Policja na wniosek prokuratora przeszukała starostwo – czy politycy Platformy Obywatelskiej zmówili się przeciwko radnemu opozycji?

OBORNIKI. Gdy opozycyjny radny rady miejskiej i szef obornickiej pływalni Damian Bukowski podjął decyzję o budowie domu, zaczął od kupna działki od pewnego oborniczanina, który miał wydane na nią aktualne warunki zabudowy. Kolejnym etapem było uzyskanie pozwolenia na budowę. Pan Damian wystąpił o nie do starostwa powiatowego, składając tam potrzebne dokumenty. Po ich weryfikacji powiatowy inspektor nadzoru budowlanego Danuta Wojtkowiak stwierdziła, że trzeba jedynie przepisać nazwisko na warunkach zabudowy. 

Tej czynności dokonuje urząd miejski w Obornikach. W tym konkretnym przypadku nie wymagało to żadnego postępowania, bo jest to czynność prosta i nie powinna była zająć burmistrzowi więcej niż parę minut. Stało jednak się inaczej. Dokument przeleżał na biurku Tomasza Szramy od 30 maja do 18 czerwca, czyli pełne 19 dni i był to bez wątpienia rekord Obornik a może nawet kraju, bo poprzednikom wystarczał na tę czynność dzień, góra dwa. 

Jeszcze inną prostą czynnością przed uzyskaniem pozwolenia na budowę, było uzyskanie zaświadczenia o wyłączeniu gruntów z działalności rolniczej w starostwie powiatowym. Jako że działka miała VI klasę ziemi, czynność taka wykonywana jest automatycznie. Starostwo dokonało wyłączenia już 30 maja, jednak pan Damian dostał dokument dopiero po tygodniu, choć jego wydanie nie było związane z żadnym postępowaniem i tak długa zwłoka nie była konieczna. Nie zastanawiał się jednak nad tym zbyt długo i zaraz dostarczył komplet dokumentów do wydziału starostwa. 

Od tego dnia zaczęło się mamienie i zwodzenie w sprawie wydania mu pozwolenia na budowę. Pan Damian często odwiedzał ów wydział pytając, kiedy uzyska potrzebny mu pilnie dokument. Zawsze słyszał od naczelnika Marka Jagody te same słowa – jutro. Nie krył, że zależy ma na czasie, bo firma budowlana z którą zawarł porozumienie, nie mogła stać w bezruchu, mając także inne zaplanowane na później prace. Naszej redakcji powiedział: byłem na każdym etapie starania się o pozwolenia wprowadzany w błąd. Stale zwodzony stałem w tym czasie niemal pod ścianą, bo z jednej strony naciskała mnie firma budowlana, a z drugiej strony zwodzili mnie urzędnicy. Słysząc od naczelnika Jagody kolejne zapewnienie, że jutro uzyskam pozwolenie na budowę i mając pewność, że żaden dokument nie mógł być zakwestionowany, rozpocząłem budowę. Sądziłem, że po tylu obietnicach i tak długim czasie pozwolenie jest, a jedynie mam je odebrać.

Zaczął się kolejny tydzień i znów pan Damian ruszył do wydziału architektury i budownictwa starostwa, by odebrać obiecany mu dokument. Zamiast tego usłyszał od naczelnika, że ten wyczytał w gazetce związanej z władzami Obornik i PO, iż budowa już ruszyła i to bez pozwolenia. Artykuł był pisany jakby na zamówienie, obszerny i ozdobiony zdjęciami. 

Wedle naczelnika Marka Jagody – dowiedziałem się o budowie i to stało się powodem, by nie wydawać Damianowi Bukowskiemu pozwolenia. Zamiast tego zostało wszczęte postępowanie administracyjne. 

Tak czy inaczej, nadzór budowlany ruszył z kontrolą. Szybko się okazało, że wszystkie dokumenty były kompletne i zgodne. – Dowodem na to jest fakt, że nie wezwano mnie do uzupełnienia jakiegokolwiek dokumentu – wyjaśniał Damian Bukowski. Dużym zaskoczeniem było to, że Danuta Wojtkowiak powiadomiła prokuraturę o popełnieniu przestępstwa, czego bodaj nigdy wcześniej nie robiła, choć podobne powody istniały. Według naszych ustaleń, nie podjęła żadnych czynności w sprawie niesformalizowanej budowy w Kowalewku, jednak w przypadku pana Damiana wykazała się niespotykanym wcześniej działaniem. 

