Były doradca burmistrza Szramy po raz kolejny w kajdankach

OBORNIKI. Niedawno pisaliśmy o problemach byłego doradcy burmistrza Szramy i byłego prezesa wronieckiej komunalki Sławomira P. Wtedy chodziło o zabór kwoty ok. 50 tysięcy, tym razem jest podejrzewany o defraudację dziesięć razy większej. 

W minionym tygodniu policjanci z Szamotuł zatrzymali Sławomira P., wraz z trzema wspólnikami, w związku z prowadzonym od roku śledztwem dotyczącym wyłudzenia pieniędzy w kwocie ok. 490 tysięcy złotych z Przedsiębiorstwa Komunalnego we Wronkach. Według prokuratora Marka Piegata:  podejrzani działali wspólnie i w porozumieniu w celu wyprowadzenia z firmy niemal pół miliona złotych. 

Według naszych, niepotwierdzonych jeszcze informacji, może być to jednak zaledwie czubek góry lodowej, bo pieniędzy mogło zostać sprzeniewierzonych znacznie więcej. – Na chwilę obecną ustaliliśmy, że wyprowadzono z firmy ponad 490 tysięcy złotych – powiedział prokurator Piegat, co zdaje się potwierdzać też naszą informację. – Mechanizm przekrętu – jego zdaniem – polegał na tym, że osoby fizyczne i firmy wystawiały, w skrócie mówiąc, zawyżone faktury i rachunki. Usługi nie były wykonywane w całości, a zamawiane towary czy materiały eksploatacyjne dostarczane były w mniejszych ilościach niż to miało wynikać z rachunków. 

Zdaniem naszego źródła – prezes rządził i dzielił. Jego szajka zajmowała się realizacją ustalonych planów. Znaczna część wyłudzonych pieniędzy trafiała bezpośrednio do jego kieszeni.  Ile tego było, ustala właśnie prokuratura.

W miniony poniedziałek mieszkający w Kowanówku 43-letni Sławomir P. został zatrzymany i dowieziony w kajdankach do prokuratury w Szamotułach. 

Tego samego dnia zatrzymano też jego wspólników: 65-letniego mieszkańca gminy Pniewy, przedsiębiorcę z branży budowlanej, 35-letniego mieszkańca gm. Suchy Las, także przedsiębiorcę i 31-letniego gnieźnianina Łukasza S., zatrudnionego w obornickim Przedsiębiorstwie Wodociągów i Kanalizacji. 

Tego ostatniego zatrzymano w miejscu pracy, ku zaskoczeniu kolegów z obornickiego PWiK. Jest on krewnym Sławomira P. i jak się przypuszcza, mógł robić z wujkiem kanty od bardzo dawna, choć sam nie zajmował żadnego istotnego stanowiska.

Usłyszeli zarzuty dotyczące między innymi: oszustwa, wyłudzenia w celu uzyskania korzyści materialnych, doprowadzenia do niekorzystnego rozporządzenia cudzym mieniem, nadużycia zaufania w obrocie gospodarczym wyrządzając tym szkodę w wielkich rozmiarach. Grozi im za to do 10 lat więzienia. 

Podejrzani zostali po złożeniu obszernych wyjaśnień zwolnieni do domu. – Materiał dowodowy jest tak mocny, że nie ma podejrzenia, iż zatrzymani będą mataczyć w tej sytuacji i nie ma potrzeby stosowania takiego środka zapobiegawczego jakim jest areszt – wyjaśniał prokurator Marek Piegat. 

Tu trzeba przypomnieć, że były prezes Sławomir P., może usłyszeć w sądzie, iż działał w tak zwanej recydywie. Bowiem, 2 września ubiegłego sąd dowiódł mu, iż „przywłaszczył sobie na szkodę spółki kwotę 37.979 złotych.” Został skazany za to na karę więzienia, zwrot zdefraudowanych pieniędzy oraz na zapłacenie grzywny w kwocie 3000 złotych. Kara więzienia została mu tymczasowo zawieszona tytułem próby na okres dwóch lat. Nim czas ten minął Sławomir P., znowu został oskarżony. 

