Bitwa oborniczan z szamotulanami o kobiety i świnie

MANIEWO. W tym roku cykliczna zabawa, jaką jest rajd do Radzima, była wyjątkowo udana a wzięło w niej udział ponad 300 osób. Na rowerach i pieszo udano się z Maniewa do Radzima. Na mecie organizatorzy przygotowali wielę atrakcji – wąchanie ziół, przelewanie wody na czas i zawody w ułożeniu największego ogniska. Każdy mógł też wybić własnoręcznie pamiątkową monetę, czy skosztować średniowiecznych potraw. 

Po powrocie do Maniewa rozpoczęła się majówka historyczna. W tym roku była ona wyjątkowa, za sprawą dużej liczby występujących i wielu atrakcji.  – Chcieliśmy zrobić historyczna majówka z LGD. To jest efekt naszej zeszłorocznej wycieczki do grodu rycerskiego w Byczynie. Wszyscy byli zafascynowani tym i pomyśleli, że my też mamy Radzim, mamy własne miejsce historyczne i tradycję historii. Pomysł się narodził. Skontaktowaliśmy się z Mateuszem Klepką i bardzo mi się tu podoba – tymi słowami komentowała zabawę jedna z głównych organizatorek, Renata Gembiak-Binkiewicz.  

Na placu przed szkołą rozłożyły się kramy (najchętniej odwiedzano ten z Objezierza), obok nich scena. Koncertujące na fletach dzieci z Maniewa i zespól grający muzykę średniowieczną „Jar” zebrały największą rzeszę słuchaczy. 

Za drewnianym ogrodzeniem grodu, zbudowanego kilka dni wcześniej, ustawiono namioty pełne średniowiecznych wojowników i miłośników historii. Wojowie z Szamotuł, Sierakówka oraz obornickie Piastowskie Zakapiory zarażali swoją pasją do historii. – Jest to największa historyczna impreza w naszym powiecie. Rajd radzimski został rozbudowany o majówkę z LGD. Wszytko pięknie wyszło. Zabawa przyciągnęła bardzo dużo osób, głównie rodzin z dziećmi. Jest tu cała masa atrakcji – opowiadał nam wódz obornickich wojów Mateusz Klepka. 

Można było między innymi postrzelać z łuku, wypróbować średniowieczną broń i opancerzenie w zbrojowni, poznać fach kowala, tkacza, cieśli, przejechać się na koniu, spróbować podpłomyków, podziwiać drewniane posążki pogańskich bożków. Dużym zainteresowaniem cieszyła się dłubanka, łódź jednopienna, którą oborniccy wojowie wykonują własnoręcznie od trzech miesięcy. Dzięki uprzejmości obornickiego nadleśnictwa otrzymali dorodną topolę z Lipy. Z dużego jednolitego kawałka drewna strugają  łódź, na wzór tych używanych w średniowieczu. 

Majówka nie mogłaby obyć się bez pojedynków. Oborniczanie stanęli w szranki przeciwko szamotulanom. Ubrani w skórzane zbroje, z mieczami, tarczami i toporami w ręku robili wrażenie i ściągnęli tłum widzów. By uwiarygodnić bitwę, wpierw wojowie obrzucali się wyzwiskami. Główny spór toczył się o świnie, które oborniczanie ukradli szamotulanom. – Świnie były tak podobne do waszych kobiet, że wzięliśmy je przez pomyłkę! – wykrzykiwał wódz oborniczan. Odzywki trwały długo i wywoływały głośny śmiech wśród widzów. Szamotulanie w odwecie porwali jedna z maniewianek i kazali jej myć talerze po wojach. 

Inną atrakcją było rozniecenie ognia przy pomocy olbrzymiego krzesiwa. By nim poruszyć, potrzeba było dziecięciu mężczyzn, którzy ciągnąc za sznur obracali krzesiwo. Za trzecim razem udało się rozpalić ogień.

Przez majówkę w w Maniewie przewinęło się prawie 2 tysiące osób. Była to zasługa nie tylko pięknej pogody, ale przede wszystkim wielkiego zaangażowania organizatorów. Oborniccy wojowie przygotowywali teren pod zabawę już od środy. Harcerki z Jadwigą Majchrzak-Zagrodnik przez wiele tygodni załatwiały potrzebne pozwolenia i przygotowywały trasę rajdu wraz z wszystkimi atrakcjami. Majchrzak była inicjatorką rajdu w 2006 roku. Można ja było zobaczyć na majówce, gdy z uśmiechem patrzyła na swoje dziecko, które ze skromnego rajdu przemieniło się w jedną z najpopularniejszych, cyklicznych zabaw na Ziemi Obornickiej.

Podobne artykuły