Burzliwa dyskusja ryczywolskich radnych: starsze klasy z Lipy zostaną przeniesione do Ludom

GMINA RYCZYWÓŁ. Historia reformy w szkole w Lipie ma tak wiele lat, że nie wszyscy ją już pamiętają. Po raz pierwszy o potrzebie likwidacji, ograniczenia szkoły do klas niższych lub jej przeniesienia wójt Gacek mówił bodaj jeszcze w roku 2007. Już wtedy gmina dokładała do szkoły na tyle dużo, że konieczną się stała poważna reforma. 

Obrońcy szkoły zorganizowali natychmiast silny opór a jednym z jego przejawów było zawiązanie rok później Stowarzyszenia Przyjaciół Szkoły Podstawowej w Lipie. Jako że liczna grupa obywatelska, to zarazem liczne głosy wyborcze, więc Stowarzyszenie przyciągnęło do siebie sporą rzeszę polityków i to akurat spod szyldu Platformy Obywatelskiej. 

Na spotkanie na przedwiośniu 2008 roku przybyli, oprócz senatora PO Mieczysława Augustyna, także szef Platformy w powiecie obornickim Jacek Koralewski, starosta z ramienia PO, Gustaw Wańkowicz, radny wojewódzki Tomasz Szrama i kilkunastu innych z tego samego ugrupowania. Wszyscy chwalili szkołę, Stowarzyszenie a większość obiecywała pomoc. 

– Podejmujecie działania zanim zapadła decyzja, to bardzo budujące – pochwalił senator z partii dość marnie finansującej oświatę i dodał: obiecuję poszukać programów krajowych i unijnych, z których można dofinansować waszą szkołę. Senator szybko zapomniał o obietnicy, bo w niczym nie pomógł. Kolejnym obiecywaczem był Tomasz Szrama. – Jako dyrektor Liceum Ogólnokształcącego w Obornikach służę wszelką pomocą. Dzieci ze szkół wiejskich, które do nas przychodzą, są o wiele lepiej przygotowane niż dzieci, które kształciły się w miastach. Szrama też w niczym nie pomógł, a żadne z dzieci lipskiej szkoły nie trafiło do jego ogólniaka, bo i niewiele się czegokolwiek nauczyło. Jedynym, który zaproponował jakiś konkret, był Artur Stawicki z Nadleśnictwa w Obornikach, który obiecał pomóc w… lekcjach na świeżym powietrzu, którego w jego firmie jest pod dostatkiem. 

Warto też zacytować na koniec ówczesnego starostę Gustawa Wańkowicza. – Czy liczy się tylko ekonomia? Nie podlega żadnej dyskusji, że ta szkoła musi funkcjonować. Będę pierwszym, który pomoże! – zawołał Wańkowicz i jak się łatwo domyśleć, także on w niczym nie pomógł. Kilka lat później sam z resztą, jako członek zarządu powiatu, zabrał się za likwidację szkół w oparciu o tę bezwzględną ekonomię. 

Tyle historii, bo przyszedł nareszcie czas finału. 

O reorganizacji szkoły nie mówiono już w kategoriach „czy to zrobić”, ale „jak to zrobić i kiedy”. Najliczniejsza była grupa radnych, którzy uważali, iż nie można dłużej zwlekać i trzeba przenieść choć starsze klasy do szkoły w Ludomach, bo cała placówka z Lipy się tam nie zmieści, o ile nie planuje się zajęć na dwie zmiany. Mniejsza grupa radnych, skupionych wokół osoby przewodniczącego Krusia, była zdania, że przenosić trzeba, ale po jednej klasie rocznie, bo tak będzie humanitarnej dla nauczycieli. 

