Dyrektor szpitala mówi nie dla spółki

OBORNIKI. W ubiegłym tygodniu doszło do spotkania radnych powiatu z dyrektor obornickiego szpitala. 

Małgorzata Ludzkowska już na początku oświadczyła: niektóre tytuły w prasie mnie zniechęcają. Skrytykowała szczególnie przytoczony przez nas cytat pani Koralewskiej z Ryczywołu – „szpital na krawędzi”, oraz tytuł artykułu zamieszczonego w jednej z lokalnych gazet „Szpital pod lupą” W jej opinii, nieprzychylna prasa nie ułatwia pozyskiwania współpracy lecznicy z przedsiębiorcami a pacjentów odstrasza od korzystania z usług szpitala. 

Ostro skrytykowała też radnego Pawła Bździaka, który – na każdym kroku krytykuje szpital narzeka na wszystko, pisze różne dziwne rzeczy, ale jak przyjechał z synem, to chciał po za kolejką i trzeba było mu to załatwić. Tymczasem trzeba szpital w dobrze pojętym interesie społecznym promować, bo bez tego lecznica może stracić swą doskonałą opinię a tego nikt przecież by nie chciał. Trzeba dbać o jej image i odrzucając precz gąbrowiczowskie „jak ma zachwycać, skoro nie zachwyca”, polecać ją innym i wzmóc starania o środki, dzięki którym szpital będzie mógł przejść przeobrażenie związane z potrzebą dostosowania go do wymogów unijnych. 

Jest już propozycja, by inicjować zaangażowanie przedsiębiorców, którzy mogliby swoje pieniądze oddać, chociaż w części szpitalowi. Wicestarosta Andrzej Okpisz przychylił się ku temu słowami: przedsiębiorcy mogą mocno wspomóc. Wicestarosta chce też zaapelować do radnych z Obornik, bo inne gminy są zbyt biedne, w sprawie wsparcia szpitala pieniędzmi z budżetu gminy. Gdyby udało się uzyskać, wedle szacunków z 2009 roku, 27 lub choćby ze 25 milionów złotych, można by wykonać za te pieniądze wszystkie potrzebne prace. Dyrektor Ludzkowska liczy, że nawet mniejsza kwota wystarczy już do tego, by ruszyć z pracami a trzeba zdążyć z tym do 2014 roku. 

Zadanie pozyskania potężnych milionów nie jest z pewnością łatwe. – Szpital ma wielu pacjentów w powiatów ościennych. Z gminy Murowana Goślina czy Połajewo a nawet z Poznania. Trzeba dążyć do współpracy z tamtymi samorządami, by nas wsparły. Jak dotąd były wielkie słowa a nic nie dali – skarżyła się dyrektor, a potem dodała w kierunku wicestarosty: to nie jest jednak rolą szpitala. 

Nie lepiej wygląda zbieranie pieniędzy lokalnie. Ludzkowska nie szczędziła w tej kwestii krytyki pod adresem obornickiego Motoklubu: z jednej strony czekają na zabezpieczenie im zawodów, a gdy wysłałam im pismo z prośbą o zakup łóżka, to nawet mi nie odpisali. Obecny na spotkaniu radny Piotr Neter powtarzał jak mantrę naganę:  dla niektórych ważniejsze jest Radio Maryja od szpitala powiatowego. Dyrektor dodała:  zamiast na Owsiaka lepiej dać na szpital. Radny Robert Zimny wyrzucał władzom, że remontują świetlice wiejskie, czy wydają na imprezy kulturalne, zamiast wesprzeć szpital, który powinien być priorytetem. Powstało także pytanie o Obornicką Fundację Zdrowia, która ma w zasobach przecież jakieś pieniądze, ale przestała działać i do owych pieniędzy szpital już nie ma dostępu.

