Skazany na 15 lat uciekinier z więzienia ujęty przez policję w Rożnowie

ROŻNOWO. W czwartek 7 marca specjalna grupa pościgowa policjantów z sekcji poszukiwań celowych komendy wojewódzkiej policji z Poznania zatrzymała 53-letniego Grzegorza Ł., z Obornik. 

Ukrywał się na terenie posesji w Rożnowie, w skrytce zbudowanej specjalnie w jednym z pomieszczeń gospodarczych. Policjantom z Poznania udało się to, co nie udawało się przez półtora roku obornickim stróżom prawa i dzięki czwartkowej akcji Grzegorz Ł., trafi znowu za kratki, gdzie może spędzić nawet resztę życia. 
Historię ukrywającego się przed wymiarem sprawiedliwości oszusta opisywaliśmy półtora roku temu a trzeba przyznać, że to postać tyleż samo barwna, co w swej chciwości odrażająca. Gdyby Grzegorz Ł,. vel Artur Renard, vel dr Artur Renn Mocny, vel profesor Greg Redo, vel Hofner, vel Anna Blich, miał odsiadywać wyroki jeden po drugim, spędziłby w więzieniu ponad 100 lat, tak przynamniej wyliczył policjantowi wyciągając ręce w kierunku kajdanek. Na jego szczęście sądy połączyły mu orzeczone już kary w jeden wyrok – 15 lat więzienia.
Nim wrócił za kratki, mieszkał u swojej konkubiny w kryjówce sporządzonej w budynku gospodarczym na terenie posesji leżącej na rożnowskich Winiarach. Pilnowały jej budzące respekt psy. To jednak one pomogły funkcjonariuszom w miniony czwartek znaleźć oszusta. 
Policjanci wchodząc na podwórze wydali psom polecenie „szukaj pana”. Masywne psiska ruszyły w kierunku szopy radośnie poszczekując i merdając ogonami. Wydobycie zbiega z kryjówki nie nastręczało większych kłopotów pomimo zmienionego wyglądu. 
Nie był już łysym mężczyzną o szerokim karku, pewnej minie, opalonej karnacji i z ogromnym cygarem w ustach, ale wymizerowanym, wystraszonym człowieczkiem o niepewnej minie, białych długich włosach, niczym Wiedźmin z filmu Marka Brodzkiego i bladej cerze, wskazującej na chroniczny brak słońca. Skuty kajdankami trafił do radiowozu. Mimo 15 lat do odsiadki sąd zastanowi się zapewne nad przedłużeniem mu kary za niepowrót i ukrywanie się przed wymiarem sprawiedliwości. Dojdą też kary za kolejne oszustwa.
W czasie ukrywania się Ł., znów przeistoczył się z renomowanego prawnika i oferował poprzez Internet usługi odzyskiwania należności, tym razem od firmy Amber Gold. Ile osób oszukał, to ustalą śledczy. My z nieoficjalnych źródeł wiemy, że jest to kilka do kilkunastu osób, które wpłaciły istotne kwoty na poczet kosztów odzyskania tego, czego odzyskać się pewnie już nie da. 
Naiwnych nie trzeba było z resztą długo szukać, bo hochsztapler przygotował dla nich rewelacyjną legendę, której nie powstydziłaby się żadna kancelaria prawna. Choć sam zaliczył jedynie trzy lata prawa na Uniwersytecie Wrocławskim i nawet w krótkim zdanku robi kilka błędów ortograficznych i gramatycznych, przedstawiał się jako właściciel kancelarii działającej ponad 20 lat na terenie kilku państw europejskich, skutecznie odzyskujących odszkodowania dla szpitali, instytucji państwowych i osób prywatnych oraz pośrednika w zdobywaniu wysokich kredytów, takich od pół miliona złotych w górę. Za pomoc w ich zdobyciu brał sute prowizje a potem znikał. 
Artur Renn Mocny ogłaszał się w internecie i do dziś można tam znaleźć reklamy fikcyjnej firmy. Wiele razy go zatrzymywano. Najwyższy wyrok jaki usłyszał, to  sześć lat więzienia za udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która miała na koncie wielomilionowe oszustwa. Część wyroku nawet odsiedział, ale potem uzyskał przerwę w odbywaniu kary na podratowanie zdrowia i za kratki już nie powrócił. 