Zastanawialiśmy się, kim jest człowiek, który pomimo dobrego wykształcenia, wysokich zarobków i dostatniego życia sięga co raz po mienie powierzone jego opiece, zawodząc wszelkie pokładane w nim zaufanie. Mąż, ojciec, szafarz jednego z obornickich kościołów, dobry znajmy – by nie rzec – „przyjaciel” burmistrza Obornik. 

Gdy zrezygnował w końcu marca 2008 z pracy w obornickim PWiK, ówczesna burmistrz Anna Rydzewska nie zatrzymywała go. Choć nigdy tego nie powiedziała wprost, jej zaufanie do prezesa PWiK słabło z roku na rok, a szczególnie po takich zdarzeniach, jak kanalizowanie osiedla Piaski, gdzie wszystko było z pozoru w porządku, to mogła zastanawiać rosnąca niebotycznie cena dyktowana przez związanego ze Sławomirem P. obornickiego przedsiębiorcy melioracyjnego a akceptowana przez prezesa. Mogło też niepokoić zatrudnienie przez niego na stanowisko głównego księgowego spółki gminnej swej szwagierki. Potem wybuchła afera z dziwnym przetargiem, na którym gmina mogła stracić nawet 10 milionów złotych. Choć jej „bohaterem” był obecny prezes PGKiM, to sprawa odbiła się echem też o prezesa P.

Mimo tego wszystkiego był żegnany przez opozycję Anny Rydzewskiej niemal jak bohater. Skarbnik Joanna Kus Gzyl dodała – to wybitny człowiek, bez którego pomocy nie zbudowałabym budżetu. Symboliczne kwiaty wręczyła prezesowi osobiście radna Anna Dziarmaga. 

Został doradcą burmistrza Tomasza Szramy. Ten zakomunikował to podczas inauguracji swego urzędowania w styczniu 2011 roku słowami: w charakterze doradcy do spraw inwestycji i zadań komunalnych będzie fachowiec znający się na finansach i prowadzeniu inwestycji pan Sławomir P. 

I faktycznie „znający się na finansach” doradca doradzał i omal gmina zaraz nie straciła paru milionów złotych na budowie sieci kanalizacji deszczowej. Co jeszcze mogło się stać? To zapewnie pokaże kiedyś historia. 

Podczas sesji rady miejskiej odbywającej się zaraz po aresztowaniu Sławomira P., pod zarzutem defraudacji 50 tysięcy, burmistrz Szrama odczytał oświadczenie, w którym wyjaśnił, że – doradca Sławomir P., przestaje być od zaraz moim doradcą ze względu na zmianę miejsca pracy. Wyraził też obawę, że nasza gazeta poda wersję, która nie będzie miła. Niedługo potem, podczas sesji rady powiatu opowiadał, że to nie Sławomir P., zdefraudował służbowe pieniądze firmy, a to jemu je zdefraudowali a że miły z niego gość, to wziął winę na siebie i spłaci to co mu zabrali. 

Nawet po skazaniu na karę więzienia Sławomir P. nadal dostawał intratne zlecenia od gminy czy gminnego OCS, na świadczenie usług doradczo-okumentacyjnych. Te przepychał przez firmę zarejestrowaną na członka rodziny, choć dla gminnych urzędników było jasne, kto się z kim rozlicza. 

Gdy Sławomirowi P. po raz pierwszy zatrzasnęły się na przegubach kajdanki kilku polityków z grupy trzymającej obecnie władze twierdziło, że to przypadek, niezrozumiałe zdarzenie. Trudno jednak uwierzyć, że nikt nie wiedział co w trawie piszczy. Sprawa byłego doradcy jest rozwojowa i niewykluczone, że będzie prześwietlona też jego działalność w obornickim magistracie.

Podobne artykuły