Radnym po kieszeni

OBORNIKI. Przewodniczącego rady miejskiej Obornik Krzysztofa Hetmańskiego od dawna denerwują koleżanki i koledzy, którzy przychodzą na sesje rady ostatni natomiast wychodzą pierwsi, a na dodatek lekceważą posiedzenia komisji problemowych, podczas których są omawiane projekty uchwał. 

Rekordzistami bez wątpienia są Witold Żółć, który jeżeli nawet przybędzie na posiedzenie komisji rolnictwa i leśnictwa, to mocno spóźniony i szybko je opuszcza; radny Paweł Dreger, który nagminne spóźnia się na posiedzenia komisji gospodarki terenowej mienia i bezpieczeństwa. Także radni Agnieszka Roszyk i Damian Bukowski nie grzeszą zbytnio punktualnością. Hetmański chce kar dla tych radnych i to kar finansowych. Przygotowuje projekt uchwały mającej na celu obniżenie wysokości diety radnego, który się spóźnił lub wcześniej wyszedł. Projekt nie jest jeszcze gotowy, ale już wywołał sporo kontrowersji. 

Przez ostatnie 20 lat nikt nie karał radnych za częściową absencję. Jedna z radnych była nieobecna na sesjach przez niemal trzy lata a i tak odbierała cześć swojej diety.

Jeżeli Hetmańskiemu uda się swój pomysł przeforsować, ureguluje tym sprawę obecności oraz zapewni sobie dużą nieprzychylność koleżanek i kolegów z rady, których będzie musiał karać. Aby tego uniknąć ma zamiar powołać specjalne prezydium z przewodniczącym i dwoma wiceprzewodniczącymi, które by odnotowywało ile czasu radny spędza na sesji czy komisji i ustalało karę. Kilku radnych już pyta, kto będzie kontrolował owo prezydium. 

Nie ma wątpliwości, że cały ten pomysł wywodzi się z głębokiego PRL-u, gdzie obywatelskim obowiązkiem było kontrolowanie i donoszenie na kolegów. Nie udało nam się ustalić, czy Krzysztof Hetmański ma zamiar wprowadzić też instytucję „składania samokrytyki”, czy poprzestanie jedynie na karach finansowych. Chociaż sam pomysł uregulowania solidności u radnych jest wart uwagi, trzeba go chyba jeszcze raz przemyśleć, aby przy okazji nie wylać dziecka razem z kąpielą i nie połączyć rady przeciwko sobie.  

Podobne artykuły