Skutki pożaru obornickiej ocynkowni: Warta zatruta kwasem siarkowym?

OBORNIKI. Czy do Warty dostał się trujący roztwór z kwasem siarkowy po pożarze w ocynkowni w Obornikach? Jak już pisaliśmy przed tygodniem, do groźnego pożaru doszło wieczorem w niedzielę 22 lipca. 

Po dostrzeżeniu ognia, nadzorujący ocynkowanie pracownik nocnej zmiany zamknął włazy do rur biegnących bezpośrednio do rzeki.  Wiadomo jednak, że do Warty zdążyło spłynąć około 1500 litrów roztworu. 

Na miejsce, tuż po udanej akcji gaśniczej straży pożarnej, przybył sztab kryzowy ze starostwa. – Nadzorowaliśmy pracę Wojewódzkiego Inspektoratu  Ochrony Środowiska z Piły. To oni robili badania nad rzeką. Przy włazie w pobliżu ocynkowani odczyt wskazywał na zawartość toksyn, ale nie w wysokim stężeniu – powiedział nam Roman Szuberski z powiatowego sztabu kryzysowego.

Kierownik z działu inspekcji wojewódzkiego inspektoratu Leszek Wesołowski uspokajał: po pierwsze byliśmy na miejscu po otrzymaniu zgłoszenia. Po drugie nie stwierdziliśmy, by doszło tam do zanieczyszczenia środowiska. Po trzecie będziemy pośrednio i bezpośrednia nadzorować usuwanie tego. Byliśmy na miejscu, badaliśmy Wartę i nie znaleźliśmy śladów zawartości kwasów. 

1500 litrów roztworu prawdopodobnie spłynęło do rzeki. – To mogło spłynąć, zanim my przyjechaliśmy. W Warcie jest woda płynąca, czyli w momencie robienia pomiarów nie znaleźliśmy tam nic – potwierdza Wesołowski.  

Rozmyty kwas solny nie powinien być szkodliwy dla człowieka, ale co z nadwarciańską fauna i florą? Może doprowadzić do uśmiercenia ryb czy ich zatrucia. Wesołowski nie mógł zapewnić nas o braku zagrożenia ze strony skażonej rzeki. 

Wylot z ocynkowni został zaczopowany. W środku, w zamkniętych kanałach, może  znajdować się nawet  do 2000 litrów kwasu. – Tam jest wylot zaczopowany  i teraz będą odkorkowywać. Jesteśmy w kontakcie ze strażą i ze starostwem, jakby coś się tam stało. Nie dam 100% gwarancji, że z kanalizacji nie wyleci kwas i nie zanieczyści wód – powiedział nam inspektor. Właściciel ocynkowani nie podał, kiedy nastąpi  odczopowanie wylotu.

Dodajmy, że nikt nie zrobił badań stężenia oparów metali ciężkich, które zapewne pojawiły się w noc pożaru nad Obornikami. Ponieważ takich badań nie było, więc oficjalnie nie ma problemu, chociaż wiele osób skarżyło się w poniedziałek rano na dziwny smak w ustach i trudności z oddychaniem. Jednak opary metali ciężkich działają przede wszystkim w długim okresie, gdyż osadzają się w organizmie i mogą powodować wiele groźnych chorób.

Podsumowując – do Warty "coś" spłynęło, ale rzeka jest wartka, więc nic nie wykryto. Opary były, ale nikt ich nie zmierzył, więc jakby ich nie było. I to by było tyle "w temacie" ochrony zdrowia oborniczan przez służby rządowe. Co oczywiście nie przeszkodzi tym samym służbom szczegółowo kontrolować drobnych obornickich przedsiębiorców, którzy mogą swoimi małymi firmami ponoć zatruwać środowisko. Wielu już zapłaciło pokaźne kary finansowe za różne drobiazgi. 

Na koniec dodajmy, że nadal nie podano przyczyny wybuchu pożaru w ocynkowni.

Podobne artykuły