Druga strona medalu pałacowego toastu

OBJEZIERZE. Tegoroczny toast władz Obornik przeszedł już do historii a my poświeciliśmy mu sporo miejsca na naszych łamach w ubiegłym tygodniu. Wielu jego uczestników, obserwatorów i zwykłych oborniczan dzwoniło do nas, chcąc uzupełnić relację czy też podzielić się z nami uwagami na temat tego typu imprez. Spróbujemy pokazać tę drugą, mniej widoczną, choć także ciekawą stronę dorocznej imprezy dla wybranych. 

Jej uczestników podzielił już na wstępie pewien szczegół z powitania. Jedni twierdzili, iż to był jedynie lapsus burmistrza inni, że celowa gra, a rzecz dotyczyła osoby starosty obornickiego. Burmistrzowi podczas części oficjalnej towarzyszył wicestarosta. Tomasz Szrama powitał uprzejmie – starostę obornickiego Andrzeja Okpisza. W tym samym momencie stojący w innym miejscu starosta Adam Olejnik ruszył ku wyjściu i opuścił imprezę nim ta się dobrze zaczęła. 

Inną ciekawostką była licytacja fantów. Jeden z najzacniejszych przedsiębiorców Ziemi Obornickiej wylicytował koszulkę piłkarskiego klubu Lech i nie było by w tym nic szczególnego, gdyby nie zdobiło jej logo firmy bukmacherskiej. Tu warto przypomnieć, że w wyniku tzw. afery hazardowej została znowelizowana ustawa dotycząca działalności firm bukmacherskich na terenie całego kraju. Po wybuchu afery Lech Poznań zawiesił umowę o sponsorowanie. Znowelizowana ustawa hazardowa, całkowicie zabrania w Polsce reklamowania firm bukmacherskich. W ten sposób koszulka ze znaczkiem firmy nie jest już koszulka Lecha, bo jest nielegalna, choć stanowi ciekawą pamiątkę po minionych czasach sprzed afery dla kolekcjonera. 

Uczestnicy konsumpcji serwowanej szczodrze w czasie toastu chwalili potrawy, choć skrytykowali brak sosu do pieczonej szynki. Jak się okazało sosu nie było, bo organizator go nie zamówił w firmie cateringowej. Organizator zadbał za to o inne płyny i to w niezłym wyborze. Po godzinie 22 wyproszono z sali przedstawicieli prasy a w pałacu zostali tylko „sami swoi”. Zaczęła się „część suto zakrapiana”. Jak się zakończyła, tego do końca nikt nie potrafił nam opowiedzieć, choć wszyscy zauważyli, że pierwszą ofiarą był tego wieczoru doradca burmistrza, który upojony zasnął na stole. Najciężej „trafionych” do domów rozwoziła straż miejska. 

Impreza miała się początkowo w ogóle nie odbyć ze względu na wysokie koszta i potrzebę oszczędzania. Skrupuły nie trwały zbyt długo, toast się jednak odbył i to w obsadzie znacznie liczniejszej niż kiedykolwiek. Ile za tę imprezę zapłacili oborniccy podatnicy, tego jeszcze nie wiemy, ale nie ma wątpliwości, że była to kwota znacząca.

Rozumiemy potrzebę takich spotkań obornickich elit samorządowych i finansowych. Wydaje się jednak, że początkowa intuicja burmistrza Szramy, żeby w czasach kryzysu zerwać z tradycją wystawnych przyjęć na koszt podatników była trafna. Szrama co prawda uległ chyba tym, którzy lubią się dobrze bawić na koszt wszystkich oborniczan, ale powinien przemyśleć sens kontynuowania tej tradycji w cięższych czasach, które już nadeszły.

Podobne artykuły