Spór pomiędzy dyrektorami szkóła komisją oświaty trwa

OBORNIKI. Jak już pisaliśmy wszyscy dyrektorzy szkół i przedszkoli złożyli skargę na funkcjonowanie komisji oświaty rady miejskiej. Sprawa dotyczy przesłuchania przed nią Zofii Koteckiej w związku z zaniechaniem wezwania pogotowia po wypadku małego dziecka z Kiszewka i co najmniej zaskakującą reakcją szkoły. 

Przewodniczący komisji Paweł Drewicz stwierdził: komisja ma prawo zapraszać każdego na nasze posiedzenia. Spotkanie prowadziłem w ten sposób, by niczyja godność nie została naruszona. Ze swego zadania wywiązałem się. Żadna komisja nie ma nikogo prawa zapraszać, by nikt nie poczuł się dotknięty? Często były zapraszane inne osoby, odpowiadały na pytania, choć nie wszystkie były wygodne. Udzielali odpowiedzi i nie czuli się dotknięci. Zapytał też: na jakiej podstawie dyrektorzy doszli do wniosków, że godność Koteckiej została naruszona? 

Za wszystko zganił prasę. No cóż, gdyby gazety nie napisały o wypadku i jego następstwach, to sprawa trafiłaby pod dywan i w ogóle by jej nie było, można przypuszczać. 

Anna Rydzewska rzecz całą tak skomentowała: osobiście uważałam, że nasi dyrektorzy są osobami godnymi pełnienia swoich funkcji i godnie potrafią wykonywać swoje obowiązki i świecić przykładem. Zmartwiło mnie ich pismo, jego forma i treść zmienia moją opinię na ich temat. W moim odczuciu podpisywanie tak oszczerczego i tak prymitywnego pisma hańbi jego autorów. Jest to może protest napisany przez jedną lub dwie osoby. Podobno to pan zbierał te podpisy – zwróciła się do Krzysztofa Hetmańskiego, ale ten zaprzeczył. 

W ocenie Witolda Żółcia: nie pierwszy raz pisze coś prasa, a atak jest na radnych. Można było sprawdzić w biurze rady, co kto jakie słowa powiedział. Trzeba sprawdzać fakty.

Wypowiedziała się też Zofia Kotecka: jestem dyrektorem i samorządowcem. Wiem, czym powinna się zajmować komisja. Nie powinna mnie wzywać. Chodziło o rodzaj konfrontacji. Prosiłam przewodniczącego, by zapytał radcę czy ma prawo mnie wezwać, ale on tego nie zrobił i mam żal do przewodniczącego komisji. 

Paweł Drewicz przyjął te słowa mężnie i w milczeniu a w kuluarach usłyszeliśmy:  ma szczęście, że pracuje w powiecie, a nie w gminie, bo by od jutra już szukał roboty.

Podobne artykuły