Nocne wybuchy i wielki ogień w ocynkowni

OBORNIKI. Tuż przed godziną 23 w nocy z niedzieli na poniedziałek mieszkańców okolic małego dworca w Obornikach zaniepokoiła seria wybuchów. Okazało się, że dochodzą z ocynkowni znajdującej się na terenie byłego Metalplastu. Około północy miał miejsce kolejny, gwałtowny wybuch ognia.  Po odgłosach można było wnioskować, że wali się część budynku, wybuchały też butle z jakimś gazem. Nad dachem widać było olbrzymie płomienie.

Jak ustalili potem strażacy, pożar rozpoczął się od wanny z kwasem. Po kilku minutach ogień przeniósł się na ściany i dach budynku.

Największy wybuch, ten około północy, miał miejsce gdy ogień znalazł ujście przez wentylację i z wielką siłą wyleciał przez komin. Huk związany z tym zdarzeniem było słychać w całych Obornikach. 

Wokół pojawiło się pełno dymu i niezbyt przyjemny zapach różnych chemikali. 

W pobliżu był zbiornik z pentanem. Gdyby eksplodował, w ziemi mógłby powstać krater o promieniu 1,5 km. Tego służby ratownicze obawiały się najbardziej. Siła eksplozji byłaby tak duża, że zostałyby zniszczone mały dworzec i stacja benzynowa pana Kaczora. Doprowadziłaby też do kolejnej eksplozji, tym razem stacji benzynowej. 

Do gaszenia ocynkowni ruszyło 14 jednostek straży pożarnej z Obornik, w tym cztery z PSP Oborniki, osiem wozów OSP z całej gminy oraz wyciągarki z Wągrowca i Szamotuł. 

Część strażaków broniła sąsiednich budynków, nie chcąc dopuścić, aby ogień się rozprzestrzenił. Część polewała płonącą ocynkownie z zewnątrz.

Czterech strażaków w maskach tlenowych gasiło ogień u źródła. Weszli do płonącego budynku i tam walczyli przez kilka godzin z płomieniami. Nie można wykluczyć, że ulegli oni poważnemu zatruciu trującymi oparami, są teraz pod obserwacją lekarską.

Strażacy szybko zorientowali się, że tzw. kwas dostał się do studzienek kanalizacyjnych.  Ich odpływ prowadził między innymi bezpośrednio do Warty.  Rozpoczęto szybkie odcinanie studzienek i kanalizacji, aby nie doprowadzić do zatrucia rzeki.

Ocynkownia nie należy do firmy Ruukki, jak mylnie podały niektóre media, i nie ma nic wspólnego poza sąsiedztwem z tym zakładem. Właścicielem jest firma Fam Ocynkownie Ogniowe, wywodzącą się z wrocławskiego Mostostalu. Firma ma poza Obornikami ocynkownie we Wrocławiu i Rawie Mazowieckiej.

Jak twierdzą specjaliści technologie nakładania powłok ochronnych, takie jak cynowanie, są źródłem zagrożenia metalami ciężkimi, wśród których nikiel, chrom i kadm oraz ich związki są zaliczane do substancji rakotwórczych. Metale te są obwiniane o przyspieszanie chorób cywilizacyjnych z rakiem włącznie i w końcu o skracanie życia. Przyspieszają między innymi rozwój miażdżycy, która jest esencją takich najcięższych zachorowań jak zawały, wylewy, cukrzyce, ślepota, głuchota i inne jeszcze dramatyczniejsze.

Nie wiemy, ile oparów metali ciężkich przedostało się do atmosfery a ile płynów do kanalizacji w Obornikach i jak długo pozostawały one nad i pod miastem. Niewątpliwie wokół zakładu czuć było zapachy, które można identyfikować jako pochodzące od chemikaliów. Mamy nadzieję, że zostanie to wkrótce ustalone przez odpowiednie instytucje.

Służby ratownicze już kilkanaście lat temu przestrzegały, że największym zagrożeniem dla Obornik jest ocynkownia. Znajdujące się tu materiały mogły wg ich oceny doprowadzić do wielkiego wybuchu a opary chemikali do zatrucia mieszkańców. Przygotowano wówczas plany nawet do ewakuacji całego miasta włącznie. Wydaje się jednak, że tym razem z pożarem poradzono sobie sprawnie – w czym wielka zasługa strażaków – i większego zagrożenia jak na razie nie wykryto.

Strażacy ugasili ogień około 3 w nocy, ale pogorzelisko tliło się nadal i trzeba było je ugaszać do godziny 7 rano. Akcja trwała więc około 8 godzin. 

Spaleniu uległo pół hali produkcyjnej o powierzchni około 200 metrów kwadratowych z elewacją, dachem urządzeniami elektronicznymi w środku oraz wannami, w których produkowany był kwas. Nieoficjalnie straty szacuje się na około 2 mln zł. 

Według informacji z poniedziałku rano nikt nie ucierpiał, na terenie zakładu nikogo nie było. Przyczyna pojawienia się ognia nie jest jeszcze znana. Ustalą to eksperci straży pożarnej. Sprawą zajmie się też prokurator.

Zastępca komendanta obornickiej straży Dariusz Szrama powiedział nam: akcja została przeprowadzona skutecznie. Strażacy robili co mogli. Broniliśmy rzeki Warty, która znajdowała się niedaleko. Udało się nam opanować wylew. Dalsza część rozcieńczania substancji chemicznych należy do właściciela zakładu. 

Podobne artykuły