Zdesperowani mieszkańcy blokowali Wielką Poznańską w Rogoźnie

ROGOŹNO. Blokada ulicy Wielkiej Poznańskiej trwała 12 minut i brało w niej udział ponad 30 osób. W tym czasie korek od strony Murowanej Gośliny sięgnął prawie ul. Boguniewskiej. 

Protest skierowany był w urząd marszałkowski w Poznaniu, który nie wpisał w wieloletni plan inwestycyjny budowy obwodnicy rogozińskiej, tym samym skazując mieszkańców Kościelnej i Wielkiej Poznańskiej na ciągłe remonty domów i życie w strachu, że pewnego dnia do ich sypialni wjedzie tir, który nie zdąży wyhamować na zakręcie. 

Ulice są zbyt wąskie, aby samochody ciężarowe mogły nimi jeździć. Otaczają je stare kamienice, które rozpadają się na skutek drgań wywołanych przez tysiące samochodów przejeżdżających każdego dnia. Woda z rozpryskiwanych kałuż leje się na mury i cześć mieszkańców ul. Kościelnej ma do metra w górę czarne, zbutwiałe ściany. 

Frustracja jest tak duża, że w środę rogoźnianie ruszyli okazać swoje niezadowolenie. Dokładnie o godz. 16 zebrali się pod pocztą. Liderem został Maciej Paczyński, który zabrał pierwszy głos na schodach pobliskiego sklepu. Skomentował brak jednej ze stacji poznańskiej telewizji, która miała być obecna na spotkaniu słowami: ludzie mówią, że urząd marszałkowski zadziałał. Opisał przeżycia swoje i sąsiadów: rozjeżdżają nam domy, jeżdżą po chodnikach. Na stronie nieparzystej drogi ludzie nie mogą wejść do mieszkań. Prosiliśmy o ważenie samochodów – nie można. Obniżenie tonażu – nie można. Przedstawiciel policji mówił, że tu jest 40 km/h i mierzyć prędkości nie można. 

Zapłonem, który wywołał protest, było pojawienie się nowego znaku drogowego, o którym wspomniał Paczyński: krótko po świętach pojawił się nowy znak. W ramce z kratownicą. Podniesiona jest nośność drogi z 8 do 10 ton. Dla protestujących to dowód na obojętność władz województwa wobec Rogoźna. – Po latach pisania pism, proszenia marszałka o pomoc, on nam jeszcze utrudnia życie. To jest kpina z nas, wyborców – mówili dziennikarzom.

Po jeszcze kilku przemowach protestujący udali się na spacer po pasach przez Wielką Poznańską, obok poczty. Chodząc w kółko zatrzymali ruch na Wągrowiec, Murowaną Goślinę i do centrum miasta.

Blokadę drogi nie tylko poparli przechodnie, którzy się do niej przyłączali, ale również wielu kierowców. Przez 12 minut blokady nikt nawet nie zatrąbił, chociaż w ten sposób wspierając rogoźnian. Niektórzy kierowcy wychodzili z samochodów i spotykając dziennikarzy nawoływali: filmujcie dalej, bo tutaj jest tragedia. Oni muszą coś zrobić, bo te tiry rozjadą Rogoźno. 

Frustracja niektórych protestujących była tak wielka, że część z nich rzucała w tiry pustymi szklanymi butelkami. Na szczęście nic się nie stało, ale zmobilizowało to patrol policji do pojawienia się na miejscu, jednak dopiero w momencie kończenia blokady. 

Nie obyło się bez polityki. Na protest przyszło wielu radnych z klubu Renaty Tomaszewskiej. Mieszkańcy przezwali ich "bezradnymi” i wyrzucali im, że nic przez ostatnie lata nie robili w sprawie obwodnicy. Słowa uznania spotkały jedynie Huberta Kuszaka, który od początku kadencji stara się poruszać i rozwiązać problem. – Jesteśmy już zmęczeni ciągłym życiem w cieniu tirów. Mieszkańcy są ignorowani przez urząd marszałkowski. Oni w Poznaniu zareagują dopiero, gdy stanie się tutaj tragedia. Tragedia, której staramy się uniknąć. Przyłączyłem się do tego protestu i przyłącze się do głównego w czerwcu – opowiadał na gorącu, po zakończeniu blokady Kuszak. 

Protest był jedynie ostrzeżeniem. Na 15 czerwca zapowiedziano o wiele większą i dłuższą blokadę ulic w Rogoźnie.

Podobne artykuły