Sprawa urzędnika zamieszanego w nagonkę na opozycyjnego radnego przed organami ścigania

OBORNIKI. Opisywana przez nas w poprzednim numerze sprawa próby „załatwienia” radnego opozycji Damiana Bukowskiego nabrała nadzwyczajnego tempa i silnie poruszyła kręgi urzędniczo polityczne. Konsekwencją nagonki będą na początek prawdopodobnie co najmniej trzy zarzuty dla urzędnika starostwa, który w mniemaniu pokrzywdzonego nie tylko przekroczył swoje uprawnienia, ale i kilkukrotnie potwierdził nieprawdę. 

Jak wcześniej ustaliliśmy, gdy Damian Bukowski złożył 20 kwietnia 2011wszystkie dokumenty niezbędne do uzyskania pozwolenia na budowę, Marek Jagoda – naczelnik wydziału architektury starostwa stwierdził, że wszystko jest dobrze, a inwestor musi jedynie przepisać warunki zabudowy na swoje nazwisko i dostarczyć zaświadczenie o wyłączeniu gruntów spod działalności rolniczej. Wręczył mu pismo tej treści i dodał, że nie ma uwag oraz nie widzi żadnych przeszkód w wydaniu pozwolenia na budowę. 11 maja Bukowski złożył w urzędzie miejskim wniosek o przepisanie na niego warunków zabudowy na działce którą odkupił od innej osoby. 

Wydział geodezji urzędu przygotował w tej sprawie odpowiednie pismo z datą 20 maja 2011 i złożył je do podpisu na biurku Tomasza Szramy. Dopiero 30 maja, czyli po 11 dniach burmistrz Szrama je podpisał. Zrobił to po interwencji osoby zainteresowanej u sekretarz Ewy Thiem, którą owa opieszałość zaskoczyła. Nic dziwnego, bo zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego burmistrz winien był je podpisać niezwłocznie a nie przetrzymać przez 11 dni, łamiąc tym zapewne obowiązujące prawo. Całe postępowanie polegające jedynie na zmienie nazwiska trwało w magistracie, jak pisaliśmy, niemal 20 dni. 

Damian Bukowski nie ma wątpliwości, że stał się ofiarą nagonki politycznej mającej na celu pozbawienie go mandatu radnego. – Gdyby nazywał się inaczej i nie był radnym opozycji a koalicji, mógłby wybudować nawet dwa domy bez żadnego pozwolenia i nikt nie powiedziałby złego słowa – stwierdził jeden z gminnych urzędników oburzony całą tą sprawą. 

Według naszego informatora z kręgów starostwa powiatowego cała ta brzydka sprawa nabawiła bólu głowy większość polityków z PO i ich popleczników. Fakt odnotowania w urzędowym rejestrze pozwolenia na budowę, zanim Bukowski ją zaczął, czyni go z oskarżanego ofiarą nagonki. Fakt stwierdzenia przez policję próby ukrycia numeru pozwolenia na budowę oraz niechęć do jego wydania potwierdza prawdopodobieństwo działania celowego. Celowość potwierdzić też może data wpisu do „czarnej księgi” na długo przed wejściem ekipy budowlanej na plac budowy. 

Damian Bukowski złożył doniesienie o popełnieniu przestępstwa przez urzędnika i trzeba spodziewać się postępowania w tej sprawie. Istnieje wielka obawa, co zezna Marek Jagoda i czy będzie krył swoich ewentualnych mocodawców. Już dziś mówi się na mieście: „Jagoda wielka niewygoda”. Zdaniem lokalnych polityków on sam tego ponoć nie wymyślił. Jeżeli mijał się z prawdą lub zastawił pułapkę na obywatela, mógł robić to świadomie i nie wykluczone, że za czyjąś namową. 

Zdaniem doświadczonego (byłego) policjanta: nie ma wątpliwości, iż największą korzyść z pozbawienia mandatu Damiana Bukowskiego uzyskałby burmistrz Obornik, w stosunku do którego pan Damian był w opozycji. 

Coraz więcej jest pytań o rolę władz Obornik w aferze. Tyleż samo jest pytań o rolę w tej sprawie obu starostów obornickich i sekretarza Sitka, którym Jagoda podlegał. Ten ostatni do końca miał twierdzić, że sprawy w ogóle nie ma a prasa się myli. Na te pytania odpowiedzi paść muszą prędzej lub później a nasza redakcja pytać nie przestanie.

Podobne artykuły