Oskarżony o zabójstwo rogoźnianin stanął przed sądem

ROGOŹNO. Niemal dokładnie rok temu pisaliśmy o zbrodni do której przyznał się 26 -letni rogoźnianin Bartosz P. 

Zatrzymany w związku z zamordowaniem Beaty K.,  35-letniej sekretarki szkoły nauki jazdy z ulicy Półwiejskiej w Poznaniu przyznał się do winy. Opowiedział prokuratorowi o tym, jak pod koniec grudnia, w szkole nauki jazdy na ulicy Półwiejskiej udusił 35-letnia kobietę, żonę i matkę nastoletniego syna. Podinspektor Andrzej Borowiak powiedział nam wówczas: na tę chwilę myślimy, że morderstwo popełniono na tle rabunkowym. Ustalamy jednak, co ten mężczyzna mógł zabrać z biura. Parę godzin po tej rozmowie zabójca przyznał się do swego zbrodniczego czynu. 

Trzeba tu przypomnieć, że Bartosz P. pochodził z bardzo znanej w Rogoźnie „złodziejskiej rodziny”. 

Kradła jego matka i babka, kradł ojciec i dziadek. Babcia zasłynęła tym, że gdy poszła kiedyś do szkoły na wywiadówkę i przy okazji ukradła nauczycielce czapkę z lisa. Ojciec Bartosza jest bodaj najbardziej „najpracowitszą” w Rogoźnie hieną cmentarną. Sam Bartosz kradł nawet w domach swych przyjaciół. Tak okradł z biżuterii mieszkanie najlepszego i jedynego przyjaciela. Jednak, gdy zaniósł skradzione precjoza do pasera policja ruszyła w ślad za nim. Złodzieja zatrzymano niemal na gorącym uczynku odsprzedaży łupu. Został za to skazany i odsiedział niemal dwa lata w więzieniu. 

Niewiele go to nauczyło. Może jedynie tego, że trzeba za sobą lepiej zacierać ślady. Gdy Bartosz zamieszkał w Poznaniu widywano go często na giełdzie motoryzacyjnej w Przeźmierowie, gdzie dostarczał paserom głównie kradzione lusterka i kołpaki samochodowe. Od kilku miesięcy pracował też jako ochroniarz w galeriach handlowych, a dodatkowo dorabiał sobie jako DJ na imprezach. Pod koniec ubiegłego roku brakowało mu 150 zł, by opłacić wynajmowany pokój. Do rodzinnego domu nie mógł wrócić, bo matka powiedziała, że nie będzie go utrzymywać. 

Zapisał się do szkoły nauki jazdy przy ulicy Półwiejskiej, w której pracowała zamordowana kobieta. Postanowił ukraść potrzebne mu pieniądze właśnie tam. Gdy wpłacał kolejną ratę, mógł być świadkiem innych wpłat i wyobrazić sobie, że pod koniec dnia sekretarka ma w biurze sporą gotówkę. Jeden z oficerów operacyjnych policji zasugerował nam nieoficjalnie, że złodziej mógł zaplanować okradzenie sekretarki na krótko przed zamknięciem biura. Nie wiedział jednak o tym, że pieniądze ktoś wcześniej odbierał i zawoził do banku. Gdy przyszedł przed końcem dnia pracy, ona była sama. Na widok zamaskowanego mężczyzny, chciała krzyczeć. On zdławił jej szyję i trzymał tak długo, aż ustała jej aktywność. Na koniec wrzucił jej zwłoki do wanny z wodą, by upozorować utopienie. 

Nim wyszedł sprawdził, że nie ma w szufladzie pieniędzy, lub może nawet nie sprawdzał, tylko wybiegł z biura. Ten moment zarejestrowała kamera miejskiego monitoringu. Bartosz P., w chwili zatrzymania miał przy sobie telefon komórkowy należący do zamordowanej sekretarki. Mógł go zabrać machinalnie odruchem urodzonego złodzieja, lub go zabrać celowo i to wtedy słysząc alarm okradzionej kobiety udusił ją, by nie krzyczała. 

Ostatecznie sąd uznał, że dowody zbrodni są wystarczające i zatrzymał go na trzy miesiące w areszcie wielokrotnie przedłużając areszt prewencyjny. 

Teraz w poznańskim sądzie rozpoczął się proces 27-letniego już Bartosza P., w sprawie zabójstwa przy ul. Półwiejskiej.

Oskarżony już na początku swego procesu odwołał swoje wcześniejsze zeznania i obecnie nie przyznaje się do zabójstwa. Oświadczył, że nie przyznaje się do zabójstwa, a jedynie do kradzieży telefonu. 

Nie chciał odpowiadać na pytania sędziego. Stwierdził jedynie, że do wcześniejszych zeznań zmusili go policjanci, którzy mieli się nad nim znęcać. – Kazali mi mówić to, co napisała protokolantka – mówił w sądzie Bartosz P. – Byłem bity i straszony bronią. Pytany o to skąd jego odciski palców na ciele uduszonej i na wannie, nie potrafił odpowiedzieć. 

Proces potrwa niewątpliwie jeszcze czas jakiś a my będziemy go relacjonować.

Podobne artykuły