Zagazowane świnie: największy tegoroczny pożar w powiecie obornickim

PRUŚCE. 10 wozów bojowych, kilkudziesięciu strażaków z Wągrowca, Obornik i jednostek OSP z całego powiatu obornickiego było potrzebne, aby uratować chlewnię wraz z inwentarzem  podczas największego pożaru na Ziemi Obornickiej w tym roku, w czwartek 12 kwietnia. 

Pożar rozpoczął się na poddaszu chlewni. Na skutek zwarcia w instalacji elektrycznej zapaliły się składowane tam baloty słomy. 240 balotów, każdy o wadze 300 kg, stanowiły pożywkę dla ognia. 

Na parterze budynku hodowano maciory, prosięta i tuczniki. Zwierzęta pierwsze wyczuły ogień. Piskami alarmowały o niebezpieczeństwie. Wydawane przez nie pełne strachu dźwięki słyszane były w dużej odległości od budynku. 

Właściciele gospodarstwa starali się ugasić pożar za pomocą gaśnic. Ogień był jednak zbyt duży. Po kilkunastu minutach przybyła odsiecz. Strażacy starali się opanować żywioł polewając wodą z węży palące się baloty słomy. Natrafili jednak na dwa problemy. 

Ciśnienie w pobliskich hydrantach było zbyt niskie, by skutecznie gasić ogień. Zdecydowano więc utworzyć specjalne stanowisko czerpania wody z pobliskiej Wełny. 

Drugi problem wiązał się z dużą ilością słomy, składowanej bardzo ciasno. Pomieszczenie o długości 40 metrów zamieniło się w rozgrzany piec. Powietrze dostawało się do wnętrza od strony wejścia, podsycając ogień, a następnie – już podgrzane – ulatywało szczelinami w dachu. 

Strażacy nie byli wstanie ugasić ognia od strony wejścia do budynku. Musieli rozebrać dach a następnie lać wodę z dwóch stron stojąc na wysięgnikach. 

Gdy strażacy walczyli z ogniem na poddaszu, na dole trwała ewakuacja zwierząt. Strażacy dwoili się i troili, by wyciągnąć wszystkie z chlewni. Na zewnątrz budynku czekał już wezwany weterynarz, który zadbał o wyprowadzone świnie. 

Nie wszystkie zwierzęta udało się jednak uratować. Dym ulatniający się ze słomy, wraz ze  środkami gaszącymi użytymi przez gospodarzy i strażaków, wytworzył śmiertelne opary. 15 macior i prawie 20 warchlaków zostało zagazowanych we wnętrzu chlewni. 

Po kilku godzinach zdołano ugasić ogień. Poddasze poszło z dymem. Parter chlewni został uratowany. Wokół unosił się odrażający zapach spalonego mięsa.

Podobne artykuły