Trzy lata temu po raz pierwszy zajęła się nim policyjna specgrupa, która poszukuje ukrywających się przestępców. Grzegorz Ł. został złapany na skrzyżowaniu dróg w Obornikach i odwieziony do więzienia. Ale odsiedział tam raptem półtora roku. 
Potem znów został wypuszczony na wolność, tym razem pod pretekstem zabiegu operacyjnego. Pomimo wystawionych za nim 15 listów gończych, z czego 14 dotyczących wyroków, które powinien odsiadywać, zaczął oferować nowe usługi – odzyskiwanie pieniędzy utraconych przez klientów Amber Gold. Zanim Polacy usłyszeli o aferze Amber Gold oszukiwał naiwnych „na ubezpieczenia” kredytów. 
Jednym z klientów był miedzy innymi przedsiębiorca, który zawierzył Grzegorzowi Ł., i stracił na tym 30 tys. zł. Poszukiwał on kredytu 2,5 mln zł na rozwinięcie firmy. W Internecie znalazł ofertę banku z centralą w Berlinie. Na jego list odpowiedział dr Artur Renn Mocny. Po kilku wysłanych wiadomościach ustalono, że chodzi o pożyczkę, którą trzeba będzie jedynie ubezpieczyć. Ale tu nie miało być kłopotu, bo dr Renn Mocny był także „przedstawicielem” potężnej firmy ubezpieczeniowej. 
Przedsiębiorca spotkał się z rzekomym przedstawicielem niemieckiego banku i jego asystentem, który został przedstawiony jako właściciel kancelarii prawnej. Miał on zagwarantować, iż zawierana umowa jest zgodna z przepisami. Podpisanie umowy kredytowej przebiegło sprawnie, a przedsiębiorca przekazał 30 tys. zł gotówką, jako pierwszą ratę ubezpieczenia kredytu. Tydzień później dostał maila, że kredyt został przyznany i niedługo ustalona kwota zostanie przelana na wskazane konto. Czas płynął, a pieniędzy nie było. Próby kontaktu z bankiem nie dawały efektu. Przedsiębiorca o sprawie zawiadomił policję. 
Obaj mężczyźni w prokuraturze usłyszeli zarzut oszustwa. Żaden jednak do winy się nie przyznał. 
Fałszywy „prawnik” oszukiwał także ofiary zatrucia włośniem z pewnej połajewskiej masarni, którym obiecał pozwy zbiorowe i wysokie odszkodowanie o ile wpłacą mu zaliczką po 1000 złotych. Nie było pozwu, a zaliczki przepadły. 
Innego rodzaju oszustwem była zaplanowana przez Ł., inwestycja w ogródku swej konkubiny. Po wyburzeniu starej stodoły zaczął budować tam na jej nazwisko… klinikę rehabilitacyjną. Prace ruszyły bez żadnego pozwolenia a w miejscu obory stanęła reklama business-clinica.  Inwestor nie zapłacił za materiały kilku obornickim hurtowniom, pewnej firmie z Rudy, a za robotę obornickim rzemieślnikom. 
Jeden z wierzycieli w porę się zorientował i wystąpił z pozwami do sądu. Wygrał sprawę a komornik odzyskał należność sprzedając ostatnie półtora hektara ziemi położonej atrakcyjnie nieopodal drogi krajowej pomiędzy Rożnowem a Kowalowem.
Grzegorz Ł., przegraną przeżył ciężko i poprzysiągł zemstę. Oszust nękał go mailami, smsami albo umieszczał w internecie  różne wstrętne i kłamliwe newsy. Widząc brak efektu nękał też jego rodziców. Męczący stalking trwał aż do dnia aresztowania. 
Matka dręczonego oborniczanina zapytała nas, czy tym razem oszust pozostanie na dłużej w więzieniu. Trudno nam jednak ocenić, kiedy hochsztapler wyjdzie znów na wolność. Może to stać się szybciej niż można by sądzić po grubości jego kartoteki. Jest bowiem w Polsce taka świecka tradycja, że to co policja wyłapie, sądy wypuszczają. Dość przypomnieć, że Ł, już dwukrotnie opuszczał więzienie celem podratowania zdrowia. Nie ma raczej wątpliwości, że zapewne już niedługo znów „podupadnie na zdrowiu” i sąd go może uwolnić. Jeżeli tak, to już niedługo do naszej „epopei” o największym obornickim oszuście dopiszemy ciąg dalszy. 

Podobne artykuły