Granat odnaleziony w płonącej stodole

LIPA. Swąd spalenizny poczuły niemal wszystkie gospodynie w Lipie, które w środę przygotowywały obiad. Źródłem przykrego zapachu była stodoła, jedna z niewielu jeszcze stojących we wsi. Jak się okazało, jej dach płonął. 

Strażacy przybyli pod płonącą stodołę w kilka minut. Pożar okazał się poważny. W budynku składowano słomę, którą żywioł zaczął żarłocznie pochłaniać. 

Trzy wozy strażackie i kilkunastu strażaków walczyło przez ponad godzinę z ogniem. Wreszcie, gdy ostatni płomień został zgaszony, rozpoczęli oddymianie pomieszczenia. Trwało tak, póki jeden ze strażaków nie dokonał niespodziewanego odkrycia. 

Pod spaloną słomą leżał sobie granat. Taki, jaki można obejrzeć już dzisiaj jedynie na filmach wojennych. Mimo, że znajdował się w pobliżu ognia, dotąd nie wybuchł.

Natychmiast ewakuowano cały teren wokół stodoły. Wezwano policję a przesłuchiwany przez nią właściciel posiadłości nie umiał powiedzieć, skąd wziął się granat w jego budynku. 

Policja wezwała saperów z Poznania. Zabezpieczono teren i czekano na ich przybycie. Nie spieszyli się, więc pilnujący granatu policjant musiał spędzić prawie dobę na posterunku. Saperom załadowanie granatu do wojskowego pojazdu zabrało nie więcej niż pięć minut. Odjechali na poligon w Morasku, gdzie jak potwierdzili, ładunek został wysadzony.

Podobne artykuły