Komisja oświaty przesłuchała wreszcie dyrektor Zofię Kotecką

OBORNIKI, KISZEWO. Chociaż łatwo nie było, kierująca szkołą w Kiszewie Zofia Kotecka stanęła wreszcie przed komisją oświaty rady miejskiej. Wezwali ją Anna Rydzewska, Anna Dziarmaga i Damian Bukowski, aby wyjaśniła, dlaczego nie wezwano pomocy lekarskiej do dziecka, które złamało w dwóch miejscach rękę. 

Gdy tylko Kotecka usadowiła się przy stole, zaatakowała komisję pytając, czy zna ona swoje uprawnienia. Jej zdaniem komisja nie może przesłuchać dyrektor. Jej pretensje uciął przewodniczący Paweł Drewicz i poprosił o przejście do meritum sprawy. W odpowiedzi usłyszał kolejną połajankę na temat praw Koteckiej i braku uprawnień komisji. Gdy Drewicz nakazał jej przejść do wypadku, zamiast tego naskarżyła na inną dyrektorkę szkoły, która jej zdaniem – brała wyższy dodatek motywacyjny niż jej się należał. 

Wreszcie przewodniczący, jak i komisja, doszli przynajmniej do jednego, że dzięki prasie ten przykry wypadek ujrzał światło dzienne. Damian Bukowski zapytał: proszę wyjaśnić, dlaczego po wypadku, w którym ucierpiało dziecko, nie wezwano pogotowia.

Zofia Kotecka wyjaśniła a my przekazujemy jej słowa bez poprawek: po zdarzeniu na placu zabaw nauczycielka i jednocześnie opiekunka grupy zauważyła, że dziecko płacze i boli go ręka. Poprosiła by poruszało paluszkami a ona oceniła, że nie ma zagrożenia życia. Pogotowie przyjeżdża wówczas, gdy jest zagrożenie życia, więc uznała, że nie trzeba wzywać pogotowia, bo jest to drobna rzecz, która nie wymaga pomocy. Zadzwoniła do matki, a potem do sąsiadki a matka w domu była. Błąd jej polegał na tym, że nie dzwoniła dalej do matki, bo matkę trzeba było zawiadomić. Matka wyruszyła do szkoły, ale przybyła matka innego dziecka, które zrobiło siusiu i miało mokre majtki i dla polepszenia sprawy zapytała opiekunka, czy matka nie zechciałby zabrać dziecka, bo matka miała przyjechać rowerem i matki spotkały się w drodze. I tak zakończył się pierwszy etap tej sprawy. 

Zaskoczony Damian Bukowski starał się ustalić, czy pracownicy szkoły mają jakiejkolwiek kursy pierwszej pomocy. Kotecka wyjaśniła: pana pytanie mnie rozbawiło, bo nie ma w szkole możliwości, aby pracownik nie miał przeszkolenia z pierwszej pomocy. Bukowski dopytał: skoro pracownik jest nawet przygotowany do udzielania pierwszej pomocy, to może sam diagnozować i oceniać stan zagrożenia? Kotecka odparła:  pana pytanie jest rozmyte, a to rodzic decyduje o wszystkim. Odwiedzenie poradni chirurgicznej, gdzie lekarza najczęściej i tak nie ma, to pogotowie nawet nie jest w stanie ocenić co jest w środku ręki i nie potrafi dać rozeznania.

Anna Rydzewska zapytała,  czy pani zdaniem, postępowanie szkoły, pani i nauczycieli było prawidłowe w tym przypadku, gdy dziecko z poważnym urazem zostało zapakowane do obcego samochodu bez zapewnienia mu zabezpieczenia dla bezpieczeństwa przejazdu? Kotecka na to: a jakby nauczyciel zabrał dziecko? Pogotowie domaga się, aby na miejscu był rodzic.

Rydzewska starała się ustalić, czy pani zdaniem, pani placówka postępowała prawidłowo, nie chodzi o sam wypadek, bo te się zdarzają, ale chodzi i postępowanie późniejsze? Kotecka przyznała: w postępowaniu nauczycielki nastąpiła pomyłka.

Damian Bukowski chciał wiedzieć, czy dyrektor uczestniczyła w pakowaniu dziecka do obcego samochodu. Kotecka odpowiedziała: dowiedziałam się o wszystkim, gdy dziecko było w poradni. 

Anna Rydzewska próbowała ustalić, czy Kotecka w czasie wypadku była w szkole. Kotecka odparła, że była. Bukowski zauważył: jest niespójność w tym, co pani powiedziała. Była pani w szkole i przez dwie trzy godziny nic pani nie wiedziała? Była pani odizolowana? Kotecka wyjaśniła – to trwało godzinę albo półtorej.

Radni próbowali ustalić, czy szkoła zaproponowała jakąkolwiek pomoc w dowozie dziecka do szpitala rodzinie, która ucierpiała. W tym miejscu odpowiedział za Kotecką Drewicz: taka pomoc rodzi koszty, a szkoła nie ma pieniędzy. Kotecka dodała najwyraźniej obruszona: nie, bo pewni radni pomagali, jak wyczytałam w gazecie i to wystarczy. Pomagamy biednym rodzicom w dożywianiu a matka dziecka zajęła miejsce innej osoby, bo dożywialiśmy jej dziecko, choć ona nie podpisała protokołu, a mogło korzystać z tego obiadu inne dziecko.

Tak zakończyło się przesłuchanie Zofii Koteckiej, które niewiele wyjaśniło. Po zakończeniu spotkania dyrektor z Kiszewa wyszła z sali sesyjnej i udała się szybkim krokiem do gabinetu burmistrza Szramy.

Podobne artykuły