowa do Pacholewa. Tam też udało się pousuwać wiatrołomy blokujący drogę do Rożnowa. Tamtędy sznur samochodów podążał ku szosie krajowej, na której zdążyły się ustawić gigantyczne korki. 

Na tych, którzy wrócili do Kowanówka lub Rożnowa czekały ciemności, bowiem zerwane linie energetycy naprawiali niemal całą dobę. Przykra niespodzianka czekała też panią Danutę z ulicy Mała Poznańska w Rogoźnie. Gdy dotarła po burzy do domu, zastała na podwórzu dach z domu sąsiadów.

W okolicach Łukowa ogromne drzewa łamały się jak zapałki na drogę i linie wysokiego napięcia. Zaległy na całej długości placu przed łukowskim pałacem. Wiatr naruszył również konstrukcję zabytkowego budynku, należącego do gminy. Najpierw spadły resztki dachu a potem drzewo wpadło do środka pałacu. 

Pomiędzy Łukowem a Żernikami trąba powietrzna przeleciała przez las, przewracając setki drzew i siejąc pustoszenie. Kilkadziesiąt z nich upadło na drogę wojewódzką do Murowanej Gośliny a pełne udrożnienie szosy trwało kilka godzin. Tam, gdzie przechodziło epicentrum tornada, wielkie drzewa zostały skręcone, powalone a w niektórych miejscach przecięte siłą żywiołu na pół. Twister utworzył korytarz zniszczeń szeroki na kilkadziesiąt metrów, nie naruszając roślin znajdujących się poza korytarzem. 

W Żernikach znaki drogowe zostały złamane w połowie. Ucierpiało kilkanaście budynków a infrastruktura wsi legła niemal w gruzach. 

Największych strat doznali państwo Magdziarzowie. Huragan zerwał ich dziesięcioletni dach, który niedawno przechodził renowację.

– To była chwila. Było około 19. Początkowo wyglądało to jak zawierucha. Nie było piorunów. Potem nastąpił moment, może kilka sekund. Działo się wszystko tak szybko, że nawet nie zauważyliśmy, że dach zabrało. Gdy po tej chwili ściągnęliśmy rolety, zobaczyliśmy leżący dach i kałuże wody. Poszliśmy na górę i dopiero zobaczyliśmy. Przez sufit leciał prysznic. Wata przesiąkła, woda dostała się pod podłogę i do pokoi na dole. Dach spadł na skrzynkę z gazem, który zaczął się ulatniać. Straż zakręciła zawór – opowiadała Elżbieta Magdziarz. 

– Jesteśmy tu bez żadnej pomocy. Burmistrz nie wie o tym? – żalił się pan Magdziarz. Nikt z władz jeszcze w niedzielę popołudniu nie dotarł do Żernik. Magdziarzów pozostawiono samym sobie. Dopiero, gdy zaczęliśmy wydzwaniać do powiatu i gminy z prośbą o komentarz, wreszcie została wysłana pomoc. Po filmach, które zamieściliśmy w Oborniki TV na naszej stronie internetowej, zaczęły się też pojawiać ekipy telewizyjne z Poznania i Warszawy. 

Pałac w Uchorowie, jak opowiadali nam najstarsi mieszkańcy, wyglądał gorzej jak po przejściu Armii Czerwonej podczas II wojny światowej. Drzewa przewaliły się na ceglany płot, niszcząc jego strukturę. Cegły i rośliny dostały się na drogę blokując przejazd. Trasa został oczyszczona wieczorem przez straż pożarną. Teren wokół pałacu został odgrodzony taśmą

W Pacholewie już po raz kolejny w tym roku wiatr zerwał dachy z domów. Największe straty odniósł dom na zakręcie, przy wjeździe do wsi od strony Uchorowa. – Drzewa ugięły się w kilka chwil. To był obłęd. Jeszcze gorzej niż ostatnio. Ostatnio sam sobie dach naprawiłem a teraz sam nie wiem, jak to będzie – relacjonował nam zrozpaczony właściciel posesji. 

Mieszkańcom Marszewca żywioł zabrał ukochana maskotkę, bociana. Zwierzę zginęło pokonane przez oko cyklonu. Zleciało wraz z gniazdem na ziemię. Zdechło na miejscu. 

– Od 30 lat, jak tutaj mieszkam, ten bocian żył z nami. Trzeba było o niego zadbać, o co prosiliśmy władze. Taka szkoda, to było piękne zwierzę – opowiadali rozżaleni mieszkańcy, którzy masowo zebrali się nad zmarłym ptakiem. 

Drzewa na drodze pomiędzy Marszewcem a Rożnowem zostały wyrwane z korzeniami i powalone na bok lub na środek drogi. Niektóre z nich miały dwumetrowej grubości pnie. Gdy upadały, ich korzenie podnosiły cześć asfaltu z drogi. Jedno z takich drzew upadło na płot rożnowskiej remizy OSP. 

