Lanie wody na temat nadmiaru wody i o ponoć zagrożonej wyginięciem pijawce

POWIAT OBORNICKI. Zima mija, a twarda wciąż jeszcze od mrozów ziemia nie może pochłonąć całej wody z topniejącego śniegu. To idealny moment, by szczerze porozmawiać o melioracji a raczej jej braku. Radny powiaty Kwiryn Naparty zaprosił na taką rozmowę Marka Szutę, z wojewódzkiego zarządu melioracji wodnych a także Leszka Nowickiego i innych przedstawicieli spółek wodnych, by porozmawiać o stanie wód w powiecie obornickim. Naczelnik Ewa Durasiewicz wyjawiła już na samym początku – w gminie Oborniki działają legalnie tylko dwie spółki wodne. Pozostałe siedem działa bezprawnie. Chodzi o Bogdanowo, Bąblin, Kiszewo i kilka innych.

Po tym oświadczeniu zebrani przeszli do tego, co najważniejsze – do pieniędzy. Ściągalność składek na rzecz spółek wodnych jest całkiem niezła tylko w gminie Rogoźno. Kto tam nie zapłaci, dostaje wezwanie, potem pracownik dostarcza mu nakaz zapłaty, gdy i to nie skutkuje, to ściągają należność przez urząd skarbowy. Za uzyskane pieniądze odtworzono już ponad 20 km rowów a do Rogoźna trafiała dopłata od marszałka, wojewody i samorządu, bo gmina spełniła wszystkie kryteria. 

W gminie Ryczywół każda wieś ma lidera, który potwierdza wykonanie prac melioracyjnych oraz ich jakość. Tam średnia składka wzrosła z 10 zł w roku 2010 do 14 w roku 2011. Dzięki temu spółki wodne mogą uzyskać od wojewody dotację. W ubiegłym roku trafiły do gminy z tego źródła 23 tys. złotych. – Gdyby gmina spełniła wszystkie kryteria, to dostaliby jeszcze od marszałka – wyjaśniał szef spółek wodnych.

Niestety, tylko obornickie spółki nie mogą liczyć na żadne dotacje, bo składki są za niskie a ich spływ fatalny. Zgłosiła się nawet wrocławska spółka windykacyjna, która chce ściągać zaległe składki. Jednak szef spółek nie chce z niej na razie korzystać – wolę sam odwiedzać rolników. 

Nadzór nad spółkami wodnymi ma starosta. Durasiewicz wykazała, że wszelkie kontrole są bardzo trudne i kłopotliwe. Wymagają od podległych jej urzędników ogromnego wysiłku. Trwają długo a skutki są co najmniej dyskusyjne chociaż przymus zwykle coś daje. Przyznała też, że rowy na terenie gminy Oborniki są szczególnie zaniedbane. – W rowach rosną nawet 20-letnie drzewa a ich wycinka jest kłopotliwa i wymaga dodatkowych pozwoleń. 

Na ten rok wojewódzki zarząd melioracji wodnych przewidział jedynie: bieżącą konserwację kanału Kończak, z usunięciem tam bobrowych, remont odpompownik na kanale orłowskim, wykoszenie wałów na Wełnie przy młynie, bo budżet jest skromny i tylko tyle można – wyliczał Marek Szuta i dodał:  dwa lata temu mieliśmy wyczyść odcinek Wełny przy Lipowej w Rogoźnie. W ubiegłym roku też nie wyszło. Na ten rok raczej szans nie ma. Można by to może zrobić, gdyby samorząd się dołożył. Jeśli nie wyjdzie z Wełną przy Lipowej znów może zalać Wójtostwo. Czyścić warto, bo rok temu Flinta zalała 500 ha, a w tym roku po odmuleniu i wykoszeniu już niewiele. 

Przy okazji opowiedział o tym, jaki raban podniosło podczas czyszczenia rzeki Stowarzyszenie Przyjaciół Flinty. – Ściągnęli telewizję i twierdzili, że regulacja naruszy populację pstrąga. Gdy się okazało, że pstrąga tam nie ma, to okazało się, że zagrożony jest minóg rzeczny – czyli pijawka. Rzecz zgłoszono policji, ta do dzisiaj nie zakończyła tej sprawy, choć jak na razie nikt tych pijawek jakoś nie znalazł. Spotkanie skończyło się ogólnym stwierdzeniem, że melioracja jest ważna, ale nie ma na nią pieniędzy. Władze województwa wielkopolskiego przeznaczają na gospodarkę wodną zaledwie 7% autentycznych potrzeb. 

W tej sytuacji jedyne co można, to lać wodę podczas różnych takich konferencji.

Podobne artykuły