Jazda jak poezja

OBORNIKI. – Jazda na rowerze szosowym jest jak poezja, bo szosa ma swoją magię – twierdzi Dariusz Pytlak. Kolarstwo to jakby mogłoby się wydawać łatwy sport.  To nie tylko jazda na rowerze, to walka z samym sobą i zmaganie się ze swoimi słabościami. 

Jest w Obornikach nadal grupa kolarzy amatorów, powiedzmy dziś oldboyów, będących jakby spadkobiercami klubu kolarskiego, który w 1978 r. klub zrzeszał pokaźne grono zapalonych młodych kolarzy. Trenerem był Jerzy Drzewiecki, a zawodnicy zaczynali od najmłodszej kategorii wiekowej młodzik. Przewinęło się przezeń wielu chłopaków próbujących swoich sił w tym trudnym sporcie. Byli to miedzy innymi bracia Stańko, bracia Dolata, bracia Gronostaj, D. Stachowiak, Bednarz, B. Muszyński, M. Andrzejewski, K. Piechowiak, P. Karolczak, T. Wiśniewski, Świerkowski, L. Budziński czy Dariusz Pytlak. 

Reaktywacja klubu została dokonana poprzez utworzenie nowej niezrzeszonej grupy „Oldboy Team Oborniki", która może w przyszłości przerodzić się w towarzystwo sportowe. W grupie tej są ci, którzy próbują swoich sił w triatlonie jak D. Kołodziej, W. Konitz, w maratonach – J. Roszkiewicz i J. Kutz, jak również S. Jakubiak, który po raz pierwszy wystartował w wyścigu kolarzy masters, jak również weterani szos: M. Mierzwiczak. T. Wiśniewski, K. Piechowiak, D. Pytlak. Najstarszy członek tej grupy R. Laskowski ma ponad 60 lat – wsiadł na rower a teraz pokonuje nawet po 100 km.

Podobne artykuły