Szosa krajowa nr 11 pomiędzy Rogoźnem a Obornikami została zablokowana przez upadające drzewa. Około godziny 21 korek sięgał od Bogdanowa do Rudy. Policja kierowała samochody objazdem przez Studzieniec i Wełnę. Pierwszy raz w historii na drogach obu wsi utworzyły się korki. 

Do dramatycznych scen doszło w Parkowie. Gdy nadciągnął huragan, cześć mieszkańców wsi oczekiwała na wieczorny pociąg, na tamtejszym dworcu kolejowym. Upadające drzewo spadło o centymetry od  młodej kobiety, która zdążyła odskoczyć na bok. 

Na tzw. Buczynie, w pobliżu Słomowa, tornado zaskoczyło małżeństwo z Parkowa, które jechało przez las. Drzewa zaczęły się łamać i spadły na samochód. Małżeństwo, bojąc się o własne życie, uciekło przy huku upadających drzew w głąb lasu, gdzie błądzili przez następne dwie godziny. 

Rogoźno również zostało zniszczone przez żywioł, straty odnieśli mieszkańcy ulic Za Jeziorem i Długiej. Trąba powietrzna uderzyła w pobliskie domu. Dziesiątki drzew spadło na tereny szkół, samochody i domy. Na ul. Za Jeziorem drzewo upadło na ziemię, zahaczając o linie wysokiego napięcia. Kabel z wielką siłą oderwał się od jednego z domów, niszcząc jego szczyt i ścianę. Na Długiej wiatr zniszczył dach jednego z budynków. Kilkanaście osób w mieście trzeba było ewakuować.

Władze gminy natychmiast zaczęły działać, aby pomóc poszkodowanym. – Wraz ze strażą miejską i pożarną cały czas staramy pomóc się rogoźnianom, proponując miejsce do spania i wszelką potrzebną pomóc. Cały czas czuwamy – mówił nam w nocy wiceburmistrz Krzysztof Ostrowski. 

Tej nocy odnotowano oficjalnie 500 zgłoszeń do dyżurnego obornickiej straży pożarnej, chociaż część osób do rana nie była w stanie skontaktować się ze strażą, gdyż w niektórych rejonach jeszcze w niedzielę nie działały telefony i komórki. Zgłoszenia przyjmował i nadzorował akcję kilkunastu wozów strażackich Robert Sałata, któremu pomagał Matusz Maćkowiak. Obaj przez całą noc radzili sobie z chaosem wywołanym przez niespodziewany atak żywiołu.

Do rana dziesiątki strażaków walczyło ze zniszczeniami. Efekty ich pracy widać było już po kilku godzinach, gdy ruch na drogach został udrożniony a na domach pojawiała się folia zasłaniająca dziury.  – Działamy od wczoraj bez przerwy, do białego rana. Teraz wszystkie nasze zastępy znajdują się w terenie. Posiłkujemy się czterema jednostkami z ościennych gmin. Skutki nawałnicy są duże –  komentował dla nas akcję straży pożarnej zastępca obornickiego komendanta, Dariusz Szrama.

Gdy zamykaliśmy ten numer jeszcze około 20 wsi w powiecie obornickim nie miało prądu i telefonu. Uszkodzenia były tak wielkie, że służbom energetycznym może zająć nawet tydzień przyłączenie wszystkich domostw. – W Nienawiszczu brak prądu od soboty wieczór. Tam jest dobrze ponad 200 domów, z czego w ponad połowie teraz ktoś mieszka. Na letnisku Nienawiszcz II i we wsi Nienawiszcz też brak prądu. Przez telefon z pogotowia energetycznego usłyszałem, że w nocy nie pracują i zaczną dopiero w poniedziałek od rana.  – informowali nas czytelnicy.

Według meteorologów, trąba powietrzna, która przeszła przez powiat obornicki była niewielka, najsłabsza z możliwych. Podobne tornada mogą być nadal spodziewane w następnym dniach  i tygodniach w pasie między Rogoźnem a Maniewiem, nad m.in. Parkowem, Słomowem, Nienawiszczem, Rożnowem, Marszewcem, Pacholewem, Żukowem, Łukowem i Gołaszynem. Występują tam dogodne warunki do ich formowania. Odpowiada im ukształtowanie terenu, występujące tam różnice temperatur i wilgotność. To niezbędne warunki dla ukształtowania się trąby powietrznej, która zazwyczaj omija duże skupiska budynków, ale nie oszczędza małych wsi. Nie wykluczony jest kolejny, poważniejszy atak żywiołu w tym pasie.

Podobne artykuły