Według starosty nadal balansujemy na szkolnej krawędzi

POWIAT OBORNICKI. Starosta Adam Olejnik tym różni się od swych poprzedników, że nie owija niczego w bawełnę. Gdy jest czym, to się chwali, gdy jest źle to nie tai tego dla świętego spokoju. Wśród jego głównych zmartwień jest oświata połykająca lwią cześć pieniędzy, jakimi dysponuje powiat. Sam przyznał, że – połowę budżetu powiatu idzie na oświatę. 

Dlatego ważne jest, by w powiecie uczyło się jak najwięcej uczniów, bo to gwarantuje odpowiednio wysoką subwencję. Jest niestety inaczej, a przyczyn tego jest wiele a wśród tych najważniejszych, katastrofalnie niski poziom nauczania i mierne tegoż wyniki. Rodzice dbający o dobro swych dzieci wybierają im coraz częściej szkoły spoza powiatu obornickiego. 

Wie o tym doskonale starosta Olejnik i mówi wprost: powiem szczerze, od września tego roku ten powiat będzie miał o siedem oddziałów mniej niż rok wcześniej. To jest około 210 uczniów. To jest o milion złotych subwencji mniej. A budynki są te same i koszty utrzymania tych budynków są te same. Jeżeli my tych szkół nie zaludnimy, to będzie trzeba dopłacać do pozostałej grupki uczniów. Stąd konieczność do komasowania uczniów w mniejszej ilości budynków, bo inaczej powiatu nie stać. Jak trzeba szkołę opalać. To co? Wyłączę część budynku? To niemożliwe.

Starosta obiecał niebawem powiedzieć, ilu i w jakich szkołach uczniów znów ubędzie. Przedstawiona liczba ma być wersją optymistyczną, tak jak optymistyczne jest założenie, że jedynie 70 gimnazistów z powiatu obornickiego podejmie dalszą naukę w szkołach poza powiatem. – Jeżeli sprawdzi się czarny scenariusz i nasze szkoły nadal nie będą przedstawiały tego poziomu, który uczniom zapewnią inne szkoły spoza powiatu, to co to będzie? Zapytał starosta retorycznie i zaraz sam odpowiedział: musimy zadbać o poziom w naszych szkołach. A co my robimy w tym kierunku? My tylko deliberujemy. Tymczasem oczekujemy ze środowisk nauczycielskich jakichś działań w kierunku wsparcia poziomu tego nauczania. Rankingi dają nam trzydzieste któreś miejsce na trzydzieści parę powiatów. Balansujemy na krawędzi. …My jako powiat nie mamy już z czego brać. …Jest pewna granica i już dalej nie można. 

Czarne chmury zbierają się nad powiatową oświatą coraz gęściej, bo skoro dotąd wyniki nauczania sa tak fatalne, to dlaczego miałyby się nagle zmienić? Balansowanie na krawędzi nie będzie trwać wiecznie i prędzej lub później może dojść do podjęcia kolejnych niepopularnych decyzji.

Podobne artykuły