Sobotnie wieczór i noc w Obornikach – policyjny patrol

OBORNIKI. W sobotę wybraliśmy się na nocny patrol wraz z dwoma funkcjonariuszami policji. Od 18 do późnych godzin nocnych nie tylko sprawdzaliśmy, jak pracują stróże prawa, ale również gdzie oborniczanie spędzają sobotnią noc. 

Wczesnym wieczorem Straż Leśna odnalazła pozostawiony na leśnych bezdrożach samochód, w którego bagażniku znajdowały się nielegalnie ścięte drewno i siekiera. Policja szybko ustaliła właściciela pojazdu, którym okazał się mieszkaniec Obornik, zamieszkujący w pobliżu budynku OOK. W domu znajdowała się jedynie żona i matka podejrzanego. Małżonka poszukiwanego trzęsła się z emocji, ale potwierdziła, że mąż pojechał wraz z  dwójką znajomych na ścinkę drzew. Była tak zdenerwowana, że nie mogła przypomnieć sobie numeru telefonu do niego. Policjantom udało się ją uspokoić i poinstruować, by zabrać samochód z lasu.

Zza Warty policjanci musieli pojechać na duży dworzec kolejowy. Michał, mieszkaniec Gdańska, wracał z Drezna do domu. W Niemczech skradziono mu portfel. Bez środków na zakup biletu i dowodu osobistego na bilet kredytowy, dojechał pociągiem do Obornik, gdzie został wyrzucony przez konduktora, w jesiennej kurtce z krótkim rękawkiem pod spodem. Kurtka została mu podarowana przez jednego z podróżnych, który zlitował się nad nim. Temperatura sięgała 8 stopni poniżej zera, a mężczyzna spędził już w Obornikach ponad 8 godzin, początkowo na peronie. Pracownice dworca poczęstowały go kanapkami oraz gorącą herbatą. Gdy następny pociąg przyjechał na stację, policjanci przekazali wszelkie potrzebne informacje konduktorowi. Michał, trzęsąc się z zimna, uścisnął z wdzięcznością ręce oborniczanom i ruszył w podróż do domu. 

Od wieczora na zapleczu obornickiej pływalni grupa około dwudziestu młodych ludzi świętowała urodziny koleżanki. Kilka dużych butelek alkoholu leżało na placu zabaw. Nie hałasujemy, nie sprawiamy problemów, tylko siedzimy i rozmawiamy – tłumaczyli się.  Żaden z młodych ludzi nie popełniał wykroczenia w momencie przybycia na miejsce policji. Jednak opróżnione do połowy flaszki był jasnym dowodem na to, co działo się w tym miejscu wcześniej. 

Młodzież rozpoczęła świętować jeszcze przed zamknięciem pływalni. Rodziny wychodzące z dziećmi natrafiały na pijacką imprezę. Ten argument przytoczył jeden z funkcjonariuszy, by „po ludzku” trafić do młodych ludzi. Ci po części zgodzili się z policjantem. Na jego prośbę posprzątali okolice placu zabaw. 

Zanim jednak to się stało, jeden z mężczyzn wdał się w dyskusję na temat słowa „piździ”. Starał się uwodnić, że  nie jest to wulgaryzm. Jeden z funkcjonariuszy spiorunował go wzrokiem a koledzy uciszyli go bardzo szybko. W końcu młodzież pożegnała się grzecznie z funkcjonariuszami i zniknęła. 

W soboty wielu oborniczan spędza czas z piwem w ręku i kolegami do pogawędki. Jeden z zatrzymanych tłumaczył policjantom, że nie może pić w domu, bo ma wredną żonę – inny, że piwo w domu inaczej smakuje. Równie częstą wymówką było porównywanie butelki do kochanki. Czasem trzeba do niej uciec dla chwili przyjemności – tłumaczył jeden z legitymowanych. 

Zanim jednak patrol dotarł do stałych bywalców okolic sklepów monopolowych, policjanci trafili na dwie młode dziewczyny, które przeszły na czerwonym świetle przez jezdnię. Jedna z nich, na widok funkcjonariuszy zatrzymała się, druga odwróciła się na pięcie i z przyłożonym telefonem komórkowym chciała się oddalić. Złapana po krótkim pościgu twierdziła, że prowadziła ciekawą rozmowę przez komórkę i nie słyszała nawoływań policjantów. Prawdopodobnie z powodu skruszonych min i chęci poprawy ze strony dziewcząt, skończyło się jedynie na pouczeniu. 

Tej nocy, nie zważając na niską temperaturę, stali bywalcy tak zwanych „daszków” przy sklepach byli bardzo aktywni. Spożywając alkohol rozmawiali w wąskich gronach o sprawach bardziej i mniej ważnych. Głównym tematem był wygrany przez obornickie szczypiornistki mecz. 

Jednak wśród niemałego grona „mandatowiczów” był jeden szczególnie "wygadany". Pan Marcin pił ze znajomymi przy sklepie monopolowym na Osiedlu Leśnym, a na widok policji schował butelkę do kieszeni bluzy. Twierdził, że tylko pilnuje sklepu swojej ciotki. Gdy wypisywano mu mandat, przez ponad kwadrans targował się o jego wysokość. Gdy nie mógł wytargować satysfakcjonującej go kwoty, próbował straszyć policjantów twierdząc, że ciotka, która przed chwilą była właścicielka sklepu, jest sędzią. Nie zrobiło to wrażenia na funkcjonariuszach a Marcin w końcu przyjął mandat i podał policjantom rękę. 

Tej nocy mundurowi podczas patrolu odwiedzili dziesiątki miejsc, w tym również pobliskie miejscowości.  Nie był to jednak jedyny patrol a jeden z kilku, które czuwały nad bezpieczeństwem oborniczan. Legitymowali dziesiątki osób. Zachowywali się profesjonalnie, starając się podchodzić do każdej osoby indywidualnie, w granicach wyznaczonych przez prawo. Nawet po kilku godzinach pracy nie było słychać agresji lub zmęczenia podczas rozmów z podejrzanymi.

Sobotnie działania policji uwieczniliśmy na filmie, który będzie można obejrzeć  w Oborniki TV, na stronie internetowej www.oborniki.com.pl. Oborniczanie różnie reagowali na widok kamery. Niektórzy starali się unikać pokazywania twarzy, ustawiając się tyłem. Zdarzały się osoby agresywne. Pewna dziewczyna ucieszyła się, gdyż – jak twierdziła – chcę zostać gwiazdą telewizji. 

Podobne artykuły