Bomba w Rożnowicach – 200 osób ewakuowanych

ROŻNOWICE. W nocy z piątku na sobotę lokatorzy i pracownicy ośrodka Monar/Markot przeżyli chwile grozy, po tym, gdy nieznany głos w słuchawce poinformował, że znajduję się u nich bomba. 

– Około godz. 21.15 dyżurna dostała telefon o treści „o północy będzie bum”. Natychmiast została zawiadomiona policja. Oba nasze ośrodki zostały ewakuowane – powiedział nam dyrektor ośrodka Marek Stefaniak.  

Prawie 200 osób do czasu przybycia policji znalazło się na zewnątrz. Lokatorzy ośrodka nie czuli się jednak zagrożeni.  – O wpół do 11 nas wyprowadzili, siedzieliśmy na zewnątrz do godziny 3. Przyjechały jednostki specjalne z Poznania, wszytko sprawdzały. Podejrzewaliśmy, że to może być podpucha. Nie byłby to pierwszy przypadek w Polsce. Prawdopodobnie ktoś z zemsty to zrobił. W ośrodku nie można pić, ani nie wpuszcza, gdy jest się pijanym – opowiadała nam jedna z ewakuowanych kobiet. 

Na miejscu zdarzenia szybko pojawiła się policja wraz z odziałem specjalnym saperów i psami tropiącymi. Przez kilka godzin sprawdzali oni każdy metr budynków w poszukiwaniu ładunku wybuchowego. W tym czasie na zewnątrz o bezpieczeństwo i zdrowie ewakuowanych dbali strażacy i karetka pogotowia z Obornik. Wśród lokatorów ośrodka były również osoby chore, które potrzebowały opieki medycznej. 

Po kilku godzinach dokładnego przeszukania okazało się, że alarm był fałszywy.  – Nie wiem, kto mógłby to zrobić, ale jest to nie do pomyślenia. W ośrodku mamy osoby chore, nawet po amputacjach. Musiały one siedzieć w środku nocy do godz. 3 na zewnątrz – wyrażał swoje oburzenie dyrektor Stefaniak. 

Oburzeni całą sytuacją byli również oborniccy policjanci, którzy natychmiast rozpoczęli śledztwo w celu ustalenia sprawcy alarmu bombowego. Niespełna kilka godzin po zdarzeniu policja zatrzymała 40-letniego Krzysztofa Ch., który po krótkim przesłuchaniu przyznał się do przestępstwa. 

Okazało się, że żona "bombera" przebywa w ośrodku i była jedną z ewakuowanych. Konflikt małżeński był przyczyną tego, jak określił to zatrzymany, "żartu". Teraz Krzysztofowi grozi nawet do 8 lat więzienia, zwrot kosztów poniesionych przez służby biorące udział w akcji a także kosztów, które poniósł ośrodek w związku z ewakuacją przebywających w nim osób.

Podobne artykuły