Na pytanie o opinie w sprawie przekształcenia obornickiej lecznicy w spółkę Małgorzata Ludzkowska bardzo rzeczowo odczarowała krążący od lat mit, że jak powstanie spółka to będzie znacznie lepiej i zamożniej. – Po zmianie w spółkę duży nacisk pójdzie na rentowność szpitala. Gdy nie ma rentowności spółka może być rozwiązana. Szpital w obecnej formie nie jest nastawiony na zysk. Nie może zarabiać drogimi usługami na zewnątrz, bo nie będzie konkurencyjny. Zdaniem Małgorzaty Ludzkowskiej – gorzej się funkcjonuje w spółce. Spółkom jest trudniej wygrywać lepsze kontrakty. Szpital należałoby zostawić w takich strukturach jak jest. Trzeba sobie wyjaśnić, po co miałaby powstać ta spółka? Nie mamy szans na większy kredyt, bo nie mamy zabezpieczenia, nie mając swojego majątku. Jaka idea ma służyć więc przekształceniu? Jeśli nie trzeba to, po co taka spółka?

Na koniec dodała, że przy działalności w obecnej formie – nic nie wskazuje na to by szpital wygenerował stratę za rok 2011. Bilans zbada jeszcze biegły, ale dyrektor Ludzkowska liczy na to, że będzie dobrze. Jest owszem strata, ale amortyzacyjna, której nie bierze się pod uwagę. Cały kontrakt, jaki się udało zdobyć szpitalowi, wynosi 21,6 mln złotych, choć możliwości ma on znacznie większe. 

Radni nie tylko wysłuchali dyrektor, ale i zwiedzili niektóre oddziały lecznicy. Na oddziale ginekologiczno położniczym przywitał ich ordynator Robert Meyer wraz z przesympatyczną oddziałową Magdaleną Gramza.

Według ordynatora: największym problemem na oddziale jest tylko jedna toaleta dla wszystkich, gdzie nieraz rodzi 10 pań. Brak jest też klimatyzacji i temperatura latem sięga 40 stopni. Z tego powodu unika się latem wykonywania operacji. Trudno też liczyć na intymne warunki porodu. Doktor Meyer narzekał na fatalne wyżywienie. Stawka dzienna na wszystkie posiłki wynosi zaledwie dziewięć złotych. To jednak nie problem, bowiem zdaniem dyrektor Ludzkowskiej – pacjent ma się w szpitalu jedynie posilić a nie najeść.

Na oddziale wewnętrznym radnych nikt nie witał, bo działające tam osoby mają wciąż pełne ręce pracy. Ciekawostką tego oddziału jest bezwątpienia wspólna toaleta dla panów i pań. Dzięki temu łatwiej jest nawiązywać wzajemne kontakty dzieląc się papierem toaletowym czy pomagając sobie w myciu pleców. 

Po oddziałach oprowadzała gości Maria Sak, wyjaśniając im zakres planowanych prac, związanych z przebudową czy zmianą funkcji poszczególnych oddziałów. Pani Maria okazała się być prawdziwym kompendium wiedzy a plany lecznicy wypadły imponująco. Malkontentom, którzy dostrzegli gdzieś jakiś nieład dyrektor Ludzkowska wyjaśniała: firma sprzątająca zatrudnia ludzi na umowę i z grupą inwalidzką. Ludzie pracują za grosze, za kilkaset złotych na miesiąc. To wyjaśniło wiele, bo jaka płaca taka praca. Małgorzata Ludzkowska pocieszyła zebranych: blok operacyjny, oiom i sterylizatornię sprzątają nasi pracownicy.

To właśnie pracownicy szpitala stanowią jego największy kapitał. Dyrektor chwaliła nie tylko Marię Sak, której drugim domem od dziesiątek lat jest szpital czy Bartka Drążkiewicza pracującego za trzech za jedną i to niewygórowaną pensję. Chwaliła ordynatora Roberta Brdąkałę i wiele innych osób, dla których szpital i jego pacjenci są zawsze najważniejsi. 

Nie pochwaliła jedynie samej siebie, a warto. Od kiedy Małgorzata Ludzkowska objęła rządy w lecznicy wiele się w niej zmieniło na korzyść. Przybyło wiele specjalności, rozwinął się POZ a pani dyrektor dba o stan finansów, jak żaden z jej poprzedników. Być może jej energia nieco rozleniwiła osoby, które powinny zadbać o wsparcie szpitala potrzebnymi milionami, bo bez nich nie będzie można myśleć o rozbudowie i modernizacji lecznicy.

Podobne artykuły