Zastraszajaco rosną straty obornickiego szpitala

OBORNIKI. Gdy zacytowaliśmy w lutym tego roku słowa ryczywolskiej przedstawicielki Społecznej Rady SP ZOZ, iż „szpital jest na krawędzi”, dyrektor Ludzkowska wytknęła nam to z nieskrywanym oburzeniem. W ubiegłym tygodniu zebrała się komisja finansów powiatu, by radzić nad szpitalem i całym SP ZOZ, bo sytuacja finansowa placówki napawa wszystkich ogromnym niepokojem.

– SP ZOZ posiada ok. 3 mln zobowiązań oraz ponad pół miliona kredytu. Zdecydowanie pogorszyła się też płynność finansowa placówki – wyliczyła główna księgowa SP ZOZ i dodała: tam gdzie musimy, to płacimy a kto cierpliwy to musi czekać. Jej zdaniem przyczyną zapaści jest zbyt mały kontrakt. Problemem są też nadwykonania. Księgowa uważa, że kwoty 900 tys. złotych za przyjęcia ponad limit SP ZOZ już nigdy nie odzyska. 

– Niestety, koszty wciąż rosną i to lawinowo. Media, ubezpieczenia, serwisowanie sprzętu i wiele innych ciąży coraz bardzie – zauważył starosta Adam Olejnik i porównując rok do roku wyliczył: 560 tys. wynosiła strata jeszcze niedawno a jest już ok. 1,260 mln i rośnie. 

Kierująca ochroną zdrowia w powiecie Urszula Bak wraz z księgową szpitala wyjaśniły, że  placówka ma 364 pracowników na 150 łóżek i to strasznie dużo kosztuje. Najwięcej kosztują lekarze a tych pozbyć się nie można a niedofinansowani mogą sami odejść. Jedynie chirurgia wypracowała jakiś zysk. Urszula Bak dodała też: zatrważające są koszty badań laboratoryjnych. Wciąż rosną i są przerażające, i warto, aby laboratorium wróciło w strukturę SP ZOZ. 

Cyfr padało podczas spotkania komisji finansów wiele, najczęściej powtarzane było słowo „koszty”  a większość danych mogła przyprawić o szybsze bicie serca.  Wreszcie Piotr Gruszczyński zapytał wprost zarząd powiatu: kiedy będziecie rozliczać panią dyrektor? Wicestarosta Andrzej Okpisz zapewnił – planujemy rozliczenie zaraz po półroczu. Głos zabrała też Zofia Kotecka krytykując dyrektor Ludzkowską. – Te same pieniądze dostają szpitale w różnych miejscowościach. W jednych dyrektorowi wystarcza a u nas ciągle jakoś nie starcza. Trzeba ciąć koszty by utrzymać szpital. 

Zdaniem Gruszczyńskiego trzeba SP ZOZ przekształcać, bo niedługo może okazać się to koniecznością i będziemy robić to na łeb i szyję. Starosta jest jednak w tym względzie znacznie ostrożniejszy. – Jeżeli przekształcimy go w spółkę, to całkiem stracimy kontrolę nad tym wszystkim cośmy w szpital władowali.

Tymczasem 1,260 mln zł wynosi zeszłoroczna strata a wartość amortyzacji to zaledwie 1,5 mln, więc niewiele brakuje do konieczności przekształcenia SP ZOZ, bo taki scenariusz narzucają powiatowi przepisy. W opinii starosty Adama Olejnika – gdyby szpital był na dziś spółką, to musiałby już ogłosić upadłość.

Wreszcie oświadczył radnym: daliśmy pani dyrektor sześć punktów do wykonana i co? Nie są wykonywane i co zrobimy? Jak nic nie pomaga to może pomówmy o innych formach organizacyjnych? Cokolwiek to miało znaczyć, jak na razie wszelkie próby odbicia się od dna zawodzą. Wie o tym zarząd powiatu wiedzą o tym też radni. 

Według Pawła Bździaka – pani dyrektor opowiada nam od lat różne historie. Będzie POZ, będzie ortopedia to zarobimy, a wyszło jak wyszło i zamiast zarobku są same straty. Zdaniem Adama Olejnika koniczne jest w tej sytuacji oszczędzanie. Paweł Bździak stwierdził jednak: nie ma już wielu możliwości oszczędzania. Nie można już mniej płacić za catering czy sprzątanie. Trudno nie zgodzić się z radnym, gdy pacjenci i tak skarżą się na brud i głodowe wyżywienie. 

Dyrektor szpitala tłumaczy: pacjenci nie mają się tu najadać, a Urszula Bak wylicza – należy się choremu jedna zmiana pościeli na tydzień. Jednak pacjenta głodnego i zaniedbanego zapewne leczy się trudniej i drożej. 

Zdaniem Kazimierza Zielińskiego nadszedł już czas na konkretne decyzje. – Mamy sześć oddziałów a stać nas może na cztery. 80% społeczeństwa powinno się leczyć w Obornikach a reszta, specjalistycznie w Poznaniu. Adam Olejnik ma jednak obawy: kto powie społeczeństwu, że coś im zlikwidujemy.  Pewien pomysł ma Urszula Bak: trzeba rygorystycznie podchodzić do przyjęć pacjentów. Na wewnętrznym leżą ludzie po 180 dni i nikt nam za to nic nie zapłaci. Tu widać jak humanitaryzm zderza się z ekonomią. Ta jest nieubłagana i być może nie rada powiatu będzie niebawem decydować o konieczności przekształcenia obornickiego szpitala, ale prawo. Orędownikiem takiej zmiany jest Piotr Gruszczyński, który uważa za marnotrawstwo, by drogi sprzęt stał bezużytecznie po skończeniu się nań kontraktu zamiast zarabiać na swą obsługę i cały szpital. W spółce pacjent dopłaci i może skorzystać z badań bez czekania i bez względu na kontrakt. Zdaniem Urszuli Bak – wielu oborniczan nawet na to dziś nie stać. 

Jednak Olejnik ostrzega: przekształcenie to nie panaceum na poprawę rentowności. Spółka nie dostanie większego kontraktu. Urszula Bak pociesza jednak – mamy jeszcze ukryte rezerwy w szpitalu i możemy zadziałać w kierunku oszczędzania. Ordynatorzy tylnimi drzwiami wprowadzają swoich pacjentów z zewnątrz i trzeba o to zadbać i głośnio powiedzieć, iż limit jaki mamy i powinien być wykorzystywany tylko dla naszych pacjentów. 

Radni powiatu nie kryją swych obaw dotyczących planów rozbudowy szpitala.  Termin na dostosowanie szpitala przedłużono do 2016 roku i może to nie być jeszcze data ostateczna. Rozbudowa szpitala zwiększy koszty jego utrzymania. Czy zwiększy ilość punktów kontraktowych, tego nie wiadomo i nie ma sensu tego kalkulować, bowiem nikt w powiecie nie ma na to najmniejszego wpływu. Dobudowane skrzydło może stać się balastem, który pociągnie SP ZOZ w dół. Nie mniej starosta postawił sobie za punkt honoru taką właśnie rozbudowę, choć nie ma pewności, czy szpital do końca roku nie przekroczy magicznej granicy możliwego zadłużenia i czy nie skończy się cierpliwości wierzycieli.

Podobne artykuły