Odbyły się konsultacje społeczne i różne gremia rozmawiały z rodzicami oraz nauczycielami z Lipy. Czas mijał nieubłaganie. Tymczasem, choć obie koncepcje zostały ostatecznie wypracowane i należało jedynie wybrać popularniejszą, Witold Kruś zwołał raz jeszcze komisję oświaty, proponując przemyślenie tym razem nawet trzech wariantów. – Moim zdaniem najlepsze jest łączenie szkół ze stopniowym wygaszaniem klas starszych, bo daje to czas na przystosowanie – wyraził swoją opinię w nadziei na poparcie. Przypomniał też, że – najważniejszym postulatem społeczności szkolnej z Lipy jest pozostawienie dyrekcji w Lipie.  Odmiennego zdania był radny Mariusz Nowacki, wnioskodawca reorganizacji sieci oświatowej: pozostawiając dzieci w Lipie robimy tym dzieciom krzywdę. Zmiana podręczników nie może być problemem, bo wystarczy zachować podstawę programową. Jestem też przeciwny pozostawianiu dyrekcji w przypadku postawienia szkółki filialnej z klasami 1-3 i przedszkola. 

Do dyskusji włączył się wójt uważając, że dyskusji nigdy dosyć. – Nie po to pytaliśmy o zdanie rodziców, by ich głos lekceważyć. Obecna sytuacja nie może być dalej kontynuowana, ale trzeba rozmawiać. Tu znów odezwał się Nowacki stwierdzając:  jeżeli mamy o czymś decydować, to powinniśmy też wiedzieć, ile zaoszczędzimy na zmianach. 

– Nie da się wyliczyć finansów – zapewnił go Witold Kruś a Roman Boczek dodał:  nie ważne ile zaoszczędzimy, bo najważniejsze, że zaoszczędzimy w ogóle. Najbardziej precyzyjny był wójt Gacek licząc: zakładam, że sześciu nauczycieli odejdzie i to będzie oszczędność. Dyrektor Szmyt ma mianowanie do końca sierpnia 2014, jeśli ją do tej daty utrzymamy, to nie będzie kłopotów. 

Dzień później zebrała się rada gminy i szybko się okazało, że nad planem przewodniczącego Krusia większość nie chce się w ogóle pochylić, a w rachubę wchodzi jedynie przeniesienie do Ludom klas starszych. 

Zanim przewodniczący zapytał sakramentalnie „kto za a kto przeciw”, do głosu zaprosił przedstawicielkę rodziców dzieci z Lipy, Alicję Serdyńską. Ta oświadczyła:  rodzice wyrazili zgodę nawet na klasy łączone, co pogorszyłoby warunki nauczania, ale dało gminie nieco oszczędności. Nie chcemy też zamiany szkoły w filię. Nie dostrzegając wśród większości radnych pozytywnego odbioru głoszonych przez siebie prawd i postulatów stwierdziła: poczuliśmy się oszukani i zlekceważeni. Wskazała też na różne poziomy nauczania w szkołach w Lipie oraz Ludomach i to w ramach tej samej podstawy programowej. Zapewniła, ze rodzice rozumieją problem finansowy, nie upierają się trwaniu szkoły w Lipie za wszelką cenę. Chcą, by dzieci (w liczbie ośmiu) przeszły wraz ze swymi nauczycielami do Ludom, by nie zmieniać poziomu i zagwarantować jednolite podręczniki. 

Pierwszy po niej odezwał się radny Roman Boczek. – Moim zdaniem pani nie reprezentuje rodziców a nauczycieli. Co do podstawy programowej, to w Ludomach nie są głupi i zapytają, co zostało przerobione. Uważam, że powinien być jeden dyrektor, bo gdy zostanie dwóch, to nie wiele się zmieni. Jeżeli zaoszczędzimy, choć połowę tego, co do dzieci dokładamy, to i tak będzie ponad 300 tys. na inwestycje więcej.

Witold Kruś przypomniał: demografia nie pozwoli nam na stworzenie jednej tylko szkoły w Ludomach, bo wszystkie dzieci nie zmieszczą się tam bez dwuzmianowości. Mariusz Nowacki zauważył: podstawa programowa ma się nijak do poziomu nauczania. Jeżeli dzieci zostawimy, to ich nauczyciele tak ich będą uczyć, że nadal będą fatalne wyniki a wielu dziś ledwo czyta i pisze. Średnia w Ludomach jest znacznie wyższa. 

