Obornickie baby jednak dopięły swego i umięśniony striptizer rozebrał się na deskach domu kultury

OBORNIKI. Miał kruczoczarne włosy. Ubrany był (oczywiście na początku występu) w obcisłe czarne spodnie i białą koszulę a jego twarz przykrywała jasna maska. Mężczyzna miał około 180 centymetrów wzrostu, a budowa jego ciała upodabniała go do herosa rodem ze starożytnych legend. Panie były oczarowane brutalem, który jednym, pełnym seksu ruchem ręki rozerwał swoja koszulę ukazując idealne bicepsy. Dotykały naoliwionego ciała mężczyzny wydając przy tym przesympatyczne piski. Gdy dłoń którejś z nich znalazła się na nagim torsie mężczyzny z ust wydobywało się pełne zachwytu i kobiecości syczenie. 

Striptizer nie był jedyną atrakcją tego wieczoru. Pogadanki o cellulicie,  muzyka na żywo, występy kabareciarzy, to trzy z wielu. Chyba najwspanialszą rozrywką dla oborniczanek było ich własne towarzystwo – z dala od uszu mężów i kochanków  poruszały tematy bliskie każdej niewieście. Omawiano między innymi nowe trendy zarówno w modzie jak i w kosmetykach. Jednak głównym tematem przy kilkudziesięciu stołach rozstawionych na sali byli nieobecni mężczyźni. O ich wadach i zaletach rozprawiano na okrągło. „Czym różni się mężczyzna od psa? Zwierze nie wchodzi do łóżka w skarpetkach!” – ten przez prowadzące opowiedziany żart podsumowuje idealnie atmosferę panującą w obornickim babińcu. 

O dobrą zabawę dbali nie tylko organizatorzy, ale również ochrona. Dwie obornickie damy z odpowiednim napisem na kostiumie oraz z wałkami w ręku dbały o to, by żaden samiec nie dostał się po kryjomu do krainy babskiej zabawy. Jeżeli jakiś nieproszony mężczyzna został ujęty, najpierw proszono go o opuszczenie budynku. Gdy to nie działało, pozwalano mu zostać jedynie pod warunkiem depilacji wrażliwych miejsc lub odtańczenia striptizu. Podglądacze, postawieni przed wyborem rzucenia na pożarcie tłumowi rozbawionych kobiet, zazwyczaj szybko opuszczali budynek. 

Intymne światło, pełne wyśmienitego jedzenia stoły, mocne picie pod stołami, dobra babska zabawa oraz elokwentna i elegancka prowadząca, tworzyły niezapomniany nastrój tego wieczoru. Striptizer wychodził co kilkanaście minut na scenę, aby podgrzać jeszcze bardziej atmosferę. 

Ostatni występ był więcej niż spektakularny. Panie rozluźnione procentami więcej niż chętnie dotykały, podziwiały i gryzły striptizera. Był to niezapomniany dla nich wieczór – z dala od domu i własnych mężczyzn. Jeden dzień w roku w którym mogły zachować się tak, jak kobiecie przystoi bądź też nie przystoi – bawiąc się we własnych gronie ze szklaneczką czegoś mocniejszego, plotkując, tańcząc, śpiewając i podziwiając stojącego kilka kroków od nich – niczym mityczny Herkules – bohatera wieczoru, ubranego jedynie w slipy.

Na koniec dodajmy, że po naszych relacjach z poprzednich lat ponoć rozpadło się kilka związków, więc na prośbę pań nie publikujemy zdjęć ich twarzy, a to, która z nich czule głaskała czy wściekle gryzła bohatera wieczoru, pozostanie już na zawsze słodką tajemnicą.

Podobne artykuły