Wiarygodność włodarza

GMINA OBORNIKI. Gdy jeden z sołtysów udał się do burmistrza z prośbą o tłuczeń na utwardzenie drogi, ten z radością wyraził na to zgodę. Gdy jednak sołtys dotarł na drugie piętro do działu zajmującego się dystrybucją gruzu usłyszał tam, że właśnie burmistrz zadzwonił z informacją, że żadnej dostawy nie będzie. 

Gdy pewien budowlaniec związany z gminą umową nie otrzymał należnego mu wynagrodzenia, pozwał gminę do sądu. Wiedząc, że musi ten proces wygrać, zadzwonił z sądu do burmistrza, by zaproponować rozwiązanie znacznie tańsze dla gminy, czyli ugodę. Burmistrz z radością przystał na ugodę, jako najlepsze rozwiązanie a po minucie zadzwonił do prawnika reprezentującego gminę z informacją, że żadnej ugody nie będzie. 

W piątek ubiegłego tygodnia burmistrz wychwalał podczas jubileuszowej imprezy Głos Wielkopolski za wiarygodność i solidność. Dzień później podczas imprezy w Kiszewie groził, że ich pozwie do sądu jako niewiarygodną i niesolidną gazetę.

Takich przykładów zarejestrowaliśmy jeszcze wiele. Może to brak asertywności, może nieumiejętność samodzielnego podejmowania decyzji, a może element jakiejś dziwnej polityki? Jedno jest pewne, takie postępowanie obniża powagę urzędu włodarza gminy a jego samego czyni mało wiarygodnym.

Podobne artykuły