– Ale rodzice chcą nadal wysyłać swe dzieci do tej szkoły – zapewniła ku wielkiemu zaskoczeniu zebranych Alicja Serdyńska. Radna Magdalena Swoboda przypomniała słowa dyrektorki z Lipy: dzieci w tej szkole są genetycznie niedorozwinięte.

Napięcie starał się złagodzić radny Franciszek Lijewski uspakajając słowami: gdy dzieci z Wiardunek trafiły do Radomia a potem do Ryczywołu, to ich wyniki znacznie się poprawiły. Do celnych należała też wypowiedź Łukasza Bętkowskiego, byłego uczenia z Radomia, który zwrócił uwagę na to, że – jedynym plusem szkoły w mojej wsi było to, że była blisko. Grzegorz Tetzlaff dorzucił: naszej gminie powinno zależeć na możliwie najlepszym nauczaniu naszych dzieci. 

Wójt Jerzy Gacek wszedł w ostrą polemikę ze stwierdzeniami byłego radnego Roberta Zimnego, który opublikował je w liście zamieszczonym na naszych łamach. – Do łez rozbawiła mnie dyskusja o audycie oświatowym, który jednoznacznie i obiektywnie wskazałby, że utrzymywanie szkoły w Lipie nie ma dydaktycznego, ekonomicznego i społecznego sensu – pisał Zimny. – Wynika z tego, że Zimny dobrze ocenił fakt braku audytu, bo nie wydano niepotrzebnie pieniędzy – stwierdził Jerzy Gacek. Zimny pisał też: obserwując działania naszych władz mam wrażenie, że ryczywolscy rajcy bardziej myślą o kolejnych wyborach i spełnieniu swych ambicji. Tu wójt wyjaśnił: oświadczam, że ja o wyborach nie myślę, bo myśleć nie muszę. 

Robertowi Zimnemu dostało się też od Alicji Serdyńskiej: szkoda, że nie ma tu pana Zimnego, dla niego ważniejszy jest dach na kościele czy na szkole w Lipie?

Jerzy Gacek pochwalił na koniec konsultacje społeczne: są one potrzebne. Nie po to jedziemy rozmawiać z rodzicami, by potem nie brać ich zdania pod uwagę. Wyliczył szkoły już zlikwidowane i dodał: rodzice chwalą to i nie ma problemu. Północna część gminy jest załatwiona a południową wciąż mamy do załatwienia. Dziś było by najlepiej przenieść całą Lipę do Ludom, ale szukamy łagodnego przejścia z dialogiem z rodzicami. Mamy już nie półtora miliona a 400 tys. na rozwój gminy i musimy coś robić. Dyplomowani w Lipie zostaną a ci nie i na czas określony, będą się z pracą żegnać.  Powoli stajemy pod ścianą i trzeba będzie podjąć trudne decyzje. Konieczna jest reorganizacja, choć ja tego nie doczekam, żeby zostały w gminie tylko dwie szkoły i jedno przedszkole. 

Ostatecznie głosami radnych 10 zadecydowano o zamiarze przeniesienia klas starszych z Lipy do Ludom. Cztery osoby były przeciw a jedna osoba powstrzymała się od głosu.

Choć wynik głosowania jest w zasadzie już znany, to wciąż nie ma ostatecznego rozstrzygnięcia. Witold Kruś już zapowiada powrót do sprawy reorganizacji szkoły wiosną i wierzy, że zdoła przekonać choćby cześć przeciwników swej koncepcji do przejścia na jego stronę. 

Czymkolwiek się to skończy, społeczność z Lipy może mieć całkowitą pewność, że żadna z decyzji nie zapadła za ich plecami. Każdą z koncepcji dokładnie rozważono, nad każdą samorządowcy pochylili się bardzo głęboko. Można też było odnieść wrażenie, że to nie do końca oni wybierali najlepsze rozwiązanie. Tym razem wybierała je sytuacja, która większość radnych po prostu zastała. 

Podobne artykuły