Czołowe zderzenie na jedenastce

PARKOWO. Marcin spojrzał na zegarek. Zbliżała się 14, co oznaczało, że spędził właśnie szóstą godzinę za kółkiem. Samochód dostawczy Peugeot Boxer sprawdzał się jak zawsze bez zarzutu. Niedawno odebrał go od mechanika a chodził jak szwajcarski zegarek. Był 2 lutego, czwartek.  Jeszcze tylko ta dostawa i będę mógł wrócić do domu – pomyślał, ze smutkiem wyobrażając sobie długą podróż powrotną do Bielska Białej. Na pace  pojazdu przewoził maszyny z napojami. Marcin handlował nimi od lat. Właśnie jechał z dostawą do Piły. 

Jak nam opowiadał po wypadku, zawsze lubił przejeżdżać przez Ziemię Obornicką. Cudowne widoku połączone z pięknymi kobietami przy szosie umilały mu czas. Właśnie przejechał nowy lewoskręt do Jaracza, którego ostatnim razem nie było i zbliżał się do skrzyżowania z drogą Parkowo – Wełna. Nagle zauważył, że jadący z przeciwka samochód marki Fiat Bravo staranował dwa znaki oznaczające lewoskręt i kierował się wprost na niego. 

Marcin starał się zjechać mu z drogi. Nie zdążył. Fiat zderzył się z nim czołowo. Handlowiec starał się opanować swój pojazd, który został wprawiony w ruch obrotowy. Całe lata jego doświadczenia jako kierowcy na nic się zdały, gdy zjechał na pobocze i uderzył w drzewo. 

Nie stracił przytomności. Szybko sprawdził, czy nic mu się nie stało. Był cały i zdrowy. Szybko wyszedł z samochodu i zaczął szukać drugiego pojazdu. Fiat wylądował 100 metrów dalej w rowie. 

Natychmiast podbiegł do Fiata. W środku znajdował się starszy wiekiem mężczyzna. Nie mógł złapać oddechu. Musiał zasłabnąć – pomyślał szybko. Marcin zaczął uspokajać emeryta i zadzwonił pod numer alarmowy. 

Na szczęście wypadek zobaczyli ratownicy medyczni z Poznania, którzy przejeżdżali szosą w karetce transportowej. Udzielili pomocy starszemu mężczyźnie a następnie przewieźli go do szpitala. 

Nadjechała policja. Droga wyglądała jak pobojowisko. Silnik Fiata i jego dwie opony leżały na szosie. Peugeot wcale nie miał się lepiej. Maska otwarta, silnik na zewnątrz, blacha z boku wgnieciona. Koła nie odpadły, ale były rozkraczone. 

Marcin  zebrał się w sobie i zadzwonił do żony. Wyjaśnił jej, że nie zdąży tego wieczoru na kolację.

Podobne artykuły