Prokurator zbadał sprawę wnikliwie i ostatecznie, gdy nie znalazł podstaw do postępowania, odmówił jego wszczęcia. Pani Wojtkowiak z nieznanych nam przyczyn, nie zrezygnowała z tej drogi i złożyła zażalenie na odmowę wszczęcia postępowania. W naszej opinii był to strzał we własne kolano. 

Prokurator przeprowadził tym razem postępowanie – i to bardzo dokładne. Jedną z czynności było zarządzenie przeszukania w wydziale architektury i budownictwa starostwa w Obornikach. Jego celem było zabezpieczenie wszelkich związanych ze sprawą dokumentów. 

Według naszych ustaleń do przeszukania doszło w czwartek dwa tygodnie temu. Dzięki rozmowom z urzędnikami, którzy prosili nas o anonimowość oraz własnym obserwacjom udało się nam uzyskać obraz tego zdarzenia. Gdy policja wkroczyła do budynku starostwa, starosty Olejnika już tam nie było, gdyż tego dnia wyjechał na bardzo ważne spotkanie. Sekretarz Piotr Sitek nie chciał uczestniczyć w sprawie,  wskazując na wicestarostę. Ten, rad nie rad, musiał uczestniczyć w niektórych czynnościach. 

Policjanci zabezpieczyli dokumenty i dyski komputerowe. Nie obyło się bez perturbacji. Najpierw naczelnik nie mógł sobie poradzić z odszukaniem rejestru dokumentów zwanego w wydziale „czarną księgą”. Sięgał po teczki żółtą i zieloną, aż zniecierpliwiony funkcjonariusz wyprosił go na korytarz i dopiero wtedy uzyskał wymagany rejestr. W rejestrze wydanych pozwoleń było też odnotowane pozwolenie na budowę dla Damiana Bukowskiego. Miało nadany numer a z daty wpisu można łatwo wywnioskować, że powstało jeszcze przed rozpoczęciem budowy. Numer pozwolenie został nadany a potem zamazany korektorem. Mimo to pozostał czytelny i stanowi cenny dowód. 

W naszej opinii Marek Jagoda musiał wiedzieć, że pozwolenie wydano i to przed usłużnym artykulikiem informującym o rozpoczęciu przez Bukowskiego budowy. Udało się nam ustalić, że kompletowaniem dokumentów na pozwolenie budowy zajmowały się panie referentki. Tym razem, o dziwo, sprawą dokumentów zajął się sam naczelnik Jagoda. 

O tym, że dzieje się wokół tej sprawy coś bardzo dziwnego, pisaliśmy już wcześniej. Było to w przerwie lutowej sesji rady powiatu. Na korytarzu starostwa stał Marek Jagoda w towarzystwie radnego Jacka Koralewskiego, wiceburmistrza Piotra Woszczyka oraz dziennikarki usłużnej trzymającym władzę. Czytał im głośno dokumenty dotyczące sprawy pozwolenia. Gdy poprosiliśmy go, by i nam poczytał lub poczytać pozwolił owe „ciekawe dokumenty”, naczelnik Jagoda zrejterował.

Stało się to dla nas dowodem na przypuszczenie, że cała ta sprawa ma wymiar czysto polityczny i możemy ją nazwać – zmową. Jaki bieg biedzie miało dalsze postępowanie w tej sprawie, trudno jest na dzisiaj przewidzieć. Radny Damian Bukowski poprzestał na przytoczeniu faktów dotyczących jego drogi do uzyskania pozwolenia na budowę. Przyczyn postępowania względem niego nie chce jednak komentować. Dodał jedynie, że na to przyjdzie właściwszy czas i zapewnił nas, że krzywdy swej nikomu nie odpuści. 

Jednocześnie ustaliliśmy też, że prokurator skierował do sądu wniosek o umorzenie postępowania w sprawie Bukowskiego. Jeżeli okazałoby się, że doszło do zmowy z pobudek politycznych, to byłby to nie tylko pierwszy tego rodzaju przypadek ale i skandal, jakiego  w Obornikach jeszcze nie było. 

Gdyby się potwierdziły niektóre przypuszczenia, to można domniemać, iż mogą być zamieszani weń oborniccy politycy z ekipy Platformy Obywatelskiej niechętni opozycji oraz urzędnicy idący na pasku swych protektorów. Dziś to jedynie dywagacje, jednak niebawem przemówią fakty. 

Sprawa jest ważna, bo nikt nie może być ponad prawem i stosować tego prawa do wpędzania w opresję niewygodnych sobie osób. Mogło też być próbą dyskredytacji radnego  w oczach jego wyborców, na szczęście, dzięki postawie prokuratury skazaną na klęskę.  

Podobne artykuły