Pieniądze czy żywi ludzie?

KISZEWO, DOŁĘGA, RUKS. Dziwna jest niechęć zarządu powiatu wobec przeprawy przez Wartę w Kiszewie. Pomimo wcześniejszych deklaracji radnej tego rejonu Zofii Koteckiej oraz zapewnień wszelkiej maści urzędników przeprawa jak przestała nagle działać tak ku utrapieniu mieszkańców Dołęgi i Ruksa ciągle nie działa. 

Wraz z likwidacją łodzi zostali oni odcięci od sklepów, kościoła czy szkoły, w której latami uczyły się ich dzieci. Mimo tych uciążliwości urzędnicy wzruszają jedynie ramionami i twierdzą, że nic się nie da zrobić, bo nie ma pieniędzy a mieszkańców odciętych od cywilizacji rodzin nie jest wcale aż tak wielu. Zofia Kotecka poszła jeszcze dalej informując, iż są to często rodziny niepełne, tak jakby były one w społeczeństwie czymś gorszym. 

Jak się ma takie traktowanie do wcześniejszych deklaracji? Z dokumentów wynika, że jeszcze niedawno zarządzający i urzędnicy twierdzili, iż dołożą wszelkich starań, pochylą się nad problemem. Tymczasem nic nie robią w kierunku realizacji wcześniejszych obietnic. Problem braku pieniędzy nie może tu być żadną wymówką, bo te są i wystarczyło jedynie po nie sięgnąć. Ma je na przykład współtworzone przez Annę Rydzewską Stowarzyszenie „7 Ryb”. 

Podczas lutowej sesji rady miejskiej Renata Małyszek zapytała wicestarostę Andrzeja Okpisza wprost o to, dlaczego mimo wcześniejszych obietnic nie podjęto próby przywrócenia przeprawy. – Minął termin skłania wniosków do Stowarzyszenia „7Ryb” i zgodnie z zapewnieniem miał być złożony wniosek o sfinansowanie odbudowy przeprawy przez Wartę. Czy taki wniosek został złożony? 

– Nie taki wniosek nie został złożony – odparł krótko wicestarosta Andrzej Okpisz, ucinając tym temat przeprawy.  Jedyna osobą, która walczy o jej przywrócenie została radna Renata Małyszek.

Swoje starania rozpoczęła już na początku kwietnia 2010 roku. Pisała w imieniu własnym i mieszkańców wsi Kiszewo i Dołęga do władz powiatu. W rozmowie z naszą redakcją przypomina: przekazałam pismo w tej sprawie do wiadomości Tomasza Szramy, wówczas radnego sejmiku. Przeprowadziłam rozmowy z ówczesnym starostą Wańkowiczem, niestety bez skutku. Do sprawy wróciłam we wrześniu 2011 r, kiedy po wiosennych roztopach zniszczony został słup podtrzymujący linę, do której mocowano łódź służącą do przewozu osób. Zaprzestano wówczas przewozów, a łódź i linę zabrano. Mieszkańcy Dołęgi zostali odcięci od świata. 14.09.2011 zwróciłam się do starosty Olejnika o niezwłoczne przywrócenie przeprawy łodzią. Na pismo odpowiedział mi wicestarosta nie odnosząc się jednak do przeprawy, a jedynie informując, że odbudowa przeprawy na bazie promu to koszt ok. 400 tys. zł. na który powiatu nie stać i że powiat podjął już starania w sprawie pozyskania środków zewnętrznych. Podczas sesji rady miejskiej 27 września ponownie poprosiłam Adama Olejnika o przywrócenie przeprawy łodzią. Złożyłam też interpelację do burmistrza Szramy o pomoc mieszkańcom Dołęgi. Żal mi, że przed kilkoma laty, kiedy można było niewielkim kosztem prom naprawić, nic w tej sprawie nie zrobiono. Prom wyciągnięto na brzeg, gdzie zardzewiał, a działania starostwa ograniczyły się jedynie do wydania decyzji o pocięciu go na złom.

Tak mija rok za rokiem a przeprawy nie ma. W odpowiedzi dlaczego? Słychać wyliczenia, kalkulacje i wyceny. Liczą się już tylko pieniądze i oszczędzanie. O ludziach zupełnie zapomniano. Im pozostały jedynie niespełnione obietnice i arogancja władzy.

Podobne artykuły